REKLAMA
REKLAMA

Derby nieprzyzwoitości

Różniło ich wiele, ale kluczowa była zwłaszcza jedna kwestia.

REKLAMA
REKLAMA
Derby nieprzyzwoitości
Jude Bellingham. (fot. Getty Images)

Espanyol – Real Madryt: Przewidywane składy

Marek, syn Zbigniewa i Ireny, których historię mieliście okazję już poznać, na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym szczególnym. Z twarzy podobny zupełnie do nikogo, przy bezpośrednim kontakcie nie sprawiał oszałamiającego pierwszego wrażenia, nie był przesadnie bogaty, ale też daleko było mu do tego, by każdy dzień nazywać walką o przetrwanie. Innymi słowy, wiódł życie, jakie uznać by można jako zwyczajnie przeciętne.

REKLAMA
REKLAMA

Mimo to Marka cechowała jedna rzecz, której on sam nie uważał za wyjątkową, ale która zarazem w dzisiejszych czasach spotykana jest coraz rzadziej. Gdy zmieniał pracę, podczas okresu wypowiedzenia nie udał się na fikcyjne el cztery i sumiennie dobił do końca. Innym razem, kiedy znalazł na ulicy portfel pełen gotówki, w pierwszym odruchu poszukał dokumentów. Znalazł je, a całą zawartość odesłał do właściciela, nie domagając się znaleźnego. Przy jeszcze innej okazji musiał oddać auto do warsztatu, więc chwilowo przesiadł się na autobus. Wystarczyło, że pewnego razu dostrzegł obok siebie starszą kobietę, by od razu ustąpić jej miejsca.

Real Madryt był szlachetnie urodzony, piękny i bogaty. Wystarczyło, że mrugnął okiem, a panny ustawiały się do niego sznurem. Wiódł wystawne życie i lubił znajdować się w centrum uwagi. Ogrom satysfakcji sprawiała mu świadomość, że inni chcą być tacy, jak on. Mało kto wiedział jednak, że gdy nie chciało mu się pracować, brał lewe zwolnienia, za pieniądze w znalezionym na ulicy portfelu poszedł do domu publicznego, a w kościele stojącej obok starszej pani powiedział, że ona już się w życiu nasiedziała.

Real Madryt i pana Marka różniło naprawdę wiele, by nie powiedzieć wszystko. Tą najcenniejszą rzeczą było jednak zwykłe poczucie przyzwoitości.

REKLAMA
REKLAMA

W sytuacji, gdy wszystkie trofea porozjeżdżały się w inne strony, a zespół czeka już jedynie na kolejny sezon, ostatnią rzeczą, jakiej moglibyśmy jeszcze od Królewskich wymagać, są właśnie resztki przyzwoitości jako wyraz szacunku za często bezwarunkowe wsparcie, nawet jeśli przerywane narzekaniami. Jak jednak się okazuje, i tym razem prosimy o zbyt wiele.

Real Madryt przypomina obecnie drużynę, w której każdy wie wszystko najlepiej, ale kiedy przychodzi co do czego, to okazuje się, że na horyzoncie nie widać ani jednego prawdziwego lidera. Na boisku chaos, po meczach zaś woda w ustach. Z jednej strony nie oczekujemy, by po porażkach lub remisach którykolwiek z piłkarzy wychodził przed kamery i dokonywał samobiczowania. Z drugiej jednak, jako wieloletni fani czasami po prostu chcielibyśmy usłyszeć z ich ust, że też jest im choć odrobinę przykro. Zamiast tego otrzymujemy wielopłaszczyznowe olewactwo – zarówno na boisku, jak i poza nim.

Nie wiemy, na ile działa tutaj idealizacja wspomnień, w pewnym stopniu na pewno, ale czasami trudno nam oprzeć się wrażeniu, że gdy Florentino już raz źle wychował sobie piłkarzy za czasów Galácticos, to jednak tamta drużyna z Zidane'em, Figo, Ronaldo, Roberto Carlosem, czy Beckhamem potrafiła chociaż od czasu do czasu wzbudzić jakąś sympatię, nawet pomimo niesatysfakcjonujących wyników. Obecny zespół zaś budzi nic innego, jak coraz większą niechęć. Nie jest ona jednak spowodowana tym, że komuś coś nie wychodzi, lecz tym, że nieraz nie sposób uciec od myślenia, że tym graczom obojętne jest, czy coś wyjdzie, czy nie.

REKLAMA
REKLAMA

Nie mamy pojęcia, czy zawodników jakkolwiek obejdzie ewentualne robienie szpaleru lub obserwowanie fety mistrzowskiej. Wiemy jednak, że z czystej przyzwoitości obchodzić powinno, chociażby ze względu na dobrostan psychiczny osób tę drużynę wspierających. Fakty są jednak takie, że w rezultacie będziemy świadkami właśnie jednej z tych dwóch scen. O ile rzecz jasna Królewscy nie stwierdzą, że żadnego szpaleru ustawiać nie będą, bo nie pozwala im na to poczucie godności. A że do takiej sytuacji doprowadzili sami? Kto by na to zwracał uwagę?

Uczciwie należy mimo to przyznać, że pod względem przyzwoitości, a raczej jej braku, dziś podopieczni Álvaro Arbeloi trafią na równorzędnego rywala. Espanyol w pewnym momencie stwierdził bowiem, że już się utrzymał, po czym nie wygrał 16 kolejnych meczów. Po raz ostatni Papużki odniosły zwycięstwo w La Lidze 22 grudnia, czyli niemal pół roku temu. Nawet tak haniebna passa nie przeszkadza jednak zespołowi Manolo Gonzaleza znajdować się pięć oczek nad strefą spadkową.

Gdyby więc potraktować wieczorną potyczkę jako derby nieprzyzwoitości, obie ekipy powinny się dziś po prostu umówić na remis, a następnie udać się wspólnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku na pokaz Magicznej Fontanny. Jakkolwiek patrzeć, nasze wymagania względem Realu w tym sezonie już nie tyle szorują po dnie, ile pukałyby w dno od spodu. Gdyby jakiekolwiek jeszcze istniały.

REKLAMA
REKLAMA

***

Mecz z Espanyolem rozpocznie się o 21:00, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale Eleven Sports 2 w serwisie CANAL+ Online.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (20)

REKLAMA