REKLAMA
REKLAMA

Mbappé: Jestem zawodnikiem, który mniej broni i czasami może to stanowić problem

Kylian Mbappé był gościem podcastu The Bridge prowadzonego między innymi przez Auréliena Tchouaméniego. Wśród gości tego odcinka był też Achraf Hakimi. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi napastnika Realu Madryt z tej rozmowy.

REKLAMA
REKLAMA
Mbappé: Jestem zawodnikiem, który mniej broni i czasami może to stanowić problem
Ujęcie z tego programu. (fot. YouTube)

– Prawo jazdy? Podchodziłem do egzaminu już w Paryżu, ale był dużo trudniejszy. A kiedy przybyłem do Madrytu, znaleźliśmy sposób, żebym robił to anonimowo. Fakt jest taki, że zdawałem u kibica Atlético, ale kiedy jeździsz dobrze... [śmiech] Zrobiłem wszystko dobrze. Uczyłem się! Jestem z tego powodu szczęśliwy. Także dlatego, że zrobiłem to w odpowiedni sposób.

REKLAMA
REKLAMA

– Cieszynka z gestem ręką? Nawet nie pamiętam, dlaczego zacząłem to robić. Pierwszy raz zrobiłem to chyba w Paryżu z Pochettino. Chodziło o jego gest ręką, by domykać ustawienie. Ludziom się spodobało, więc mówię: dlaczego nie, będę to robić [śmiech]. A teraz to robię to do wszystkiego: lobów, kiwnięcia... Wszystko tłumaczę.

– Cieszynka na Gvardiolu rok temu nie była w porządku? Nie, ale to zaczęło się w pierwszym meczu, bo wtedy była kontra, on mnie zaatakował i świętował głośno „Taaa”. Ja nie zapominam [śmiech].

– Wyciąłbym [brata] Ethana na boisku, normalnie, nie żartuję. Na boisku nie jest moim bratem. Mogliśmy ze sobą zagrać, ale obaj byliśmy kontuzjowani [przy okazji meczu Realu z Lille]. Nie odrzucasz tego, że to twój bliski, ale przeważa chęć zwycięstwa.

– Starcia z Achrafem? Najgorszy był półfinał klubowego mundialu. Po prostu gadaliśmy ze sobą cały mecz. Organizowaliśmy wakacje, bo mieliśmy lecieć razem [śmiech]. Opowiadał mi, kto od niego przyjechał. Cała rodzina? Tak, siedzą tam [śmiech]. A w tym czasie po drugiej stronie sobie grali. Przez cały turniej rozmawialiśmy ze sobą i graliśmy na PlayStation. Graliśmy w Football Managera. I im dłużej to trwało, tym bliżej widzieliśmy nasze starcie. On mówił: awansujemy. Ja mówię: no my też. W pewnym momencie się spotkaliśmy w półfinale... W dniu meczu można było wyczuć, że jest [krzywi się]. W końcu zobaczyliśmy się w tunelu i pośmialiśmy, ale przedtem było trochę napięcia. On wysłał mi przed meczem wiadomość: nie za bardzo chce ci się dzisiaj gadać. Chodzi o to, że nie będę udawać, że cię nie znam, ale nie przeszkodzi mi to w zrobieniu wszystkiego, by wygrać i cię pokonać.

REKLAMA
REKLAMA

– Różnicę na tym poziomie robi mentalność? Chodzi też o zrozumienie mentalności. To moim zdaniem problem po obu stronach: kibiców i piłkarzy. Bo widzę, że doszliśmy w piłce do punktu, w którym wszystkie drzwi do zawodników są zamknięte. Nie masz połączenia z piłkarzem. Nie wiesz, co myśli zawodnik. Nie udziela się już wywiadów. Ja nie udzielam nigdy wywiadów. Dlaczego? Bo jestem zmęczony [śmiech]. Czasami wyjdziesz coś wyjaśnić, ale prawda jest taka, że rozmowa z dziennikarzem przestała być wymianą, a stała się pokazem siły. On przychodzi, by zmusić cię do powiedzenia tego, czego nie chcesz mówić. A ty nie chcesz mówić tego, co on chce usłyszeć. Ja zawsze mówię, że on przychodzi ze swoimi pytaniami, ale ja przychodzę ze swoimi odpowiedziami. Są rzeczy, których po prostu nie mogę powiedzieć. Ale on przychodzi i chce je usłyszeć. Więc to wygląda jak ring bokserski, a dookoła siedzą ludzie i oglądają wymianę ciosów.

