REKLAMA
REKLAMA

Puchar pustkowia

Wielu przekonało się na własnej skórze, że gdy dookoła nie ma problemów ze znalezieniem rozrywki, łatwo nieraz przeholować. Używki, panienki, złe towarzystwo, hazard… Równie łatwo jednak czasem popaść w obłęd, gdy dookoła nie ma nic godnego uwagi.

REKLAMA
REKLAMA
Puchar pustkowia
Antonio Rüdiger i Aurélien Tchouaméni. (fot. Getty Images)

Przewidywane składy

Nadmiar wolnego i niezagospodarowanego czasu sprzyja myśleniu o głupotach. W skrajnych przypadkach pod wpływem pewnych bodźców może ono nakręcić się do tego stopnia, że człowiek zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością. Jako przestroga posłużyć nam może bodaj najbardziej znana hiszpańska postać literacka, czyli Don Kichot, który po zbyt intensywnej lekturze powieści rycerskich stwierdził, że i on chce zawalczyć o świat pełen sprawiedliwości i honoru.

REKLAMA
REKLAMA

Problem polegał jednak na tym, że złośliwy autor, Miguel de Cervantes, umiejscowił akcję swojego arcydzieła w regionie Castilla La Mancha, gdzie na przełomie XVI i XVII wieku wybitnie wiało nudą i zwyczajnością. Zamiast zamków, łotrów do zneutralizowania i atmosfery przygody, znaleźć można tam było gospody, zwykłych ludzi i spokojną codzienność. Tak oto główny bohater w pewnym momencie zaczyna walczyć z wiatrakami, uważając je za olbrzymów, karczmę bierze za zamek, a w chłopach widzi rycerzy lub wrogów.

Rycerskich powieści o heroicznych czynach Realu Madryt naczytaliśmy się również i my. Ba, widzieliśmy wiele z nich na własne oczy i są one całkiem dobrze udokumentowane. W końcu przyszedł jednak moment, kiedy i nam przyszło odbyć wędrówkę po piłkarskiej Castilli La Manchy i zająć sobie jakoś w niej czas. Gdziekolwiek się po niej rozejrzeć, trudno znaleźć coś do roboty. W sytuacji, w której w wirze przygody nie ma do zdobycia żadnego skarbu, nie pozostaje nam więc nic innego, jak wymyślenie sobie jakiegoś celu, najlepiej wyimaginowanego cennego trofeum. Tym, że tak naprawdę ono nie istnieje, będziemy zaś przejmować się kiedy indziej.

Jako że wspomniany Don Kichot walczył o świat pełen honoru, to i my dzisiejszego wieczoru w naszym kontrolowanym szaleństwie zmierzymy się w meczu o Puchar Honoru. Trzeba zresztą przyznać, że remont Benito Villamarín będzie wyjątkowo sprzyjał wczuwaniu się w klimat, ponieważ na Estadio La Cartuja przed kilkoma dniami faktycznie odbył się mecz o trofeum – Real Sociedad pokonał tam w finale Pucharu Króla Atlético. Sam Betis także nie tak dawno, bo w zeszłym sezonie, miał zresztą okazję wystąpić w finale Ligi Konferencji, co w naszych wyobrażeniach może pomóc w znalezieniu w ekipie Manuela Pellegriniego dobrego antagonisty.

REKLAMA
REKLAMA

No dobrze, dlaczego jednak akurat Puchar Honoru? Poza literackim nawiązaniem istnieją jeszcze dwa główne powody. Pierwszym z nich jest to, że jest już chyba nieco za późno na grę o Puchar Psa Ogrodnika. Sami nie zdobędziemy mistrzostwa, ale nie jesteśmy też już w stanie przeszkodzić Barcelonie w jego zdobyciu. Drugi natomiast – ten ważniejszy – ma na celu uniknięcie robienia Katalończykom szpaleru na Camp Nou czy też w ogóle zduszenie w zarodku dyskusji, czy Królewscy w ogóle powinni go robić. Jeśli Real Madryt pokona dziś Betis, możemy mieć pewność, że do tego nie dojdzie.

W samym zamyśle honorowanie szpalerem mistrzowskiej ekipy jest szlachetnym i sportowym gestem. Wszyscy doskonale wiemy jednak, że w praktyce okoliczności wydatnie mogą wpływać na postrzeganie niektórych sytuacji. W przypadku odwiecznej rywalizacji, jak ta Realu Madryt z Barceloną robienie szpaleru bardziej niż akt docenienia i miły zwyczaj, postrzegane jest jako ujma dla tego, kto go ustawia. Czy to przykre? Niewątpliwie. Czy to dziwne? Ani trochę. Mając na uwadze historię rywalizacji w Klasykach i jej wielopłaszczyznowe tło społeczne, bezpośrednie uznanie wyższości jednych nad drugimi zawsze, przynajmniej dla kibica, jest niczym wymierzenie policzka.

REKLAMA
REKLAMA

Nawet jeśli doskonale wiemy, że na mistrzostwo w żaden sposób nie zasłużyliśmy, brak naszego udziału w tego typu przedsięwzięciach może oszczędzić nam choć odrobinę niepotrzebnego cierpienia. Często mówi się, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Choć do pełnego przetrawienia rozczarowania tym sezonem ligowym jeszcze nieco brakuje, to mimo wszystko dobrze byłoby nie wydłużać całego procesu takimi scenami.

Puchar może i będzie niewidzialny, ale tak naprawdę nawet te trofea, które da się dotknąć, stanowią jedynie symbol osiągnięcia jakiegoś celu. Wiemy, że nie o takie cele powinien walczyć Real Madryt i jest to z pewnością i tak uwłaczające samo w sobie. Wciąż jednak nie tak, jak konieczność mierzenia się z pełnymi satysfakcji spojrzeniami naszych śmiertelnych rywali.


Mecz z Betisem rozpocznie się o 21:00, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale Eleven Sports 1 w serwisie CANAL+ Online.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (16)

REKLAMA