Sceny w szatni Realu Madryt po meczu z Bayernem Monachium były pełne napięcia i smutku. Piłkarze Los Blancos opuszczali murawę jeszcze na gorąco i przy podniesionej adrenalinie po decyzjach arbitra, ale po przekroczeniu progu szatni wszyscy ucichli, gdy zobaczyli, w jakim stanie znajduje się Eduardo Camavinga, informuje MARCA.
Francuski pomocnik miał być całkowicie przybity i zanosić się płaczem. Był to obrazek piłkarza, który dobrze wiedział, że popełnił błąd, który naznaczył końcówkę meczu. Odchodząc już od samej rygorystycznej decyzji arbitra, Camavinga brał na siebie część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. Wiedział, że po faulu powinien zostawić piłkę i prostu odbudować swoją pozycję na boisku. Czerwona kartka była w tamtym momencie ciosem definitywnym.
Ta sytuacja była bowiem niejako podsumowaniem całego trudnego sezonu dla Camavingi. Na przestrzeni ostatnich miesięcy forma Francuza była daleka od zadowalającej. Stracił swój status w zespole, swoje miejsce w pierwszym składzie na korzyść takich zawodników jak Thiago Pitarch czy Brahim Díaz, a gdy już był na boisku, to prezentował symptomy zawodnika, który ewidentnie nie przechodzi przez swoje najlepsze chwile. W tym sezonie nie był w stanie odzyskać tego elektrycznego i dominującego futbolu, którym w swoich pierwszych latach potrafił rozkochać w sobie Santiago Bernabéu.
Najgorszy moment
Presja zrobiła swoje. Jego gra, wcześniej pewna i dynamiczna, stała się nieprecyzyjna. Błędy przy podaniach, wątpliwości przy podejmowaniu decyzji i ciągłe poczucie niepewności sprawiły, że stał się cieniem piłkarza, jakim był. A czerwona kartka w Monachium była punktem kulminacyjnym tej negatywnej dynamiki.
Camavinga jest w pełni świadomy swojej sytuacji. Wie, że w tym momencie znajduje się na liście transferowej i że szanse w takim klubie jak Real Madryt nie są nieskończone. Po meczu już na chłodno wystosował komunikat za pośrednictwem mediów społecznościowych. Krótki, bezpośredni i szczery. Gest wskazujący na autokrytykę i zaangażowanie.
W samej szatni drużyna postanowiła zewrzeć szyki. Jego koledzy starają się go wspierać w tym jego bez wątpienia najgorszym momencie odkąd jest w Madrycie. Mimo wszystko obrazek załamanego i zalanego łzami Camavingi pozostał w pamięci. Ponieważ poza samym wynikiem trudno patrzy się na upadek jednego z tych zawodników, który jeszcze do niedawna zarażał wszystkich śmiechem.
Teraz wyzwaniem Francuza jest to, aby się podnieść. Odzyskać pewność siebie, ponownie spotkać się ze swoim futbolem i udowodnić, że jego kariera w Realu Madryt wciąż może być udana, podsumowuje MARCA.
Komentarze (28)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się