Niespodziewana porażka Realu Madryt na Majorce i późniejsze zwycięstwo Barcelony z Atlético stawiają Álvaro Arbeloę w trudnej sytuacji. Wobec ryzyka zakończenia sezonu bez żadnego tytułu jego przyszłość w roli trenera Królewskich stoi pod znakiem zapytania. Szanse na wygranie mistrzostwa Hiszpanii są minimalne i o wszystkim ma rozstrzygnąć Liga Mistrzów. Jego przyszłość zależy w dużej mierze od tego, co drużyna zdoła zrobić najpierw przeciwko Bayernowi, a potencjalnie później z PSG lub Liverpoolem. Sytuacja trenera wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby drużyna mogła walczyć o La Ligę do samego końca – twierdzi Marco Ruiz z dziennika AS.
Mecz z Mallorcą był kubłem zimnej wody dla pozytywnej dynamiki, jaką Arbeloa zdołał nadać projektowi. Po raz kolejny, również w oczach zarządu, widać było zespół bez iskry oraz zaangażowania i to w momencie, w którym Real nie mógł pozwolić sobie na potknięcie. Według Marco Ruiza po spotkaniu na Son Moix działacze zastanawiali się, czy był to odpowiedni moment, by posadzić Viníciusa na ławce, czy też niespodziewanie wprowadzić do wyjściowego składu canteranos, choć trzeba przyznać, że Manuel Ángel zaprezentował się bardzo solidnie, biorąc pod uwagę delikatność sytuacji.
Wyniki Arbeloi z pierwszym zespołem na pewno mu nie pomagają. Porażka na Majorce była jego piątą w 18 meczach (przy 13 zwycięstwach). Dla porównania, Xabi Alonso również przegrał pięć razy… ale w 28 meczach (do tego 20 zwycięstw i trzy remisy). W ten sposób Arbeloa zapisał się w niezbyt chlubnej historii klubu i znalazł się wśród trenerów z największą liczbą porażek na starcie pracy. W swoich pierwszych 18 meczach Keeping i Molowny przegrali osiem razy, Del Bosque siedem, Albéniz, Scarone, Hiddink, Amancio i Arsenio sześć, a Kinké, Ipiña i Arbeloa – pięć.
Marco Ruiz zwraca uwagę, że jest jeszcze jedna statystyka, która naznacza okres Arbeloi na czele pierwszego zespołu. Chodzi o niewielki wpływ jego decyzji na wynik tych spotkań, w których Królewscy tracili bramkę jako pierwsi. Real Arbeloi tylko dwa razy potrafił odrobić straty: z Benfiką (2:1) i Atlético (3:2). Pozostałe pięć meczów, w których tracił pierwszą bramkę, przegrał: z Albacete (2:3), Benfiką (2:4), Osasuną (1:2), Getafe (0:1) i Mallorcą (1:2).
Po każdej porażce Arbeloa zawsze podkreśla, że to on jest jedynym winnym, i nie inaczej było na Son Moix. „To ja podejmuję decyzje, to ja ustalam skład, to ja robię zmiany, to ja wybieram, jak mamy grać, i ta porażka jest absolutnie porażką trenera Realu Madryt”, mówił na pomeczowej konferencji prasowej, choć – jak zauważa dziennikarz Asa – tym razem wskazał też na jednego zawodnika, nie wymieniając go z nazwiska, co zdarzyło się po raz pierwszy: „Mimo że mieliśmy pierwszą połowę, w której byliśmy lepsi, to przy jednym złym ustawieniu oni zdobyli gola. Tu wystarczy chwila dekoncentracji: źle się ustawisz, zgubisz krycie, nie pójdziesz za swoim zawodnikiem i kosztuje cię to bramkę”. Chodziło oczywiście o Eduardo Camavingę.
Marco Ruiz podsumowuje, że w klubie zawsze panowało duże zaufanie do pracy, jaką Arbeloa może wykonać z drużyną. Bardzo wysoko ceniono jego sposób zarządzania szatnią, ustabilizowanie atmosfery wokół kluczowych zawodników, takich jak Vinícius, Bellingham czy Valverde, oraz wprowadzenie wielu graczy ze szkółki z Thiago Pitarchem na czele. Jednak na tę chwilę porażka na Son Moix gasi wszystkie pozytywne odczucia, które Arbeloa zbudował po trudnym początku i do których walnie przyczyniło się wyeliminowanie Manchesteru City w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Wydaje się, że teraz ponownie Champions League rozstrzygnie o tym, czy Arbeloa otworzy sobie drzwi do przyszłości w pierwszej drużynie Realu Madryt, czy też zostaną one przed nim zamknięte.
Komentarze (112)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się