Przede wszystkim gratulacje z okazji awansu do półfinału. Chciałbym jednak zapytać, co czułeś wobec tego, że Real prowadził aż trzy razy w meczu, który tak bardzo kontrolowaliście? Czy w którymś momencie pomyślałeś, że to może być jeden z tych wyjątkowych wieczorów, które ostatecznie nie są dla was?
Nie. Nie, nie. Może po meczu usiądę i pomyślę, jak to w ogóle możliwe. Jednak w trakcie spotkania czułem, że nasza drużyna ma bardzo dużo jakości, by radzić sobie w takich sytuacjach. Ma też doświadczenie. Myślę, że najtrudniejszą rzeczą jest po stracie gola po 45 sekundach takiego meczu po prostu się zresetować. Uważam, że zespół zrobił to dobrze. Nagle zrobiło się 1:0, a to nie wpłynęło zbyt mocno na naszą grę. Potem padł drugi gol po rzucie wolnym. To był świetnie wykonany stały fragment, ale można mieć wątpliwości co do samego podyktowania tego rzutu wolnego. I nagle zrobiło się 2:1 praktycznie z niczego. To jednak pokazuje jakość tamtej drużyny. Później była nasza reakcja – 2:2, 3:2, potem znów 3:3, a na końcu po prostu dalej naciskaliśmy i dowieźliśmy ten mecz do końca. To też jest coś, z czego można być dumnym. Mówiłem już, że nie buduje się charakteru i wiary akurat 15 kwietnia. Robiliśmy to wiele razy w tym sezonie. Możemy więc spojrzeć na cały sezon i powiedzieć, że to także część tożsamości tej drużyny. Dlatego nie jest to dla mnie aż takie zaskoczenie.
Legenda Realu Madryt Jorge Valdano ma określenie opisujące psychologiczny efekt, jaki Real Madryt wywołuje u swoich rywali. Tym razem Real był bardzo groźny w pierwszej połowie, mimo że grał na wyjeździe. Czy twoim zdaniem pod względem psychicznym gra z Realem Madryt w Lidze Mistrzów różni się od gry z innymi zespołami? I jak udało ci się wyciągnąć drużynę z tej skomplikowanej sytuacji – zarówno technicznie, jak i mentalnie – w drugiej połowie?
Dla nas chodzi przede wszystkim o jakość piłkarzy. Jak mówiłem, kiedy patrzysz na jakość Realu Madryt, nie zgadzam się z nikim, kto twierdzi, że to nie jest wielki Real Madryt. Wyniki są, jakie są, ale jeśli chodzi o zawodników na każdej pozycji, to nie potrafię wymienić wielu, wielu, wielu kadr w Europie, które mają lepszych piłkarzy. Dlatego oczywiście oni będą groźni, kiedy tylko tego potrzebują. Nie możemy być tym zaskoczeni. Widzieliście jednak dziś atmosferę u nas na stadionie. Widzieliście też, że Bayern to również wyjątkowy klub. Myślę, że najważniejsze jest to, że – jeśli mówimy o tym, co padło w przerwie – my tak naprawdę ani przez moment nie przegrywaliśmy w tym dwumeczu. Jeśli spojrzeć na przebieg meczu, to my nie musieliśmy gonić wyniku. To oni wyrównywali stan rywalizacji. Gdy strzelili na 1:0, wyrównali, bo wygraliśmy na Bernabéu. Gdy zdobyli bramkę na 2:1, znowu wyrównali. Gdy strzelili na 3:2, znów wyrównali. Tak naprawdę ani przez chwilę nie przegrywaliśmy w dwumeczu, więc nie było powodu, by nie zachować spokoju. Myślę też, że nie sfrustrowaliśmy się niektórymi decyzjami, z których nie byliśmy zadowoleni w pierwszej połowie. Pozostaliśmy skupieni na własnej grze i to było ważnym elementem naszego zarządzania meczem po przerwie.
Jak poradzisz sobie z organizacją meczu z PSG i żółtą kartką, którą dostałeś?
Jeśli chodzi o to, jak zorganizujemy mecz przeciwko PSG, to będziemy o tym myśleć w najbliższych dniach. Nie sądzę, żebyśmy musieli rozwiązywać ten problem już dziś wieczorem. Szczerze mówiąc, nie jestem jednak zadowolony z mojej żółtej kartki. Naprawdę nie jestem zadowolony. Nie uważam, żeby to wystarczyło na żółtą kartkę. Jeśli spojrzeć na emocje w meczu, to jest taki moment, w którym czwarty arbiter jest też od tego, by słuchać. Gdy pojawia się kontrowersyjna sytuacja, to normalne, że jako członek sztabu podchodzę i z nim rozmawiam. Jeśli mój język był nieodpowiedni, to wtedy akceptuję, że powinienem dostać żółtą kartkę, ale mój język nie był nieodpowiedni. Co więcej, na boisku działo się wiele rzeczy znacznie gorszych od tego, co próbowałem przekazać czwartemu arbitrowi – swoją drogą nie głównemu sędziemu, tylko właśnie czwartemu. A mimo to dostałem za to żółtą kartkę. Do tego już wcześniej mówiłem, że mamy rozszerzony format rozgrywek, więc mamy coraz więcej meczów. Spójrzcie, ilu piłkarzy po stronie Realu Madryt i Bayernu było dziś zagrożonych zawieszeniem w tym meczu. Ilu zawodników mogło zostać zawieszonych na półfinał? To rozszerzony format, a jednocześnie najbardziej surowe przepisy, jakie pamiętam, z ogromnym polem do interpretacji dla sędziów, którzy czasami też mogą błędnie pokazać żółtą kartkę. I co wtedy? Nie jestem z tego zadowolony, ale to nie jest najważniejsze. Drużyna sobie poradzi, a ja będę na meczu rewanżowym. Mam pełne zaufanie do zespołu i sztabu, że nie tylko będą dalej robić swoje, ale też znajdą w tym dodatkową siłę i motywację.
