REKLAMA
REKLAMA

Barcelona rozbita przed własną publicznością

W 23. kolejce Ligi Endesa Real Madryt rozgromił Barcelonę, grając na jej terenie. Królewscy odrobili starty z pierwszego meczu, umocnili się na pozycji lidera i pogłębili kryzys odwiecznego rywala.
REKLAMA
REKLAMA
Barcelona rozbita przed własną publicznością
Facundo Campazzo był dzisiaj nie do zatrzymania dla graczy Barcelony. (fot. Getty Images)

Real Madryt ponownie rozbił Barcelonę i tym razem zrobił to przed jej publicznością. Katalończycy w pierwszej kwarcie byli w stanie wytrzymać tempo Królewskich, ale od drugiej części Królewscy wrzucili wyższy bieg i mogli oglądać rywali daleko w tylnym lusterku. Wygrali z wielką łatwością, dając przy tym odpocząć kluczowym graczom. Wymarzony scenariusz dla Scariolo i jego podopiecznych. Graczem spotkania został Campazzo, który spędził na parkiecie tylko niecałe 18 minut.

REKLAMA
REKLAMA

Początek meczu był bardzo wyrównany. Obie drużyny grały uważnie i skupiały się na bronieniu. Po stronie Barcelony wyróżniał się Veselý, który często wyróżnia się w Klasykach. Dobrze też wyglądał Clyburn, a po kontuzji na parkiecie pojawił się Szengelia. W Realu Madryt brakowało trochę skuteczności. Punkty udawało się zdobywać spod kosza. Do tego Scariolo szybko zaczął rotować składy, korzystając już w pierwszej kwarcie prawie z wszystkich zawodników. Nieco lepsza w początkowych 10 minutach była Barcelona (18:15).

Wszystko zmieniło się w drugiej części, która była całkowicie podporządkowana Realowi Madryt. W ofensywie Królewskim wychodziło wszystko. Na wielką pochwałę zasłużył sobie Procida. Włoch udowadnia, że jest w stanie błyszczeć nawet na tle euroligowego rywala. Taką grą może zyskiwać zaufanie w oczach Scariolo. Madrytczycy byli zabójczo skuteczni na obwodzie, trafiając 8 z 9 rzutów. W dodatku zdominowali zbiórki i prawie nie tracili piłek. Efektem tak znakomitej gry była pokaźna przewaga w przerwie spotkania (33:51).

Po zmianie stron Barcelona nie była w stanie podjąć próby odrobienia strat, mimo że na bardzo dobry poziom wskoczył Clyburn. Królewscy trochę odpuścili rzuty za trzy punkty, co też wynikało ze zmienionej defensywy gospodarzy. Kiedy już Królewscy decydowali się na rzut z obwodu, to dalej byli skuteczni. W pewnym momencie ich przewaga sięgnęła 24 punktów. Dopiero w końcówce Barça zmniejszyła stratę, a równo z końcową syreną trafił Parra (53:71).

REKLAMA
REKLAMA

Czwarta kwarta nie przyniosła zmiany i operator kamery uchwycił wychodzących z hali kibiców Barcelony już sześć minut przed końcem. Real Madryt rozgrywał ostatnią część bez Tavaresa, Campazzo, Hezonji, Abalde i Decka, a i tak bez większego problemu utrzymywał przewagę, a nawet ją powiększał. Różnica poziomów między oboma zespołami była ogromna, chyba nawet większa niż w ostatnim Klasyku w Eurolidze. Katalończycy nie byli dzisiaj w stanie osiągnąć poziomu Realu Madryt.


76 – Barcelona (18+15+20+23): Punter (9), Veselý (15), Satoranský (5), Clyburn (14), Parra (11), Marcos (3), Cale (0), Brizuela (7), Hernangómez (6), Fall (4), Szengelia (2), Kusturica (0).

95 – Real Madryt (15+36+20+24): Abalde (3), Campazzo (15), Hezonja (13), Deck (4), Tavares (5), Lyles (11), Procida (14), Maledon (11), Garuba (6), Llull (3), Feliz (4), Łeń (6),


Statystyki

Poza kadrą znaleźli się:

  • David Krämer – decyzja trenera

  • Izan Almansa – decyzja trenera

  • Okeke – decyzja trenera (jeden z trzech zawodników z paszportem spoza Wspólnoty, a do każdej kolejki można zgłosić tylko dwóch takich graczy, tym razem byli to Deck oraz Lyles)


Wynik dwumeczu: Real Madryt 195:181 Barcelona


Tabela zapewniona przez Sofascore

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

REKLAMA