– Gdybym nie grał dla Francji, wybrałbym Kamerun czy Algierię [skąd pochodzą jego rodzice]? Sprawa jest taka, że dorastałem bardziej przy kulturze kameruńskiej niż algierskiej, bo byłem bliżej rodziny z Kamerunu. Jednak z upływem lat zbliżałem się rodziny z Algierii i chcę tam pojechać. Nigdy tam nie byłem i chcę to zrobić. Bo wszyscy uważają, że mnie to nie obchodzi, jeśli nigdy tam nie byłem. Ale chodzi o to, że często byłem w Kamerunie, bo tam dorastałem. [A jaka byłaby odpowiedź?] Na poważnie to... Powiem tak, że grałbym dla Kamerunu, a Ethana wysłałbym do Algierii [śmiech].

REKLAMA
REKLAMA

– Myślę, że w sprawie reprezentacji ludzie powinni zdecydować wcześniej. W takim sensie, że kiedy chodzi o reprezentowanie kraju, to nie jest jak z klubem. Czasem słyszę: „Tak, tu mamy projekt sportowy...”, ale nie, dla mnie chodzi o kraj, z którym się utożsamiam. Urodziłem się we Francji, jestem Francuzem, wszystko przeżyłem we Francji, mam francuską kulturę, choć moje korzenie są kameruńskie i algierskie, ale dorastałem w kulturze francuskiej. Więc dla mnie nie miałoby sensu przychodzić tutaj i zachowywać się oportunistycznie. Później byłem na tyle dobry, że Francja od razu mnie powołała, ale i tak nie miałoby sensu przyjść i grać oportunistę, mówiąc: „Poczekam na Francję, a jeśli się nie uda, to wtedy może...”. Nie, to tak nie działa. Z klubem można tak postąpić, chociaż prawdą jest, że wtedy trudniej dogadać się z kibicami. Ale klub to twoja kariera, to ty i twoje wybory. Natomiast reprezentacja kraju to, moim zdaniem, coś, co płynie z serca. To są rzeczy, które po prostu trzeba czuć.

– Chodzi też o to, czy czujesz prawo, by tam jechać i to robić. Myślisz sobie: czy mam do tego prawo? Bo kiedy tam pojedziesz, zajmiesz czyjeś miejsce. Jest jeszcze coś innego w piłce, a mianowicie to, że wszystko jest podporządkowane wynikowi. Więc kiedy zawodnik jest dobry, może przechylić szalę. Jeśli ostatecznie może wybrać dany kraj, ludzie powiedzą, że trzeba go wziąć. To jeszcze dzieciak, trochę się bawi, ale skoro jest dobry, to niech gra u nas. Ale dla mnie… Z klubem można tak postąpić, bo klub to, wiesz, twoja kariera, to ty i twoje wybory. To ludzie akceptują, ale w przypadku reprezentacji kraju mam z tym trochę większy problem. Ale ostatecznie trzeba szanować wybory każdego.

REKLAMA
REKLAMA

– Czy stosuję się do stwierdzenia, że w piłce też trzeba znać swoje miejsce i nie mówić o pewnych rzeczach? To jest forma ochrony i zrozumienia środowiska, w którym się znajdujesz. Wiesz, w piłce nożnej, kiedy dochodzisz do pewnego poziomu, istnieją pewne zasady i ludzie nie rozumieją, że kiedy jestem z przyjaciółmi czy kiedy jestem w domu, to robię osiem błędów po francusku w jednym zdaniu. Wtedy nic byś nie zrozumiał z tego, co mówię, ale są zasady, których trzeba przestrzegać, tyle. Ja pozostaję sobą, ale młodzi muszą zrozumieć, że na wszystko jest odpowiednie miejsce. Są miejsca, w których możesz zachowywać się głupio i mówić, jak chcesz, a są też takie, w których nie możesz, także ze względu na to, co reprezentujemy. Wiesz, skąd pochodzimy, co reprezentujemy, ale musisz być perfekcyjny. Są błędy, których nie możemy popełniać. Dlatego lepiej być więcej niż perfekcyjnym, nawet jeśli ludzie powiedzą: „Kogo on udaje…”. Piłkarze, którzy są naturalni, byli za to często krytykowani. Weź ostatni przykład: Nicolas Pépé, widziałeś to? Gość mówi naturalnie, tak jakby siedział u siebie w salonie. I wtedy robi się problem. W piłce są rzeczy, których po prostu nie można powiedzieć. Ludzie nie rozumieją, że stawka jest tak duża, że czasem nie możesz mówić tego, co naprawdę myślisz. Nie możesz być zbyt swobodny, bo taka swoboda działa na szeroką publiczność, ale nie na ludzi z branży. Dobrze jest trafiać do ogółu, ale to nie ogół zabezpieczy twoją karierę. To nie on będzie cię wspierał albo cię krytykował.

