REKLAMA
REKLAMA

„Nikt nie odważa się powiedzieć Florentino, że robi głupoty, a on pozwala piłkarzom na wszystko”

Romain Molina to francuski dziennikarz sportowy zajmujący się skandalami głównie we francuskim sporcie, ale poświęcający też sporo uwagi Realowi Madryt. W najnowszym materiale na swoim kanale prezentuje kulisy wydarzeń i sytuacji w klubie. Przedstawiamy ostatnie informacje i przemyślenia dziennikarza.

REKLAMA
REKLAMA
„Nikt nie odważa się powiedzieć Florentino, że robi głupoty, a on pozwala piłkarzom na wszystko”
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

– Jeśli ktoś wyobrażał sobie wiele zmian, to w rzeczywistości jest to po prostu niemożliwe, ponieważ w krótkiej perspektywie Real ma ogromne długi do spłacenia. Ten sezon nie jest zbyt udany pod względem sportowym i to również ma wpływ finansowy. Pole manewru Realu pod względem ekonomicznym jest więc tego lata bardzo ograniczone. Z tego powodu zakupy będą musiały zostać zrównoważone sprzedażami, ale jeszcze będziemy mieli czas, żeby o tym porozmawiać. Skoro nie będzie żadnej pałacowej rewolucji, dojdzie jednak do kilku zmian, ponieważ wewnątrz klubu to szczerze mówiąc być może najgorszy okres w nowoczesnej historii Królewskich.

REKLAMA
REKLAMA

– Sprawa jest prosta. Wcześniej mówiło się potencjalnie o największym klubie świata, a przede wszystkim o jednym z klubów, które planowały najlepiej. Był luty, marzec, kwiecień, a oni już mniej więcej wiedzieli, kto przyjdzie latem. Oczywiście czasami przy jakiejś operacji mogła istnieć niepewność, ale mieli plan i się go trzymali. Można było tego planu nie lubić, ale było wiadomo, dokąd wszystko zmierza. Weźcie na przykład operacje z Bellinghamem, Tchouaménim i innymi. To było przygotowywane z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, oni obserwowali tych zawodników od lat i wszystko było uporządkowane. Było wiadomo, dokąd klub zmierza. Teraz jesteśmy prawie na początku maja i nie wiadomo, kto będzie trenerem.

– Nie mamy żadnego pojęcia o rynku transferowym. Są jakieś mgliste pomysły, a w ciągu trzech miesięcy plan zmieniano trzy razy. Możemy rozmawiać o piłkarzach, możemy rozmawiać o wielu sprawach, a jak zobaczycie, wewnątrz klubu istnieje też ogromny problem z dyscypliną. Przede wszystkim jednak na górze kompletnie działa się po omacku i niestety aż chce się powiedzieć, że Real Madryt przestał być rozpoznawalny.

– Od czego zacząć? Niestety to jest rozprzężenie, żeby powiedzieć to najprościej i żeby ludzie zrozumieli. Nie mam nic przeciwko Realowi, wręcz przeciwnie, tym bardziej nie mam nic przeciwko jego prezesowi Florentino Pérezowi, który przez bardzo wiele lat był niesamowitym działaczem. Nie będę przypominał kolejnych porażek Péreza: Superligi, sposobu sfinansowania przebudowy stadionu, która przez koncerty, parkingi i inne kwestie kosztowała trzy razy więcej, ponieważ wszystkie te błędy mają dziś wpływ na finanse klubu. Finanse siłą rzeczy wpływają dziś na sport, bo wcześniej w logice Péreza, gdy trafiał się trudny rok, sprawiano, że kibice zapominali o nim dzięki wielkiemu nazwisku albo dużej zmianie. Tego lata to nie jest możliwe. Jeśli chcą pomocnika, a zwłaszcza środkowego obrońcy, potrzebują sprzedaży. Od razu mówię, że chcą sprzedać między innymi Raúla Asencio. Przede wszystkim Frana Garcíę, Ceballosa i Gonzalo Garcíę, licząc na to, że na części tych zawodników uda się nieźle zarobić.

