Jeszcze kilka miesięcy temu Girona była zespołem rozbitym, uwikłanym w walkę o utrzymanie i pogrążonym w kryzysie. Dziś drużyna Míchela przyjedzie na Santiago Bernabéu jako ekipa, która wyraźnie się odbudowała, a jak opisuje El Mundo, za tym zwrotem stoją zaufanie wobec trenera, wsparcie ze strony City Football Group i poprawa atmosfery w szatni.
Początek sezonu w wykonaniu Girony był katastrofalny. Zespół przegrał cztery z pięciu pierwszych kolejek, stracił w nich aż 15 bramek i zdobył tylko punkt. Na pierwszą wygraną czekał do ósmej serii gier, a świąteczną przerwę zaczynał z zaledwie trzema zwycięstwami na koncie. Jak podaje El Mundo, w tamtym momencie w klubie mówiono wręcz o „rozbitej” szatni.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Girona zajmuje 12. miejsce w tabeli, ma osiem punktów przewagi nad strefą spadkową i traci cztery punkty do siódmej lokaty, która daje awans do europejskich pucharów. Sam Míchel nie ukrywa, że drużyna przeszła bardzo trudny moment. „Mieliśmy poczucie, że jesteśmy rozbitym zespołem, ale piłkarze odwrócili tę sytuację. Znów jesteśmy drużyną, rodziną. To nie było łatwe, bo przeżyliśmy wiele bardzo trudnych chwil”, powiedział trener.
Symbolem tej przemiany może być ostatnia wygrana 1:0 z Villarrealem. To właśnie z tym samym rywalem Girona przegrała 0:5 już w sierpniu, w drugiej kolejce rozgrywek. Tamten zespół i obecny to jednak dwie różne historie. Jak zaznacza El Mundo, kluczowe było zaufanie, jakim w klubie niezmiennie darzono Míchela. Quique Cárcel, dyrektor sportowy Girony, nie zwątpił w szkoleniowca ani wtedy, gdy po pięciu kolejkach zespół miał punkt z 15 możliwych, ani wtedy, gdy po dziesięciu seriach gier zajmował ostatnie miejsce, ani wtedy, gdy po czternastu nadal tkwił w strefie spadkowej. Wsparcie miało też płynąć od Pere Guardioli oraz od Pepa Guardioli, z którym Míchel pozostawał w stałym kontakcie.
Według El Mundo rozmowy Pepa z trenerem Girony nasiliły się szczególnie w najtrudniejszych tygodniach sezonu. Dotyczyły zarówno sytuacji sportowej drużyny, jak i pracy z młodymi piłkarzami, którzy trafili do klubu dzięki powiązaniom w ramach City Football Group. Chodzi między innymi o Vitora Reisa i Claudio Echeverriego. Brazylijski stoper, sprowadzony latem, stał się podstawowym zawodnikiem środka obrony i marzy nawet o wyjeździe na mundial z reprezentacją Brazylii. Z kolei Echeverri dołączył zimą i szybko wyrósł na bardzo ważnego jokera w drużynie Míchela.
Swoją rolę odegrali też inni nowi zawodnicy, tacy jak Ounahi i Wanat. Obaj opuścili początek sezonu i trafili do zespołu bez normalnego okresu adaptacyjnego, ale z czasem również pomogli uporządkować sytuację w szatni. Sam Míchel tłumaczył, że podstawą przemiany była codzienna, otwarta komunikacja. „Komunikacja jest ciągła. Chodzi o to, by piłkarze czuli bliskość, żeby ich nie oszukiwać i jasno pokazywać im, dokąd zmierza zespół. Otwarte drzwi, płynny język i komunikacja”, wyjaśnił trener.
Szkoleniowiec wskazał też moment, który jego zdaniem okazał się przełomowy. „Kluczowym momentem było zwycięstwo na Majorce, 4 stycznia. Wtedy zobaczyliśmy, że jako solidarny zespół możemy być silni. To zmieniło naszą perspektywę”, przyznał.
W lutym Girona pokonała Barcelonę, a teraz jedzie na Bernabéu z nadzieją na sprawienie problemów Realowi Madryt, który żyje już przede wszystkim rewanżem ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Bayernem. W tle pozostaje także przyszłość samego Míchela. Hiszpan jest łączony z innymi klubami, w tym z Ajaksem, jednak na razie nie zamierza opuszczać struktur City Group. „Tak, uważam, że jestem gotowy, by trenować City. Dziś czuję się gotowy, by prowadzić każdy zespół”, powiedział niedawno. „Pep dzwonił do mnie, żeby mi pomóc, dużo rozmawiamy. Mamy bardzo dobrą relację”.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się