REKLAMA
REKLAMA

Real Realowi nierówny

Czy w ogóle jest po co dziś wychodzić na boisko?

REKLAMA
REKLAMA
Real Realowi nierówny
Aurélien Tchouaméni. (fot. Getty Images)

Real Madryt – Bayern Monachium: Przewidywane składy

„Oby tylko wywalił tę piłkę w trybuny”, pomyślał zawodnik X, wystawiając futbolówkę zawodnikowi Y na pustą bramkę przy prowadzeniu swojego zespołu 1:0. W głowie wybrzmiały mu bowiem słowa Czesława Michniewicza twierdzącego, że 2:0 to niebezpieczny wynik. Wiedział, że były selekcjoner nie może się mylić, ponieważ niedawno miał okazję przekonać się o tym podczas meczów Arki Gdynia najpierw z Legią Warszawa, a następnie Lechią Gdańsk.

REKLAMA
REKLAMA

„Futbol to prosta gra, wygrywa ten, kto strzeli jednego gola więcej”, brzmi inna znana powszechnie piłkarska prawda. Cała ta taktyka to jedynie pic na wodę mający nadać pozornej powagi skórzanego balona. Wszystkie te sprzęty rodem z NASA stosowane przez największe kluby świata są zaś tak naprawdę elementem szeroko zakrojonej teorii spiskowej. Mało kto wie, że są to wyłącznie ładnie wyglądające atrapy z TEMU.

„Dzień dobry, my po te 15 Pucharów Europy”, powiedzieli na wejściu do klubowego muzeum Realu Madryt przedstawiciele Mallorki. „Doliczyć reklamówkę?”, zapytał jedynie pracownik obsługujący tego dnia wystawę. Balearczycy mieli święte prawo zgłosić się po należne im uszate puchary. Są w końcu tak dobrzy, jak ich ostatni mecz. Za reklamówki dopłacać jednak nie zamierzali – zabrali swoje.

Piłka nożna pełna jest powtarzanych mądrości, które następnie mogą okazywać się prawdami, półprawdami lub g-prawdami. Cokolwiek twierdzić o ich słuszności, wpływ na nie ma tyle czynników, że lepiej po prostu nie traktować niczego jako wiedzy objawionej. Gdyby Real Madryt był tak dobry, jak jego ostatni mecz, dziś w gruncie rzeczy nie powinniśmy wychylać się spod kamienia. Bezpieczniej byłoby pozostać w jaskini i ukryć przed światem nasze istnienie w nadziei na to, że nikt sobie o nas nie przypomni.

REKLAMA
REKLAMA

Trudno przejść obojętnie obok tego, co wydarzyło się w minioną sobotę. Nie powiemy, że przecież nic się nie stało, bo się stało, choć niektórzy pewnie rzuciliby coś w stylu „dopóki piłka w grze” lub wspomnieli o „matematycznych szansach”. Jakkolwiek spojrzeć, ledwie zdążyliśmy się za Realem Madryt stęsknić, by po dwóch tygodniach ujrzeć go w stanie nienadającym się do publicznej ekspozycji. Królewscy prawdopodobnie właśnie na dobre wypisali się z walki o mistrzostwo Hiszpanii po występie godnym pożałowania. Álvaro Arbeloa, który przed chwilą ograł Mourinho, Guardiolę i Simeone znów stał się natomiast gościem będącym w stanie wziąć na siebie winę nawet za globalne ocieplenie klimatu.

Z jednej strony, pompatyczne pchanie narracji o magicznych nocach z Ligą Mistrzów na Santiago Bernabéu brzmiałoby dziś dość sztucznie. Z drugiej jednak chyba powoli pora nauczyć się uodparniać na te ciągłe wahania nastrojów i popadanie na przemian w euforię i depresję. Gdybyśmy więc mieli przed wieczorną konfrontacją wybrać sobie jakiś futbolowy frazes, którego chcielibyśmy się trzymać, to zamiast „jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz” nasz wybór padłby na „mecz meczowi nierówny”. Bo i Real nie jest w tym sezonie Realowi równy.

REKLAMA
REKLAMA

Czy jest w tym jakiś element szukania pocieszenia? Pewnie tak. W przypadku zespołu o tak loteryjnej formie naprawdę nie da się już jednak nijak określić, czego możemy się spodziewać. Taką samą siłą argumentów dysponują ci, którzy twierdzą, że zmieciemy Bawarczyków z planszy, jak i ci, którzy uważają, że to my zostaniemy zmieceni. Kierunek wiatru jest bowiem w obecnej sytuacji kompletnie nie do przewidzenia. Może wyjść drugie City, ale może i wyjść City w drugą stronę. W zeszłym sezonie prognozowanie było o tyle łatwiejsze, że zespół przez zdecydowaną większość czasu wysyłał identyczne sygnały. W tym możemy co najwyżej próbować kogoś przekonać, dlaczego na ruletkowym kole wypadnie akurat czarne, czerwone lub zero.

Być może najskuteczniejszym doraźnym sposobem na radzenie sobie z tą nieprzewidywalnością jest nauczenie się czerpania z niej w pewnej mierze przyjemności. Nawet jeśli liga jest już najpewniej pozamiatana, to jednak zostały nam jeszcze nasze koronne rozgrywki, w których właśnie nieprzewidywalność w znacznej mierze bywała naszym największym atutem. Co prawda nie zawsze pchała nas ona do ostatecznego sukcesu, ale zawsze pozwalała wierzyć i dbała o poziom emocji, a to przecież jest sól kibicowania.

REKLAMA
REKLAMA

Porażka z Mallorcą boli, ale mimo wszystko chociaż spróbujmy sprawić, by nie zepsuło nam to aż tak doznania aury Ligi Mistrzów na Bernabéu podczas – miejmy nadzieję – kolejnego magicznego wieczoru.

***

Pierwszy ćwierćfinałowy mecz Realu Madryt z Bayernem Monachium odbędzie się dzisiaj o 21:00 i w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale CANAL+ Extra 1 w serwisie CANAL+ Online oraz na kanałach Telewizji Polskiej.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (66)

REKLAMA