REKLAMA
REKLAMA

– Zanim jednak o tym wszystkim porozmawiamy, trzeba porozmawiać o rozprzężeniu wewnątrz klubu. Dawny Real Madryt… Rozumiem, że ludzie mówią o instytucji, wiecie, co myślę o instytucji. W pewnym momencie dla każdego zawsze są jakieś specjalne względy, ale istniały jednak minimalne ramy. Nawet jeśli byłeś Sergio Ramosem, gdy wyznaczono termin jego bratu i agentowi, René, a oni chcieli dalej negocjować kontrakt i grać na czas, to termin był terminem. Nie dotrzymywałeś go, koniec. To samo z Cristiano Ronaldo. W pewnym momencie Pérez powiedział Cristiano Ronaldo i Jorge Mendesowi: „Dobrze, nie ma problemu, przyniesiesz mi ofertę, pozwolę ci odejść”. To nie znaczy, że dla niektórych nie było pewnych przywilejów, ale ogólnie istniały ramy. Ta epoka już nie istnieje.

– Ona się skończyła. Pérez stał się dla swoich piłkarzy takim pobłażliwym dziadkiem. Pozwala im na wszystko, bo szczerze mówiąc cyrk, jaki niektórzy odstawili w tym roku, w dawnych czasach zostałby dawno zatrzymany na wszystkich poziomach, także przy żądaniach finansowych i przy wszystkim innym. Proszę sobie wyobrazić, że w ubiegłym roku wiedzieliśmy, iż z Mbappé sprawa jest bardzo skomplikowana. Problemem nie było to, że przychodzi, tylko to, jak klub go wprowadza. W pewnym momencie z dyrekcji wychodzi polecenie do Carlo: masz wystawiać go z lewej strony. Chyba chodziło jeszcze o jakiś konkretny mecz, już tego dokładnie nie pamiętam.

REKLAMA
REKLAMA

– To znaczy, że w pewnym momencie trener nie ma wolnej ręki przy ustawianiu drużyny. Mówi mu się wprost, że w pierwszej części sezonu Mbappé ma grać na tej pozycji. Podobnie dzieje się przy Xabim Alonso. Chcę to jeszcze raz powiedzieć: w pewnym momencie chodzi o Viníciusa, Bellinghama i innych, a w dyrekcji zaczynają narzekać, że tego zawodnika trzeba wystawiać na innej pozycji. Tak samo było z Valverde i z innymi. Kto może trenować w takich warunkach? To jest prawdziwe pytanie.

– Przede wszystkim były też sytuacje z rezerwowymi zawodnikami, takimi jak Raúl Asencio. Wewnątrz klubu wszyscy są tego świadomi, powiedzmy po prostu, że prowadzi bardzo burzliwe życie. Problem polega na tym, że wokół klubu zaczyna być o tym głośno, ludzie wiedzą. W pewnym momencie powiedział sztabowi, że coś go boli: „Nie, teraz nie czuję się na siłach, żeby grać”. A Arbeloa, którego konferencje prasowe, jak widzieliśmy, często ocierały się o śmieszność i groteskę, według wielu źródeł też ma już tego dość. Właściwie nikt nie może z tymi zawodnikami. Bo w pewnym momencie słyszysz: „Nie mogę grać”, a w domyśle taki piłkarz daje do zrozumienia, że gdyby to była Liga Mistrzów, to pewnie mógłby zagrać. Można od tego zwariować. Takie małe epizody zdarzają się często. Jeden narzeka, drugi wykorzystuje prasę i media społecznościowe, bo chce grać, inny skarży się dyrekcji, kolejny komuś innemu. Nawet rezerwowi zawodnicy… Raúl Asencio zagrał dzięki wyjątkowemu zbiegowi okoliczności.

REKLAMA
REKLAMA

– Tak, on kocha klub, więc oczywiście będzie na tym grał. To bardzo ograniczony piłkarz, którego nie chciały nawet niektóre kluby drugiej ligi. Grał w trzeciej lidze hiszpańskiej w rezerwach Realu. Myślę, że wszystkie kluby La Ligi i wszystkie kluby drugiej ligi mają jednak oczy. Gdyby ten zawodnik był aż tak dobry, wcześniej odszedłby z Castilli. Skorzystał więc z wyjątkowego zbiegu okoliczności. Kiedy jednak jesteś zawodnikiem Realu Madryt, oczekuje się od ciebie pewnej wzorowej postawy. Jestem bardzo łagodny w tym, co mówię, bo gdyby naprawdę chcieć wejść w szczegóły, byłby skandal. I to nie tylko on. Dyrekcja na to pozwala. Raúla Asencio chcą się pozbyć po cichu. Po tym, jak przedłużyli z nim kontrakt i podnieśli mu pensję w niemal paranormalny sposób. Pod względem absurdów to naprawdę piękny poziom. W jego przypadku chciałoby się powiedzieć: nie, to niemożliwe. Tyle że nie chodzi tylko o niego.

