REKLAMA
REKLAMA

Nieudana rewolucja i problem, z którym mierzy się klub: „Czy jest na świecie trener, który by to powiedział?”

Po wejściu Álvaro Arbeloi do pierwszego zespołu kilku piłkarzy z Castilli dostało szansę, a Thiago Pitarch potrafił nawet odegrać ważną rolę w trudnym momencie sezonu. Dziś jednak wychowankowie praktycznie zniknęli z rotacji, a dziennikarze Cadena SER nie mają wątpliwości, że początkowe otwarcie na akademię wynikało bardziej z okoliczności niż z realnej zmiany podejścia.

REKLAMA
REKLAMA
Nieudana rewolucja i problem, z którym mierzy się klub: „Czy jest na świecie trener, który by to powiedział?”
Arda Güler, Vinícius Júnior i Thiago Pitarch. (fot. Getty Images)

Po przyjściu Álvaro Arbeloi do pierwszej drużyny Realu Madryt część kibiców mogła odnieść wrażenie, że trener rzeczywiście chce mocniej otworzyć się na szkółkę. Szkoleniowiec zaczął przyglądać się zawodnikom, których wcześniej prowadził w Castilli, by sprawdzić, czy są gotowi na futbol na najwyższym poziomie. Niektórzy, jak Thiago Pitarch, odpowiedzieli na to naprawdę dobrze i w krytycznym momencie sezonu potrafili pomóc zespołowi.

REKLAMA
REKLAMA

Z czasem sytuacja zaczęła jednak wyglądać zupełnie inaczej. Wraz z powrotem kolejnych ważnych piłkarzy do dyspozycji Arbeloi minuty wychowanków malały coraz bardziej, aż w końcu praktycznie całkowicie zniknęły. Ten temat został poruszony w programie El Larguero na antenie Cadena SER. Manu Carreño zapytał swoich współpracowników, co stało się z canteranos i czy rozumieją nowe podejście trenera Realu Madryt. Javier Herráez przyznał, że taki rozwój wydarzeń wcale go nie zaskakuje:

„Mnie to nie dziwi. Arbeloa im zaufał, ale wrócił Bellingham. Thiago Pitarch dawał drużynie dobrą jakość, jednak od tego do bycia podstawowym piłkarzem Realu Madryt droga jest bardzo daleka”. Dziennikarz dodał jednak, że mimo wszystko dziwi go całkowity brak minut dla Pitarcha, bo jego zdaniem zawodnik może być realnie przydatny pierwszemu zespołowi.

Podobnego zdania był Antón Meana, który spojrzał na sprawę z perspektywy czysto sportowej i personalnej: „Kogo dziś zdejmiesz, żeby wpuścić któregoś z wychowanków? Dziś grali Güler, Valverde, Tchouaméni, Bellingham, Vinícius i Mbappé. Dziś po prostu nie ma dla nich miejsca. Dla żadnego. To z tą akademią było sytuacyjne. W trakcie całego sezonu regularnie grał tylko Pitarch. W pierwszym meczu z Bayernem trochę go przytłoczyło, Arbeloa postawił na Bellinghama i od tamtej pory Anglik już został. Nie wydaje mi się niczym dziwnym, że w tej części sezonu najważniejsi piłkarze biorą wszystko na siebie”.

REKLAMA
REKLAMA

To spojrzenie dobrze pokazuje, jak w praktyce wygląda dziś rywalizacja o minuty w Realu Madryt. Gdy do dyspozycji są najważniejsze nazwiska, przestrzeń dla młodych zawodników momentalnie się kurczy, nawet jeśli wcześniej potrafili wykorzystać swoją szansę.

Nie wszyscy jednak zgadzają się z tym, że sytuacja Pitarcha jest całkowicie zrozumiała. Antonio Romero uważa, że pomocnik zasłużył przynajmniej na wejścia z ławki: „Myślę, że w Realu Madryt wychowankowie muszą czekać. Uważam jednak również, że Pitarch powinien był trochę pograć. Zasłużył na to bardziej niż Camavinga i moim zdaniem zasłużył też bardziej niż Mastantuono. Nie mówię o Bellinghamie, nie mówię o Tchouaménim czy Valverde, mówię o tym, że prawdopodobnie był rezerwowym, który najbardziej zasługiwał na wejście. Uważam też, że Gonzalo zapracował na swoje minuty”.

W trakcie dyskusji pojawił się też szerszy problem, czyli miejsce dla rezerwowego napastnika w zespole z taką obsadą ofensywy. Zdaniem Romero kolejny trener Realu Madryt również może stanąć przed dokładnie tym samym dylematem: „Niezależnie od tego, kto zostanie trenerem, jeśli są Vinícius i Mbappé, oni zagrają 99,9 procent minut. W tym czasie zmiennik na pozycji napastnika, którym w tym przypadku jest wychowanek, nie zagra praktycznie wcale. Jeśli na kolejny sezon wróci też Endrick, to również będzie grał zero, chyba że przyjdzie trener, który będzie chciał stawiać na Endricka i powie, żeby sprzedać któregoś z tamtej dwójki. Czy jest na świecie trener, który by to powiedział?”.

REKLAMA
REKLAMA

Wniosek dziennikarzy Cadena SER jest więc dość jednoznaczny. To, co początkowo mogło wyglądać na wyraźniejszy zwrot w stronę akademii, w rzeczywistości było raczej chwilową odpowiedzią na potrzeby kadrowe niż początkiem trwałej zmiany: „Czyli to nie był żaden prawdziwy zwrot ku szkółce ani realne spojrzenie w jej stronę. To była doraźna potrzeba, gest i pewien ukłon”.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (5)

REKLAMA