REKLAMA
REKLAMA

– Powiedzenie mniej to też jest forma ochrony, bo tak naprawdę nic już do ciebie nie należy, rozumiesz. Im mniej mówimy… W moim przypadku od czternastego roku życia nic już nie należy do mnie. Należę do innych ludzi, więc te nieliczne rzeczy, które ci jeszcze zostają… To egoistyczne, ale to pozostaje moje. Przy tym dałem wam wiele, wiele zobaczyliście. Więc to wszystko jest taką mieszanką. Do tego w piłce pewne błędy mogą być dla niektórych śmiertelne.

– Myślę, że w tej erze futbolu dobrze jest wymagać od napastników [pracy w defensywie]. To prawda, że jestem kimś, kto robi tego mniej, ale widzę, że gdy to robię, to naprawdę wpływa na zespół. Kiedy patrzysz na Real Madryt, to kiedy ja to robię, to w Madrycie wszyscy robią: och, och. To prawda, że to jest coś, za co często jestem krytykowany, ale mi to nie przeszkadza, bo dziś to jest konstruktywna krytyka. Prawda jest taka, że jestem zawodnikiem, który mniej broni i czasami może to stanowić problem. Ale ja nie mam z tym problemu, bo jako piłkarz są rzeczy, które robisz i które zmieniają drużynę na lepsze. Są też rzeczy, które robisz i które zmieniają drużynę na gorsze. Gdyby wszyscy piłkarze byli perfekcyjni, myślę, że futbol byłby bardzo nudny.

REKLAMA
REKLAMA

– Luis Enrique to bardzo dobry trener. Naprawdę mówi, co myśli. Niestety ja też doświadczyłem go dopiero w moim ostatnim sezonie w PSG, który był jak jazda kolejką górską, więc tak naprawdę nie mogłem się nim w pełni cieszyć. W pierwszym miesiącu mnie tam nie było, byłem odsunięty od zespołu. Potem wróciłem, ale myślałem sobie: mam nad głową miecz Damoklesa, w każdej chwili mogą ściąć mi głowę i mogę zaraz wylecieć. Potem jak podjąłem decyzję o odejściu, to mieliśmy już dobrą relację, ale przez ostatnie trzy czy cztery miesiące w lidze już praktycznie nie grałem i zostawiali mnie tylko na Ligę Mistrzów. Więc tak naprawdę, wiesz, połowa mojej głowy była tutaj, a połowa gdzie indziej. Technicznie rzecz biorąc, nie mogłem się tym naprawdę cieszyć. Cieszyłem się tym jako kibic piłki nożnej, z zewnątrz, bardziej taktycznie, przyglądając się temu z bliska. Bo kocham futbol. Widzisz, kiedy kochasz piłkę, oglądasz ją bez względu na to, gdzie jesteś. Ale w mojej sytuacji nie mogłem się tym tak naprawdę delektować. Ale to trener, który zna się na piłce.

– Wkurzyłem się, że wygrali Ligę Mistrzów beze mnie? Gdybym odszedł wcześniej, a oni by wygrali, myślę, że pozostałby we mnie pewien żal. Bo pomyślałbym sobie: kurczę, nie doczekałem tego. Jednak doszedłem do końca tej książki: to było siedem lat, zrobiłem wszystko. Tak naprawdę nie widziałem sensu, żeby zostać dłużej. Kiedy podjąłem decyzję o odejściu, to dlatego, że moja książka nie miała już kolejnych stron. Kiedy tak to wygląda, to znaczy, że ta historia musi zostać napisana już bez ciebie. Miałeś swój wkład, dotarłeś do półfinału i finału. Ja doszedłem do dwóch półfinałów, finału, a także do ćwierćfinału. Odszedłem i wygrali, tyle. Do tego w ostatnim roku przegraliśmy w półfinale z Dortmundem. Na 500 takich meczów wygralibyśmy 499.

