Wczoraj minęło 10 lat od pierwszego spotkania dziennika MARCA z Fede Valverde, który miał wtedy 17 lat. Fede wracał wówczas po debiucie w pierwszym zespole Peñarolu. Korzystając z naszej obecności w Londynie na piątkowym sparingu Anglia – Urugwaj, zaproponowaliśmy piłkarzowi Realu Madryt, by wrócić wspomnieniami do tamtej chwili sprzed dekady. I właśnie tak doszło do tego spotkania.
Jego żona, Mina Bonino, kilka razy mówiła już, że sportowa forma Fede zawsze jest bardzo wysoka, gdy ona jest w ciąży. Tak dzieje się także teraz, gdy para oczekuje trzeciego dziecka, tym razem córki. „To prawda, tak właśnie jest. Bardzo mnie to motywuje, ale wystarczy. Myślę, że to będzie mój ostatni prime”, powiedział w wywiadzie dla AUF. I dokładnie tak skomentował to też Fede zaraz po przybyciu na spotkanie.
Valverde nie krył swojego szczęścia z powodu obecnego etapu w życiu prywatnym u boku Miny – osoby, która obok jego rodziców najmocniej wpłynęła na jego karierę od najbardziej osobistej strony – a także z powodu sytuacji zawodowej, bo dziś jest środkowym pomocnikiem w najlepszej formie na świecie i rozgrywa znakomity 2026 rok.
Ten reportaż nie mógł pojawić się w lepszym momencie, bo Fede dopisał właśnie kolejny rozdział do historii urugwajskiej piłki. Jego gol w 94. minucie na Wembley dał La Celeste remis 1:1 z Anglią. To kolejny wielki moment w karierze piłkarza, który zmierza ku temu, by zapisać się w historii tego małego, wielkiego kraju jako jeden z najwybitniejszych. Na mundialu Fede będzie drugim kapitanem reprezentacji po Giménezie.
W rozmowie z Fede poruszyliśmy też temat jego znakomitego 2026 roku, w którym zanotował osiem goli dla Realu Madryt, a więc osiem z 12 trafień w tym sezonie, do tego dołożył osiem asyst i kilka pamiętnych występów, w tym hat-tricka przeciwko City.
„Jacy byliśmy młodzi”, powiedział nam, gdy zobaczył zdjęcie publikowane w gazecie w 2016 roku. Miał wtedy 17 lat i grał w Peñarolu, gdzie zdążył już zadebiutować w pierwszym zespole. Tamto spotkanie z dziennikiem MARCA odbyło się w Montevideo, a to opisane tutaj miało miejsce w Londynie, gdzie Fede błysnął w barwach swojej reprezentacji.
Tamten wywiad odbył się 28 marca 2016 roku. Polecieliśmy do Montevideo, stolicy Urugwaju, by między innymi porozmawiać z chłopakiem, który zaczynał się wyróżniać w Peñarolu, największym klubie w kraju obok Nacionalu i w ten sposób dać pierwsze dziennikarskie sygnały o Valverde w Hiszpanii. W Europie wiedza o nim była wtedy znikoma, choć w Urugwaju mówiło się o nim już od kilku miesięcy, odkąd wypatrzono go w regionie podczas mistrzostw Ameryki Południowej do lat 17.
Wywiad dla dziennika odbył się w Los Aromos, legendarnej bazie treningowej Peñarolu, która stała się tłem dla rozmowy, dziś już historycznej. Pamiętam, że w jej zorganizowaniu bardzo pomógł nam dział prasowy klubu oraz Diego Forlán, który był wtedy napastnikiem urugwajskiego zespołu po swoim etapie gry w Europie.
El Pajarito był jeszcze dzieckiem. Tego 28 marca 2016 roku Valverde nie miał jeszcze 18 lat. Osiemnastkę skończył 22 lipca 2016 roku, a więc w dniu, od którego mógł podpisać kontrakt z Realem Madryt. Oficjalną datą jego dołączenia do madryckiego klubu był zresztą 28 lipca 2016 roku.
Jeszcze przed tamtym wywiadem Federico zadebiutował w Peñarolu tuż po ukończeniu 17 lat. U legendy Bengoechei, byłego piłkarza między innymi Sevilli, zagrał po raz pierwszy w inauguracyjnej kolejce urugwajskich rozgrywek. Rozegrał 55 minut i zaprezentował się z dobrej strony.
Wtedy zaczęliśmy oglądać małego Fede. Od tamtej pory kibice Realu Madryt, urugwajscy fani, a szczególnie sympatycy Peñarolu śledzili jego drogę na najwyższym poziomie przez ostatnich 10 lat. My w gazecie też robiliśmy to po swojemu, skromnie towarzysząc mu w tych najlepszych momentach, których było najwięcej, ale także w kilku trudniejszych.
Przypomnijmy, że Fede ma dziś 27 lat, w lipcu skończy 28, a jego kontrakt z Realem Madryt obowiązuje do 2029 roku. Przed Federico wciąż więc wiele lat grania. Od tamtego Pajarito do obecnego Halcóna. Piłkarz Fede bardzo się przez te 10 lat rozwinął, ale jako człowiek pozostał tak samo dobry.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się