Pep, zbudowałeś tutaj kilka różnych drużyn w ciągu ostatnich 10 lat. Patrząc na obecną kadrę, ile czasu twoim zdaniem potrzebujecie, żeby wejść na taki szczytowy poziom, który pozwoli wam znów pokonać najlepszych?
Mam poczucie, że pod wieloma względami jesteśmy już bardzo blisko. Tak [pokazuje dłońmi, że jest blisko]. Czuję, że to wszystko zaraz rozkwitnie. Czuję, że w niektórych sprawach jesteśmy blisko, ale w innych potrzebujemy jeszcze trochę czasu, żeby zawodnicy zrozumieli, czego dokładnie potrzebujemy, by być naprawdę mocnym zespołem w bardzo wielu aspektach. Ale w większości rzeczy jesteśmy już blisko.
Czyli nie jesteście daleko? Nie potrzeba aż tak wiele?
Nie, w wielu rzeczach jesteśmy blisko.
Jaki był twój nastrój w ostatnich dniach po odpadnięciu z Ligi Mistrzów? Jakie masz odczucia wobec tej drużyny po tym odpadnięciu?
Miałem w zasadzie cały czas to samo odczucie. To było trudne, Wiecie, 75 minut z grą 10 na 11 i przegrywając 0:1 - mogło być gorzej. Zawodnicy zachowali się niesamowicie. Bo oni oczywiście mieli jak zawsze swoje okazje, ale my też mieliśmy ich sporo, grając 10 na 11 przeciwko Realowi. Byliśmy w meczu. Wynik tam był trudny, ale w obu spotkaniach pokazaliśmy, że potrafimy to robić. Tu przez 10-11 minut. Na Bernabéu przez 19 minut mieliśmy 2-3 sytuacje, ale tutaj przez 10–11 minut mieliśmy 4 okazje sam na sam z Courtois, który zaliczył cztery niesamowite interwencje, czy też powstrzymywali nas środkowi obrońcy. Byliśmy w stanie to robić. Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości. W ważnych meczach na tym stadionie Etihad zawsze byliśmy w stanie to robić. Zawsze w mgnieniu oka potrafiliśmy tworzyć takie sytuacje. I właśnie dlatego miałem poczucie, że w wielu rzeczach jesteśmy blisko. Są też inne aspekty, na które musimy uważać. Być może, biorąc pod uwagę typ zawodników, jakich mamy, musimy naprawdę zrozumieć, czego potrzebujemy, żeby być konsekwentni przez 11 miesięcy i w tych ważnych meczach. Przy jakości piłkarzy, których mamy, wciąż mamy jeszcze pewną lukę. Niewielką, ale jeszcze nie całkiem domkniętą. Jednak w wielu aspektach jesteśmy nadzwyczajną drużyną. W przeciwnym razie nie bylibyśmy w najlepszej ósemce Ligi Mistrzów, nie bylibyśmy drudzy w Premier League, nie bylibyśmy w finale Carabao Cup i ćwierćfinale FA Cup. Nie jesteśmy martwi. Gdyby było inaczej, to 9 miesiącach nie bylibyśmy w tym miejscu. W poprzednim sezonie nie wiedziałem, czego dokładnie nam brakuje. Ale w przeszłości, kiedy wygrywaliśmy wiele razy, zawsze dokładnie wiedziałem, czego potrzeba, żeby to osiągnąć. A teraz w wielu kwestiach potrzebujemy jeszcze trochę czasu.
Kiedy mówisz, że jesteście blisko, to czego dokładnie brakuje?
Ja to wiem. Wam nie powiem, ale ja to wiem i wiedzą to też zawodnicy.
Czy zdobycie trofeum mogłoby przyspieszyć tę drogę?
Nie.
Nie? Patrząc na wasz sezon, to mówisz o czołowej ósemce Ligi Mistrzów i że wciąż jesteście w trzech rozgrywkach. W Lidze Mistrzów graliście dobrze aż do starcia z Realem. Czy przy tym wszystkim potrzebujecie trofeum, żeby nazwać ten sezon udanym? Czy dla ciebie może to już teraz jest sukces?
Mówiłem o zeszłym sezonie. Wtedy dotarliśmy do finału Pucharu Anglii przeciwko Crystal Palace. Zagraliśmy naprawdę dobrze, ale za kulisami wydarzyło się wiele rzeczy, których nie mogliśmy kontrolować. Ale tamten sezon nie był dobry. Nie byliśmy dobrzy, nawet gdybyśmy wygrali z Crystal Palace. Ten sezon? Może nie jest perfekcyjny i nie wiem jeszcze, co się wydarzy, ale ten sezon jest czymś więcej niż sezonem przyzwoitym. Oczywiście, jeśli określacie sezon wyłącznie przez tytuły, to tak, oczywiście potrzebujemy ich. Ale w zeszłym sezonie, kiedy wygraliśmy Tarczę Wspólnoty i byliśmy w finale Pucharu Anglii, to o tamtym sezonie powiedziałbym… Może nie o sezonie, ale przez 2-3 miesiące nie byliśmy dobrzy. Wydarzyło się jednak wiele rzeczy, przez które drużyna nie była taka, jaka powinna być. W tym sezonie tak już było, przez większość czasu, byliśmy drużyną - oczywiście nie perfekcyjną - ale jednak dobrą drużyną.