REKLAMA
REKLAMA

– Kiedy odchodziłem, to prawda, że w Paryżu było bardzo dużo nienawiści. Ale mówiłem, że tylko ci, którzy byli na Parc des Princes, mogą zrozumieć, dlaczego ludzie są źli. Kiedy miałeś siedem lat i byłeś na stadionie, po prostu krzyczałeś „numer 7” i stadion płonął z emocji. Ja byłem dzieckiem tego stadionu. Więc kiedy powiedziałem, że odchodzę, to ludzie pytali: co on do cholery robi? On należy do nas. Zostajesz! Ja sam nie czułem żadnej nienawiści, bo w Paryżu doświadczyłem wszystkiego i kochałem tam być. Więc kiedy kochasz jakieś miejsce, nie możesz czuć do niego nienawiści. Do tego doszedł fakt, że wygrali, ale też to, że wszyscy wiedzieli, że opuszczę Paryż tylko dla jednego klubu. To też robiło mi czasem problemy. W 2021 roku nie odszedłem, bo PSG wiedziało, że chcę odejść tylko w jedno miejsce, ale się nie zgodzili. Nie byłem jednak nieszczęśliwy, po prostu zostałem. Ale chciałem któregoś dnia zagrać w Realu Madryt.

– Idol? Zacząłem od Zizou, a potem przyszedł Cristiano. Myślę, że on pokazał pełny wachlarz możliwości napastnika. Ma różne wersje. Wie, jak zrobić wszystko i zrobił wszystko.

– A najlepszy w treningu? Messi jest absurdalny. Robi wszystko dobrze [śmiech]. Opowiem wam historię. Na treningach na koniec ćwiczyliśmy strzały. Z Neymarem byliśmy w czołówce futbolu, rozumiesz, a na 10 strzałów mieliśmy z 6-7 goli. Wiecie, jak to wygląda na treningach. Wszyscy byli zachwyceni tymi wynikami. Ale nie widzieliście Leo [śmiech]. Przyszedł Leo i miał 9/9. Dziewięć praktycznie takich samych goli. A to był koniec treningu i był trochę zmęczony, ale wyglądał jakby po prostu podawał do bramki. Patrzyłem na bramkarza i mówię: co ty robisz, nie widzisz, gdzie leci piłka? [śmiech] To było za mocne.

REKLAMA
REKLAMA

– [Tchouaméni mówi, że Mbappé prywatnie jest bardzo zabawny] To także kontrast między boiskiem a szatnią. Na boisku taki nie jestem. Moją rolą jest być killerem. Muszę być chłodny. I dlatego, kiedy włączasz telewizor, właśnie to widzisz: na boisku moja rola polega na tym, żeby zachować zimną krew. Muszę być tak opanowany, jak to tylko możliwe, bo nie wiem, dostaję jedną okazję i muszę strzelić gola. Kiedy wygrywasz, jesteś na piedestale, a kiedy przegrywasz nawet 4:3 po trzech golach, to pytają: dlaczego nie strzeliłeś więcej? To życie topowego piłkarza. Prawda jest taka, że są mecze, gdzie wygrywamy 2:0, strzelę 2 gole, a na boisku nie zrobię dosłownie nic, ale kiedy opuszczam stadion, to 80 tysięcy osób skanduje tylko moje imię. A tymczasem on [Tchouaméni] w swojej roli zagrał lepiej ode mnie. Ale ja kopnąłem dwie piłki i tyle, ludzie pamiętają tylko o tym. Musisz też dlatego akceptować krytykę po porażkach. Nie możesz wychodzić na światło tylko po zwycięstwach. Wiesz, że po porażce oberwiesz. Ja to zaakceptowałem, bo tak to po prostu wygląda.