Mam dwa pytania. Pierwsze dotyczy tego, że powiedziałeś mi ostatnio, iż szanse na to, że znajdziesz się w miejscu, w którym jesteś teraz, wynosiły 0,0000 procent. Wciąż bijesz rekordy, wygrałeś w Madrycie po długim czasie, Bayern po długim czasie znów wygrał w Madrycie, w tym sezonie wciąż bijesz kolejne rekordy strzeleckie. Jaką wiadomość masz dziś dla kogoś, kto patrzy na ciebie teraz – dla dziecka albo dla kogokolwiek, kto ma podobne tło do twojego? Jakie jest twoje przesłanie po takim wieczorze, po wyeliminowaniu Realu po tak długim czasie?
Przede wszystkim jestem trenerem piłkarskim, a nie trenerem życia. Nie mogę więc dawać wszystkim rozwiązań dotyczących ich prywatnego życia. To, co robię, i to, co mówię piłkarzom, a nawet wywieszam w swoim biurze czy na boisku treningowym, to: nie wierzcie w hype i nie wierzcie w dramy. Pewnie teraz jest wokół tego trochę hype’u, ale to nie ma znaczenia. Wcześniej był wokół tego dramat, pewnie bliżej momentu, kiedy zadałeś mi tamto pytanie, ale to też nie ma znaczenia. Najważniejsze dla mnie jest skupienie i życie w tunelu, życie tym, co chcę osiągnąć. Bardzo wcześnie w mojej karierze trenerskiej doszedłem do wniosku, że nie da się wykonywać tej pracy i na końcu powiedzieć sobie: zrobiłem to dla kogoś innego. Rozumiesz, o co mi chodzi? Że uszczęśliwiłem wszystkich, próbując robić to czy tamto, a w efekcie zgubiłeś samego siebie i nic z tego nie masz. Dlatego budzę się rano – niezależnie od tego, czy wygraliśmy, czy przegraliśmy – i czuję motywację. Jadę na trening – niezależnie od wyniku – i czuję, że pracuję z bardzo profesjonalnym sztabem oraz z bardzo, bardzo konkretną grupą piłkarzy. I to jest moje życie. Nic więcej. Wszystko poza tym naprawdę mnie nie obchodzi. I przepraszam, że to powtórzę, ale mam w sobie taką pasję, by nie przejmować się szumem wokół. Naprawdę czuję się z tym silny. I życzę wam, żebyście też znali to uczucie. To po prostu lepsze życie.
Chciałem zapytać, wiem, że zawsze próbujemy wszystko ustawiać w rankingach, ale gdzie ten wieczór plasuje się w twojej karierze trenerskiej? Miałeś już kilka wielkich wieczorów tutaj i gdzie indziej, ale to jest chyba właśnie taki wieczór, dla którego wykonuje się ten zawód, prawda? Wprowadzenie Bayernu z powrotem do półfinału i wyeliminowanie takiego rywala…
Tak, ale bardzo trudno to ocenić. Gdy prowadzi się Anderlecht w Belgii i wygrywa ze Standardem, to też jest ogromnie emocjonalny mecz. Nie sądzę, żeby to uczucie aż tak bardzo się różniło. To daje ci wszystko. Pamiętam, jak dwa razy pokonaliśmy Blackburn w Burnley. Nikt w tym pokoju pewnie nie będzie chciał porównywać tego z dzisiejszym meczem, ale to było niesamowite. To było coś, po czym pomyślałem: jako piłkarz przeżyłem już tak wiele, a to było niewiarygodne. Oczywiście dla Bayernu Monachium ten mecz to fantastyczne uczucie, ale nie sądzę, żeby trzeba było czekać akurat na Real Madryt, by powiedzieć: „okej, to będzie najlepsze uczucie”. Trzeba umieć czerpać to także z innych rzeczy. Staram się przeżywać każdą chwilę tak mocno, jak tylko mogę. Jestem teraz szczęśliwy. To dzieje się teraz, w tej chwili, a jutro mogę skupić się na następnym meczu i już trochę zostawić to za sobą.
Jesteś teraz na topie w mediach społecznościowych i wszędzie mówi się o twoim stylu. Jaka jest inspiracja stojąca za twoją modą? Na meczu wszyscy patrzą na ciebie i mówią, że świetnie wyglądasz. Chciałbym wiedzieć, co cię inspiruje pod względem stylu.
Nie, jestem dużo bardziej stonowany, niż myślisz, więc nie wkładam w to aż tyle wysiłku. Tak naprawdę mam po prostu dużo szczęścia, bo mam żonę, która zwraca uwagę na takie rzeczy i mam tutaj sponsora w postaci Adidasa, więc to po prostu dobrze się składa. Lubię wygodne rzeczy. Lubię rzeczy, które dobrze się nosi. Mam szczęście, że Bayern Monachium ma bardzo mocną relację z Adidasem. I tyle. Wszystko, co mam na sobie, można znaleźć w sklepie. Nie chcę tu za bardzo niczego promować, ale po prostu tak jest. To nic specjalnie przygotowanego.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się