Po meczu z Leeds mówiłeś o tym, jak dziś wygląda futbol. Potem w tamtym spotkaniu bardzo krótko rozgrywaliście od bramki i to Bernardo oraz Rodri mieli mnóstwo kontaktów z piłką od samej bramki, żeby obejść to, co robiło Leeds. To oczywiście kierunek, w którym chcesz iść ty. Ty nadal chcesz budować akcje od tyłu przeciwko drużynom, które pressują bardzo agresywnie. Do jakiego stopnia twoim zdaniem tak naprawdę jest to możliwe? Bo z Leeds wyglądało to tak, że po około 20 minutach przestali to robić, bo było to po prostu ciężkie. Czy twoim zdaniem ten styl futbolu ma jeszcze przyszłość w Anglii?
Trzeba to łączyć. Teraz przy grze jeden na jednego jest trudniej przez cały czas mieć dobry proces rozgrywania. Możesz to robić, ale nie przez cały czas. Kiedy kilka razy stworzysz taki sam typ sytuacji, ludzie to rozpoznają i wiedzą już, co masz zamiar zrobić. Dlatego teraz musimy bardziej łączyć grę w ten sposób oraz grę bardziej bezpośrednią. Nie możesz robić tego cały czas, ale też nie możesz przez cały czas grać tylko bezpośrednio, bo to też nie jest dobre. [zastanawia się] Ok, czy nie jest dobre? Dobre jest wszystko, co działa [śmiech]. Możesz zagrać miliard razy bezpośrednio, wygrać drugą piłkę i zaatakować - w porządku. Chodzi nie tylko o ten jeden aspekt. Ja zawsze mówiłem, że kontrola przez piłkę to był, jest i będzie aż do ostatniego dnia moje marzenie. By mieć piłkę i grać nią, żeby tworzyć sytuacje. To dlatego stworzyliśmy przez dziewięć minut tyle okazji przeciwko Realowi - bo mieliśmy piłkę. W drugiej połowie nie mogliśmy pressować tak intensywnie, bo Real też miał swój dobry moment, a gra 10 na 11 przeciwko nim jest jeszcze trudniejsza. Ale gdy mieliśmy piłkę, to tworzyliśmy okazje. Taki jest mój zamysł od pierwszego dnia aż do ostatniego w sprawie profilu zawodników, którzy chcą to robić.
[ten sam dziennikarz] Przepraszam, że do tego wracam i nie planowałem tego robić, ale skoro mówisz o tworzeniu okazji poprzez kontrolę… Na Bernabéu nie chciałeś kontroli. Mówiłeś, że chcesz pokazać Bernabéu, kim jesteście poprzez ofensywnych zawodników. Normalnie w takich meczach chodzi ci o miliard podań i utrzymywanie meczu pod kontrolą. Dlaczego akurat w tamtym meczu zdecydowałeś się zaatakować? Bo to wydawało się bardzo nietypowe.
Tak, chciałem pokazać Bernabéu podającą drużynę i chciałem też, żebyśmy za każdym razem - po prawej stronie rzadziej z Savinho, ale po lewej poprzez Jeremy'ego [Doku], ze względu na jego szczególną jakość - dochodzili do linii końcowej. Wiedziałem, że będzie z trzy czy sześć takich okazji i chciałem mieć ludzi w polu karnym, żeby spróbować zdobyć gola. Chciałem sprawić, by zawodnicy to poczuli i by Bernabéu też poczuło, że przyjechaliśmy tutaj po to, by próbować strzelić gole. Chodzi mi o to, że... Czy uważacie, że Courtois miał pracę poza jednym strzałem w 3-4. minucie Semenyo? Bo Jérémy cztery czy pięć razy dochodził do dośrodkowania na wbicie piłki do bramki. Było tak 6 razy, 7 razy... Dla drużyny to marzenie: dojść do linii końcowej i dośrodkować. Ale my nie byliśmy efektywni. Tu byliśmy efektywni. W tym sensie, że Cherki miał dwa strzały, Reijnders jeden - tu my byliśmy na tych pozycjach. W drugiej połowie było tak samo, nawet grając 10 na 11. Tak, właśnie to próbowaliśmy znaleźć.
Po prostu mi wydawało się, że to akurat był ten moment, w którym nie powinno się iść w takie podejście, a raczej uspokoić grę. Rozumiem, co chciałeś zrobić, ale dlaczego uznałeś, że to jest właśnie ten moment na atak zamiast po prostu utrzymywać się przy piłce?
Myślę, że utrzymywaliśmy się przy piłce. Myślę, że przez większość czasu mieliśmy piłkę, szczególnie w drugiej połowie przed karnym, przy którym znów wydarzyły się zakulisowe rzeczy. Więc... Więc mieliśmy piłkę i tutaj tak samo. Zawsze się o to staramy. Miałem po prostu poczucie, że kiedy już tam docieramy, to musimy być bardziej konkretni z napastnikami, których mamy. Bo kiedy na przykład oglądałem trzy dni wcześniej mecz z Newcastle, to podobał mi się ten aspekt. I właśnie to było powodem.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się