– Ostatni rok Carlo Ancelottiego przypominał raczej wakacyjny kurort niż drużynę piłkarską. Piłkarze czasami kończyli mecz wyjazdowy i nie wracali do Madrytu, prosili o dni wolne. „Odczuwam mały ból, nie trenuję”. Krótko mówiąc, problemów było mnóstwo. Tego nie dało się ukryć. Po powrocie Arbeloi i dniach wolnych znów pojawiało się: „Trochę mnie boli”. Czasami Arbeloa ma tego dość, czasami zaczyna krzyczeć. Być może również dlatego wystawiał niektórych młodych, ponieważ nie jest zadowolony z zaangażowania części zawodników. Chociaż Arbeloa podejmuje wyłącznie polityczne decyzje, bo liczył na przejęcie stanowiska. Nie ma luzu, a w końcówce sezonu jest jeszcze gorzej. Wybiera się mecze, a niektórzy piłkarze mają już tego dość. Wewnątrz Courtois już nic nie mówi. Z drugiej strony są zawodnicy, którzy mają coś do powiedzenia. Można pomyśleć o Tchouaménim, który ostrzegał kilka razy. Mówił: „Panowie, trzeba wracać, trzeba mi pomagać. Jesteśmy niezrównoważeni”. Tchouaméni ostrzegał nawet wtedy, gdy „było dobrze”. Mówił, że coś jest nie tak, ponieważ to ktoś, kto ma też świadomość taktyczną. I nie jest jedyny.

REKLAMA
REKLAMA

– Éder Militão jest dziś takim prawdziwym liderem tej grupy. To jeden z nielicznych, którzy mówią. To on mówi Mbappé, Viníciusowi i innym przed meczami: „Mam do was zaufanie”. Prawdziwy lider. To on przesuwa blok wyżej. To on jest szefem. Widać zresztą, że Rüdiger za każdym razem, gdy gra z Militão, wygląda zupełnie inaczej niż wtedy, gdy sam musi być szefem obrony z Asencio.

– Poza Brazylijczykiem jest jednak bardzo spokojnie. Wcześniej liderem szatni był Carvajal, ale teraz ma napięte relacje z Arbeloą. W klubie wszyscy o tym wiedzą. Nie wiadomo nawet, czy Real ma przedłużyć z nim kontrakt. On sam być może widziałby się na koniec kariery w Zatoce Perskiej, zwłaszcza w Katarze, ze swoim przyjacielem Joselu.

– Wcześniej podobnie było z Alabą, który dużo mówił, ale przez te wszystkie kontuzje… Jaką legitymację ma dziś na boisku? On również właściwie już nic nie mówi. Czasami Bellingham trochę krzyknie, bo oczywiście ma w sobie chęć wygrywania. Nie mówię, że inni jej nie mają. Problem polega na tym, że między nimi jest mnóstwo drobnych zazdrości. Szczerze mówiąc, to historia jak z przerwy w szkole. Piłkarze też się nie nienawidzą. Zawsze są małe napięcia z niektórymi osobami, ale w gruncie rzeczy to wszystko dziecinada, a ponieważ nie ma zwycięstw, trochę to wychodzi na powierzchnię.

REKLAMA
REKLAMA

– Nikt jednak tak naprawdę nie odważa się powiedzieć tego wprost. Powtarzam, piłkarze się nie nienawidzą. Tak, są grupki, ale problem polega na tym, że za plecami mówi się różne rzeczy: „A on zna prezesa”, „a on zna tego czy tamtego”. W ubiegłym roku Mbappé miał swoje przywileje, teraz Vinícius, Arda Güler… W pewnym momencie to stało się problemem: „Tak, to pupilek Xabiego Alonso”. I wszyscy chcieli grać na dziesiątce. W pewnym momencie Rodrygo chciał grać jako dziesiątka, Bellingham też, bo wszyscy chcieli wygryźć Gülera, ponieważ rzekomo był ulubieńcem Xabiego Alonso. A kiedy Güler zaczyna rozgrywać bardzo dobre mecze w Lidze Mistrzów, wtedy nagle: „Nie, jesteś moim bratem”. To bardziej dziecinada niż szatnia, która całkowicie wybucha.

