Piłka nożna w swojej najbardziej bezlitosnej odsłonie postanowiła tym razem zatrzymać się nie na więzadle, lecz na podręcznikowym błędzie, który ociera się o absurd. Kylian Mbappé, napastnik mający stać się symbolem nowej galaktycznej ery, przekonał się, że lekarze jego klubu analizowali wyniki dotyczące nie tego kolana, które trzeba. Lewe, to, które naprawdę bolało go od meczu z Celtą 7 grudnia, początkowo nie zostało właściwie uwzględnione w procesie diagnostycznym. Pierwszy opis rezonansu dotyczył prawego, które pozornie było zdrowe. Diagnoza brzmiała: wszystko w porządku. Można grać.
Mbappé zagrał więc trzy mecze, choć nie był w pełni sprawny, aż skręcenie przerodziło się w coś poważniejszego. Więzadło rzeczywiście było uszkodzone. Dopiero wtedy Francuz, zniecierpliwiony i pełen wątpliwości, poleciał do Paryża, by doktor Bertrand Sonnery-Cottet, traumatolog reprezentacji Francji, jasno wskazał, na czym polegał błąd w diagnozie.
Historia ujawniona przez RMC Sport brzmi jak kiepski żart opowiadany w szatni na Santiago Bernabéu. Proszę sobie wyobrazić tę scenę: piłkarz światowej klasy kładzie się na leżance w szpitalu La Moraleja, technicy wczytują obrazy… a w opisie widnieje stan drugiej nogi. To nie był błąd w interpretacji. To był błąd w oznaczeniu badania.
Jak wykonuje się rezonans kolana?
Procedura jest dość prosta: badane kolano umieszcza się w specjalnej cewce, a drugą nogę lekko odsuwa lub ugina. Cewka działa jak swego rodzaju antena, która odbiera sygnały radiowe, i rzecz jasna analizowany jest tylko obraz dostarczony przez cewkę znajdującą się na uszkodzonym kolanie. Piłkarz doskonale wie, która noga go boli, więc o pomyłkę właściwie nie ma miejsca… chyba że problem dotyczy obu kolan. W takim przypadku na każdej kończynie umieszcza się osobną cewkę i analizuje oba obrazy. Jedynym możliwym wyjaśnieniem błędu w przypadku Mbappé byłoby więc wykonanie podwójnego badania, a następnie pomylenie wyników zdrowego kolana z wynikami tego, w którym doszło do skręcenia.
Za ten błąd nie płaci wyłącznie Mbappé, płaci za niego cały Real Madryt. Klub, który lubi przedstawiać się jako szwajcarski mechanizm precyzji w sprawach sportowych, pokazuje, że jego służby medyczne wciąż pozostają wydziałem w przebudowie. Pracują tam lekarze i personel należący do samego klubu, a całość uzupełnia zaplecze sprzętowe i kadrowe Sanitasu, obecnego dostawcy usług dla Realu Madryt. W dodatku w przypadku konkretnych urazów i dolegliwości klub konsultuje się z najlepszymi specjalistami.
Epidemia urazów mięśniowych z ubiegłej jesieni – Militão, Mendy, Trent, Huijsen – już wcześniej podawała w wątpliwość przygotowanie fizyczne i obciążenia treningowe. Teraz błąd dotyczący kolana Mbappé tylko powiększa problem. Jak to możliwe, że w ośrodku wysokiej klasy pomylono wyniki badań największej gwiazdy drużyny?
A jeśli ten rezonans rzeczywiście wykonano tylko na jednym kolanie, lista pytań robi się jeszcze dłuższa: nikt niczego nie sprawdził drugi raz? Nikt nie zapytał samego Kyliana, żeby się upewnić? Jak to się stało, że sam francuski napastnik nie zorientował się od razu i nie zwrócił uwagi na pomyłkę, choćby słownie albo po prostu pokazując palcem swoje obolałe lewe kolano?
Z informacji napływających z Francji wynika, że Mbappé nie mógł w to uwierzyć. Znalazł się w środku medycznej farsy, która bardziej przypomina lata 60. niż epokę sztucznej inteligencji. Grał, choć nie był w pełni sprawny, bo ufał raportowi medycznemu. Pogłębił uraz, bo klub dał mu zielone światło. A kiedy pojawiła się nieufność, wsiadł do prywatnego samolotu i poleciał do Paryża. Tam Sonnery-Cottet nie tylko zdiagnozował rzeczywiste skręcenie, ale miał też wypowiedzieć zdanie, które brzmi jak wyrok: leczenie zachowawcze stosowane w Madrycie było właściwe… tylko że stosowano je wobec niewłaściwego kolana.
Doktor Niko Mihić, zwolniony dwa lata temu i sprowadzony z powrotem do klubu w grudniu, dokładnie tydzień po tym, jak Mbappé uszkodził kolano w meczu z Celtą, by zatrzymać falę urazów, musiał osobiście zadzwonić do francuskiego specjalisty. Trudno o bardziej wymowny obrazek: szef klubowych lekarzy Realu Madryt prosi o pomoc za granicą, bo u siebie pomylono nogę. Kto popełnił błąd? Mogło chodzić o radiologa, członka sztabu medycznego albo jego ówczesnego szefa, Felipe Segurę. W Realu do tej pory nikt nie udzielił żadnej odpowiedzi. Ani prywatnie, ani publicznie. Nie doszło też do żadnych zwolnień, mimo przecieków sugerujących coś innego.
Lewe kolano Mbappé stało się sprawą wagi państwowej w dwóch krajach: w Hiszpanii, bo Real Madryt walczy o mistrzostwo i Ligę Mistrzów, oraz we Francji, bo Didier Deschamps odlicza dni do mundialu w 2026 roku i patrzy, jak jego największa gwiazda utyka przez rażący błąd. Sponsorzy, którzy płacą fortuny za nieskazitelny wizerunek Francuza, obserwują to wszystko z niepokojem.
Piłka nożna bywa kapryśna. Czasami karze brutalnym wejściem rywala. Innym razem – źle opisanym rezonansem. Wielkości nie mierzy się wyłącznie trofeami, lecz także precyzją, z jaką dba się o tych, którzy je zdobywają.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się