– Najtrudniejszy moment? Dla mnie najtrudniejsze było wtedy, kiedy spudłowałem karnego ze Szwajcarią. Wtedy zacząłem być nazywany małpą i pomyślałem sobie, że przecież wyniosłem reprezentację bardzo wysoko. I wtedy uświadomiłem sobie, że dajesz z siebie wszystko, wynosisz kadrę na sam szczyt, a ludzie potrafią cię zepchnąć na dół, jeśli nie trafisz. I pomyślałem sobie, że to naprawdę zmieniło moją relację z reprezentacją. Uznałem, że nie można też stawiać wszystkiego na jedną kartę, bo tę kartę ludzie biorą i natychmiast wyrzucają. I wiesz, to było dla mnie bardzo brutalne. Pamiętam, że pojechałem na wakacje. Przez pierwsze dni byłem jak żywy trup, bo czułem, jakbym spadł z piedestału. Kiedy trafiłem do reprezentacji, od razu zacząłem wygrywać. Trafiłem do kadry i od razu wygrałem mundial, więc od razu stałem się bohaterem narodowym. Pomyślałem sobie: „Ach, Francja jest wspaniała!”. [śmiech] Francja jest wspaniała! A potem dostajesz prosto w twarz... To było bardzo trudne. Ale dla mnie najgorsze w tym wszystkim było to, że wtedy powiedziałem sobie, iż nie chcę wracać. Pamiętam, że miałem spotkanie z [prezesem federacji] Noëlem Le Graëtem. Poszedłem do niego i powiedziałem mu, że nie zagram już więcej.

REKLAMA
REKLAMA

– Dlaczego nie chciałem wracać? Chodziło o to, że możesz być krytykowany czy możesz grać dobrze, ale zawsze pozostaje jakieś ogólne odczucie. I znalazłem się w sytuacji, w której pomyślałem sobie, że gram dla ludzi, którzy jeśli nie strzelę gola, uznają mnie za małpę. Wtedy powiedziałem sobie, że nie mogę grać dla takich ludzi. Dlatego doszedłem do momentu, w którym stwierdziłem, że nie chcę już grać. Powiedziałem mu: „Nie chcę już grać!”. „Wracam do Paryża, tam nie mam żadnych problemów! Zostawcie mnie w spokoju”, rozumiesz. A on powiedział mi coś, co zapamiętam do końca życia. Siedział tak i powiedział do mnie: „I myślisz, że po prostu wyjdziesz z tego biura, a ja się na to zgodzę?”. [śmiech] Powiedział mi, żebym o tym zapomniał. Powiedział: „Jesteś tu na piętnaście lat!”. Ale poszedłem do niego, bo mnie to wiele kosztowało. Przerwałem wakacje, bo czasami kiedy jesteś piłkarzem, dopada cię frustracja, ale trzy czy cztery dni później, myślisz sobie: „No tak, nie było tak źle…”. Tu wiesz, po prostu dałem wakacjom trochę potrwać, ale mi nie przechodziło. Umówiłem się na spotkanie i mówię, że we wrześniu mnie nie będzie i zapomnijcie o mnie.

– Jak odbudowuję codzienną motywację? Emocjami. Kiedy wygrywasz, chcesz przeżyć to ponownie. Chcesz przeżyć to jeszcze raz, zostawić po sobie nazwisko, zostawić dziedzictwo.

REKLAMA
REKLAMA

– Czy będę mieć dzieci? To wie tylko Bóg. [A czy chcę?] Tak, któregoś dnia.

– Zawsze mnie śmieszy, kiedy ludzie mówią o „klanie Mbappé”, bo to brzmi tak poważnie. Jak jakaś rodzina królewska. My nigdy nie patrzyliśmy na to w ten sposób. Moi rodzice tak naprawdę po prostu chronili marzenie swojego dziecka, którym było zostać wielkim piłkarzem. Byli po prostu tarczą, jak każdy rodzic. Po prostu ich dziecko stało się tym, kim ja się stałem. Ale tę samą pracę, którą wykonali moi rodzice, ty wykonujesz dziś wobec swojego dziecka. I mam nadzieję, że ono będzie jeszcze lepsze ode mnie. Pamiętam, że kiedy jechałem na zgrupowanie do ośrodka federacji, tata zapytał mnie: czy tego naprawdę chcesz? A on sam jest piłkarskim fanatykiem. Czekał tylko na potwierdzenie, ale zapytał o to. Zawsze dawali mi wybór. Jeśli jesteś pewny, zrobimy to razem.