– Real działa na trochę przestarzałym oprogramowaniu. To niemal ostatnie lata pewnego dawnego modelu. Dokładnie tego samego, który działał jakiś czas temu. Trenerzy tacy jak Xabi Alonso, mówię o metodach, podobnie jak Kompany i wielu innych, są dziś trochę normą, a klub w gruncie rzeczy mówił: to nas nie interesuje. Później, gdy mówiono o menedżerze-selekcjonerze, w grę wchodziła miękka ręka w stylu Pochettino. A jeśli teraz chodzi o dyscyplinę, to dla nich dyscyplina oznacza Allegriego albo Mourinho. Klub ma szybko ogłosić trenera. Wewnętrznie, jeśli przegra z Barçą, bo dziś wszystko jest wizerunkiem, nie futbolem, to w skrócie chcą ogłosić go szybko. Chcą więc szybko zamknąć temat trenera. Real Madryt zmienił profil trenera trzy razy w ciągu trzech miesięcy.

REKLAMA
REKLAMA

– Teraz kwestia rynku transferowego. Chcą pomocnika i środkowego obrońcy, ale jednocześnie dobrze zdali sobie sprawę, że finansowo wielkie nazwiska, których chcieli, są dziś dla nich nieosiągalne. Vitinha czy ktokolwiek inny, zapomnijcie. Zresztą wyobrażacie sobie, że Katar sprzeda Vitinhę Realowi? Już samo to wystarczyło, żeby wiedzieć, że sprawa jest skończona. Co do Rodriego, nie mam absolutnie żadnego pojęcia. To będzie zależało też chyba od tego, co City uzna w sprawie jego kolana. Poza tym pomocnik i środkowy obrońca. Jednocześnie, ponieważ nie ma dużo pieniędzy, sprowadza się z powrotem Nico Paza. Pytanie brzmi: do czego on ma służyć przy liczbie zawodników o takim profilu w kadrze? Już teraz istnieje problem komplementarności, bo możecie mówić mi o trenerze, zawodnikach, o tym czy o tamtym. Problem w tym klubie polega na tym, że nie ma, przepraszam za słowo, jaj. Na górze i na dole ludzie nie mówią sobie pewnych rzeczy.

– Problem jest właśnie tutaj. W pewnym momencie w klubie trzeba podejmować decyzje, trzeba przestać chować głowę w piasek, bo to tak nie działa. Nie, oni wolą zachowywać się wobec siebie fałszywie. Na tym polega problem. To klub, który nie podejmuje już mocnych decyzji, ten czas się skończył. Są pochlebstwa, bo nikt nie odważa się nic powiedzieć prezesowi, bo jego wysokość nie może się mylić. To staje się wręcz smutne, bo jeśli są ludzie, którzy kochają Florentino Péreza, a myślę, że wokół niego tacy ludzie są, to nie ma nikogo, kto odważyłby się powiedzieć mu w twarz: „Florentino, robisz głupoty”. To jest pierwszy problem i powiedziałbym, że ostateczny problem dzisiejszego Realu.

REKLAMA
REKLAMA

– Za kulisami mówi się też o sprowadzeniu z powrotem Jacobo Ramóna do obrony. Jeśli chodzi o Rüdigera, któremu kończy się kontrakt, chcieliby zaproponować mu jeszcze jeden rok, ale z obniżoną pensją. Wiadomo, że David Alaba odejdzie. To jedna z najwyższych pensji w klubie, więc to dobrze zrobi limitowi płac. Sytuację Carvajala już trochę wam wyjaśniłem.

