REKLAMA
REKLAMA

Raúl García: Kiedy Cristiano zagrał piłkę plecami, to powiedziałem, że urwę mu łeb

Raúl García wziął udział wywiadzie przeprowadzonym na kanale Mario Suáreza, w którym wspominał m.in. finał Ligi Mistrzów z Lizbony czy pojedynki z Realem Madryt. Przedstawiamy wybrany fragment rozmowy byłych piłkarzy Atleti.

REKLAMA
REKLAMA
Raúl García: Kiedy Cristiano zagrał piłkę plecami, to powiedziałem, że urwę mu łeb
Raúl García w pojedynku z Cristiano Ronaldo w 2015 roku. (fot. Getty Images)

[...]

REKLAMA
REKLAMA

Jak wspominasz Puchar Króla z 2013 roku?
Zawsze powtarzam, że to był moment przełomowy dla rzeczywistości Atlético. Poza tym graliśmy na Bernabéu, co nawet działało na naszą korzyść, bo tego dnia było widać, że kibiców Atleti było znacznie więcej. Oni mieli większy poziom presji, tego zobowiązania, że grali u siebie i musieli wygrać. Wiedzieliśmy, że możemy to osiągnąć, choć było trudno. Pamiętam ten mecz, interwencje Juanfrana… Ostatecznie udało się, wygraliśmy i myślę, że to było punktem zwrotnym.

Uważasz, że to był najważniejszy tytuł spośród wszystkich, które wygraliśmy?
Powiedziałbym ci, że tak, ze względu na wszystko, co oznaczał, zwłaszcza dlatego, że pomógł przełamać strach i te wątpliwości, które zawsze się pojawiały: w który momencie Atlético się potknie? Zawsze żyliśmy tą historią Pupas, że zawsze to się będzie nam przydarzać. Myślę, że właśnie wtedy zaczęła się zmiana mentalności.

W kolejnym roku wygraliśmy Superpuchar Europy i ligę. Strzeliłeś 17 goli, to był twój najlepszy sezon w barwach Atlético?
Powiedziałbym że tak. Tak. Do tego pamiętam, że tamtego lata się ożeniłem…

Najlepszy rok twojego życia!
Tak, pamiętam, że w tamtym czasie prasa, z którą miałem lepszy kontakt, żartowała, że nie będę miał ślubu przez mundial. Grałem bardzo dobrze, ale drużyna też rozegrała niewiarygodny sezon. Ja dołożyłem swoją cegiełkę…

REKLAMA
REKLAMA

Człowieku, przy 17 golach myślę, że nawet więcej niż cegiełkę. Wiosna 2014 roku, mecz na Camp Nou.
To było coś niewiarygodnego. Przez cały sezon praktycznie nie rozmawialiśmy o wygraniu ligi aż do ostatnich dwóch czy trzech miesięcy, bo nie wydawaliśmy się zespołem przygotowanym na coś takiego. Ale stopniowo widzieliśmy, że możemy rywalizować z każdym, że nie ma drużyny, z którą nie damy rady wygrać i dotarliśmy do ostatniego meczu, grając o wszystko w Barcelonie. Nie ma lepszego scenariusza dla Atlético niż super trudny mecz w domu Barcelony, w którym można zdobyć tytuł mistrza.

Pamiętasz, że mogliśmy wygrać u siebie z Málagą? Chyba zremisowaliśmy 1:1.
Zawsze to mówiliśmy. Myślę, że że ten remis mocno zaszkodził nam na to, co przyszło później. W Barcelonie kontuzji doznali Diego i Arda, którzy byli dla nas bardzo ważnymi zawodnikami.

W kolejnym tygodniu przyszedł finał Ligi Mistrzów. Cholo powiedział, że pomylił się, zmieniając właśnie ciebie. Byliśmy tak bardzo blisko zwycięstwa. Jak to przeżyłeś?
Oczywiście, że nie będziemy mówić, że to nas nie bolało, że tak nie było, ale zawsze staram się być pozytywny i wyciągać dobre rzeczy. W tamtym momencie cierpisz i dużo o tym myślisz, ale sam fakt gry w finale Ligi Mistrzów i bycia tak blisko zwycięstwa trzeba docenić. Może boli bardziej dlatego, że to była ostatnia akcja i wiesz, że jeśli dobrze ją obronisz, możesz wygrać. Zawsze dużo myśleliśmy o tej stałej sytuacji, że to była moja strefa, że nie byłem w stanie jej obronić, wybić piłki… To rzeczy, które, jak zawsze mówimy, z perspektywy czasu łatwo analizować. W tym przypadku Cholo podjął decyzję, że taka będzie zmiana, pewnie także przez kartkę, którą miałem. Cóż, ja trzymam się pozytywów, myślę o rozwoju, jaki notowała w tamtym momencie drużyna i przede wszystkim o tym, że przed meczem mieliśmy w sobie tę pewność, że możemy wygrać ten finał.

REKLAMA
REKLAMA

Mecze z Realem. Mówiłeś, że derby wyciągały z ciebie to, co najgorsze.
Najgorsze w tym sensie, że takie mecze cię motywują, jednak czasem, mimo prób kontrolowania tej euforii i chęci zwycięstwa, obniżenie tej intensywności mogłoby ci bardziej pomóc. Jednak nie żałuję, jak podchodziłem do derbów, bo czerpałem w nich wielką radość.

Przy tym, że zawsze mówiliśmy, że jesteś dobrym człowiekiem, to na treningach bywałeś trochę „kwaśny”, złośliwy.
Zawsze to mówiłem, ale to nie jest nic negatywnego ani szkodliwego, po prostu jestem ciężki, uparty.

Myślę, że wszyscy, którzy dzielili z tobą szatnię albo byli rywalami, wolą mieć cię po swojej stronie niż przeciwko sobie. A wracając do tego, że derby wyciągały z ciebie coś najgorszego, to co powiedziałeś Cristiano po tej espaldiñi (zagraniu piłką plecami)?
Potrafię pokazać charakter, szczególnie wtedy, gdy o coś gram, bardzo nie lubię przegrywać i to przyznaję. Uważam, że szacunek musi być ponad wszystkim i nigdy nie zobaczysz, żeby zabrakło mi szczunku do jakiegoś zawodnika czy nawet kibiców. Jestem bardzo szanujący, ale tamtego dnia wyszło coś ze mnie, wyszło coś z mojej duszy…

Co mu wtedy powiedziałeś?
Nie wiem, na pewno coś, że „urwę ci łeb“ lub coś podobnego. Wiesz, to wychodzi z ciebie. Jednak rozmawiałem z nim później i zawsze był między nami szacunek. Zawsze uważałem, że to, co dzieje się na boisku, powinno tam zostać.

REKLAMA
REKLAMA

Ale jeśli chodzi o Real, to chyba z Ramosem miałeś najwięcej starć, co?
Tak. Z Sergio mam dobrą relację w tym sensie, ale on jest jak ja: chce wygrać i gra twardo, choć nie ma w tym nic złego. Ludzie czasem to źle odbierają, ale jeśli trzeba iść twardo, to idzie się twardo, jednak bez zamiaru zrobienia krzywdy.

Z którym zawodnikiem grałeś najtwardziej lub który grał z tobą najtwardziej?
Trudno powiedzieć, bo przykładowo pojedynki z Sergio i Pepe były twarde, ale pamiętam też bardzo twarde mecze z Sevillą, zwłaszcza na początku, kiedy grałem w Osasunie. Wcześniej piłka była inna, może nie taka jak jeszcze dawniej, bo wcześniej było więcej kontaktu niż być powinno.

[...]

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (12)

REKLAMA