– To nie jest prawda, że moi rodzice zarządzają moją karierą i PR-em. Na początku wszyscy myśleli, że wszystkim zarządza u mnie sam tata. A prawda jest taka, że on nigdy nawet nie spojrzał na moje kontrakty. Gdyby on się tym zajmował, to dostawałbym dużo mniejsze pieniądze [śmiech]. Jego to nie obchodzi. Zajmują się tym prawnicy. Z czasem otoczyłem się kompetentnymi i lojalnymi osobami. Rodzice zostali obok, bo to od nich dostaję najlepsze rady. Z nimi mogę rozmawiać swobodnie. I na końcu to rodzice, robią dla ciebie wszystko. Dzisiaj to moja mama jest taką tarczą i dostaje za wszystko, ale ona nigdy nie podejmuje decyzji, jeśli ja nie powiem jej, że chcę tego czy tego. Ludzie myślą, że ona rządzi i informuje mnie, co mam robić. Nie, to ja mówię: mamo, chcę tego. A ona po prostu przyjmuje za mnie ciosy, jak robi to każdy rodzic. Dlatego bawi mnie, gdy mówią, że jesteśmy klanem czy robimy za agentów. To nie są żadni agenci. Nie wszystko zawsze da się wyjaśnić, a ludzie lubią takie narracje. Albo ta słynna historia, że to projekt Mbappé i wielkie imperium, gdzie cały dzień mówię tak lub nie. A na końcu to po prostu moi rodzice, najnormalniejszy temat.

REKLAMA
REKLAMA

– Tak, moja mama zajmuje się w całości naszą fundacją. To było marzenie mojej mamy. Futbol był moją pasją, a ona powiedziała, żebym wykorzystał swoje imię i wpływ. Gdy wygrywam, jest szczęśliwa, ale to moja kariera. Zrobiliśmy to na podstawie mojego imienia i kontaktów, ale potem wszystko osiągnęła ona i wolontariusze. Ona to robi i to lubi. Robiła to już, gdy byłem mały. To było jej marzenie.

– Nie miałem żadnych media treningów. Myślę, że moja mowa pochodzi z tego, że zawsze byłem otoczony dorosłymi, szczególnie kiedy moja mama grała w piłkę ręczną i przebywałem z nią w drużynie. Nie traktowano mnie jak dziecko, a rozmawiano normalnie. To mi pomogło. Mam też swój temperament i nie boję się rozmawiać przed ludźmi. Bo znam piłkarzy, którzy wypowiadają się we wspaniały sposób, ale są nieśmiali na wielkiej scenie, bo to nic łatwego. Siadasz tam na konferencji, jest 150 dziennikarzy, sygnał na żywo... Pamiętam, że na prezentację przyszło 85 tysięcy osób. Mówią mi, że mam mówić w nieswoim języku [śmiech]. Ja mówię: ok. Prezes powiedział: mów po hiszpańsku, wypowiadasz się dobrze. Widziałem, że spodziewał się mojej odmowy, bo to nic łatwego, ale ja mówię: ok, zrobię to. Faktycznie byłem przygotowany na przemówienie po francusku. Pomyślałem, że nawet jak popełnię błąd, to po prostu ich rozbawię.

REKLAMA
REKLAMA

– Rada życiowa dla oglądających? Naprawdę żyj chwilą obecną i staraj się być tak pozytywny, jak to tylko możliwe. Myślę, że doszliśmy do takiego momentu, do takiego pokolenia, w którym ciągle chcemy patrzeć na to, czego nie zrobiliśmy dobrze, co mogliśmy zrobić lepiej, ale nigdy nie patrzymy na to, co faktycznie robimy. I uważam, że to dotyczy wszystkich zawodów, że niezależnie od tego, czym zajmujesz się w życiu, nie powinieneś ciągle się umniejszać, mówiąc sobie: „Tak, ale tego nie umiem”, „Tego nie zrobiłem”, „Tamtego nie zrobiłem”. To prawda, nie da się zrobić wszystkiego. Nie trzeba widzieć ciągle tylko negatywów: ani w ludziach, ani w sytuacjach. Tego właśnie się nauczyłem. To lekcja życia, której nauczyłem się dzięki sławie i doświadczeniu, że tak naprawdę nawet jeśli ktoś zrobi ci coś złego, to nie znaczy, że jest zły. Po prostu tak bywa. To są rzeczy, których nauczyłem się z czasem, ponieważ ja mocno zachowuję w sobie urazy, a to nie jest dobre, to nie jest nic dobrego. Dlatego zawsze staram się mówić ludziom, żeby dostrzegali to, co pozytywne w innych ludziach, w rzeczach i w sytuacjach. Bo koło się odwróci, nie zawsze będziesz miał problemy, w końcu zobaczysz światło. Myślę więc, że warto trzymać się takiego nastawienia i tego, co pozytywne, bo to sprawia, że stajesz się bardziej promienną osobą. A właśnie takich promiennych ludzi nam potrzeba.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (7)

REKLAMA