– W skrócie właśnie tak to wygląda: będzie kontynuacja, nowe ze starym, chciałoby się powiedzieć. Nie zostanie jednak rozwiązany główny problem, czyli konstrukcja kadry oraz fakt, że straciła ona na liczebności i komplementarności, a przede wszystkim na jakości bardziej niż na liczebności. Ta utrata jakości, przy złym zarządzaniu finansami, rodzi jednak pytania. To są przecież działacze wywodzący się z budownictwa, a skoro potrafili tak bardzo pomylić się przy projekcie budowlanym, to naprawdę rodzi pewne pytania.

– Skoro dziś mamy całkowitą porażkę dyrekcji, ma to odbicie w sporcie. Teraz pójdźmy trochę dalej, bo niektórzy piłkarze też mają dość, ale tutaj znowu nikt nie mówi sobie pewnych rzeczy. Wiadomo, że istnieje problem między Mbappé a klubem. Jednym z problemów był temat trenera, bo Mbappé był zwolennikiem Xabiego. Później mówi się: „Tak, ale grał, gdy był praktycznie kontuzjowany, a teraz, jeśli jest trochę kontuzjowany, nie chce grać”. Problemem Viníciusa jest przedłużenie kontraktu. Bellingham nie jest zadowolony ze swojej pozycji.

REKLAMA
REKLAMA

– Właściwie mamy wrażenie, że to reality show. Myślę, że ludzie nie doceniają toksyczności tej końcówki sezonu, i to ze wszystkich stron. Problem w tym, że nikt nie wydaje się tego rozumieć. Wchodzimy więc w rynek transferowy. Tak, będą chcieli sprzedać Asencio. Mają nadzieję sprzedać go zwłaszcza do Zatoki Perskiej, bo wiedzą, że w Europie będzie to trochę bardziej skomplikowane, szczególnie że jego pensja została jednak solidnie podniesiona. Fran García, przy czym odmowa przyjęcia zimą oferty w wysokości 25–30 milionów euro za trzeciego lewego obrońcę nie miała żadnego sensu. Oczywiście liczą na sprzedaż Ceballosa. Tyle że za ile milionów sprzedasz Ceballosa? Za bardzo, bardzo niewiele, dobrze to wiemy. Na Gonzalo Garcíi może uda się zarobić jakąś małą kwotę.

– Camavinga i inni zostaną. Nie zapominajmy też, że Real jest więźniem własnego statusu, kontraktów dawanych zawodnikom, pensji oraz tego, że jest, jak się mówi, największym klubem świata. Piłkarze nie mają ochoty odchodzić z Madrytu. Tak było już wcześniej. Przypomnijcie sobie Bale’a, Hazarda i innych. Pobierasz pensję, mieszkasz w stolicy Hiszpanii, masz wyjątkowe warunki, życie jest piękne. To w pewnym sensie spełnienie, więc klub staje się więźniem tego wszystkiego, bo nie działał proaktywnie.

REKLAMA
REKLAMA

– Najlepszym przykładem jest sprawa Viníciusa. Na tym zakończę. Proszę sobie uświadomić, o jakim klubie mówimy. Powtarzam: jaki klub może pozwolić sobie na to, że jedna z jego gwiazd, na rok i miesiąc przed końcem kontraktu, pozostaje w takiej sytuacji i nikt nic nie wie? Bo zawodnik wciąż chce tego samego, 30 baniek. Teraz to brzmi: „Tak, on chce 30, a my nie możemy dać mu więcej niż 20”. No tak. W Europie nie ma żadnego klubu, który byłby w stanie dać mu takie pieniądze. Dlatego nikt nie chce Viníciusa. To kwestia finansowa. A Vinícius im bardziej czas mija, tym bardziej mówi sobie: „Będzie mniej do zapłacenia, nie będzie trzeba płacić kwoty transferowej, więc w przyszłym roku dadzą mi więcej pieniędzy”. W pewnym sensie to on jest na pozycji siły. Oczywiście jego agenci narobili głupot, ale Real w dawnej epoce, która niestety się skończyła, wziąłby telefon i dawno by to załatwił. Dzisiaj klub woli chować głowę w piasek, pozwalać, by sytuacja się pogarszała, a główni odpowiedzialni są na samej górze. Przede wszystkim prezes, który wcześniej wykonywał ogromną pracę, ale od kilku lat niestety nadaje fałszywy ton całej reszcie. Nikt nie chce mu tego powiedzieć, a on też nie wydaje się tego słuchać.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (71)

REKLAMA