Arbeloa: Zapytałem piłkarzy, czy oglądali „Dzień Świstaka”, ale nikt nie wiedział, co to jest
Álvaro Arbeloa pojawił się na konferencji prasowej po spotkaniu z Manchesterem City w Lidze Mistrzów. Przedstawiamy zapis tego spotkania trenera Realu Madryt z dziennikarzami na Bernabéu.
Álvaro Arbeloa w meczu z Manchesterem City. (fot. Getty Images)
[Chiringuito] Czy to najlepszy mecz twojej drużyny, odkąd tu jesteś? I co czujesz, kiedy widzisz, że taki piłkarz jak Fede Valverde, o którym mówiłeś, że trzeba odzyskać jego najlepszą wersję, rozgrywa taki mecz jak dziś?
Myślę, że to był mecz, w którym najbardziej trzymaliśmy się planu, jaki mieliśmy. Uważam, że dziś byliśmy drużyną przez duże „D”, a właśnie tym musimy być, żeby wygrać jakikolwiek mecz. Jasne, że mówiłem to od pierwszego dnia: ta szatnia jest pełna znakomitych piłkarzy, ale musimy być też wielką drużyną, żeby pokonać Manchester City albo żeby pokonać Elche. Tego właśnie potrzebuję od moich zawodników, żeby uwierzyli, że muszą być zespołem, że muszą mieć mentalność zespołową, że muszą jasno wiedzieć, co chcemy robić, kiedy nie mamy piłki i co chcemy robić, kiedy ją mamy. To oczywiście piłkarze o wyjątkowej jakości, ale są jeszcze lepsi, jeśli wszyscy mają tę samą ideę i realizują ją tak, jak zrobili to dziś.
A Valverde?
Tak, tak. [śmiech] Jestem po prostu bardzo, bardzo szczęśliwy z jego powodu, bo rozmawiamy o tym od pierwszego dnia. Tyle razy mu to powtarzałem, że nieraz myślałem, czy mnie w końcu nie znienawidzi za to, jaki jestem wobec niego uciążliwy, za te wszystkie kazania, które mu wygłaszam, za to jak go męczę, za próbę przekazania mu, jak ważny jest dla szatni. Ja myślę, że to Juanito XXI wieku i mówiłem to już wcześniej w wywiadach. Sądzę, że to piłkarz, który idealnie reprezentuje Real Madryt. To jeden z liderów i będzie nim jeszcze przez długi czas. Jeśli kibice mają się w kimś odnajdywać, to właśnie w Fede Valverde. To, jaki miał dziś wieczór, napełnia mnie dumą, że mu się to przydarzyło, bo myślę, że na to zasłużył. To nagroda za tyle poświęcenia, za pchanie zespołu do przodu, kiedy sprawy idą źle, za to, że zawsze jest pierwszy, daje przykład i lideruje tak, jak to robi. Bardzo na to zasłużył i jestem z jego powodu super szczęśliwy.
[OkDiario] Chciałem zapytać, czy to dziś było zwycięstwo bardzo „trenerskie”? Z zewnątrz wyglądało to tak, jakbyś całkowicie przechytrzył Pepa Guardiolę, który rozegrał mnóstwo dwumeczów w Lidze Mistrzów. Dla ciebie to dopiero drugi. Na ile dzisiejszy mecz Realu Madryt jest zasługą Arbeloi?
Nie. Po pierwsze, nawet nie zbliżam się do chęci porównywania się z Pepem Guardiolą i historią, jaką napisał w świecie futbolu, z tym wszystkim, co wygrał i kim jest. Myślę, że to jeden z naszych wielkich rywali, a Real Madryt ma w Pepie wielkiego przeciwnika. Za każdym razem, gdy udawało nam się go pokonać, uważam, że to jeszcze bardziej zwiększało wymiar Realu Madryt ze względu na klasę rywala, którego mieliśmy naprzeciwko. I jak już mówiłem wcześniej, to, co napełnia mnie szczęściem w tym zespole, to zaangażowanie, wysiłek, ale przede wszystkim to, że uwierzyli w ten plan, który mieliśmy. Że zrealizowali go tak, jak to zrobili od początku do końca wszyscy zawodnicy. To prawda, że mieliśmy dni na przygotowanie tego meczu, a to nie zdarzyło się nam w wielu innych przypadkach, bo prawie żadnego spotkania nie mogliśmy przygotować z tak dużym wyprzedzeniem. Na szczęście wszystko, nad czym pracowaliśmy, było widać na boisku i to wielka nagroda dla piłkarzy: wiedzieć, że jeśli przygotowujesz coś i potem potrafisz w to uwierzyć tak, jak oni dziś uwierzyli, to czasem przynosi to efekt.
[COPE] Chciałam zapytać, jak wytłumaczyć tę przemianę Realu Madryt? Zwłaszcza Realu, który w tym sezonie miał tyle wzlotów i upadków, że potrafi przegrać u siebie z Getafe, a dziś zagrać taki wielki mecz przeciwko Manchesterowi City. I przede wszystkim dlatego, że wcześniej powiedziałeś naszym kolegom w wywiadzie w Movistar+, że my nie wierzyliśmy, ale ty tak. Ale u ciebie to była wiara czy życzenie?
Wiara. Nie zabrzmiało to zbyt przekonująco? Nie? Ja doskonale to rozumiem, przez wzgląd na rywala, którego mieliśmy naprzeciwko. Widzisz skład, jaki wystawił Pep i widzisz zawodników, których wpuścił na boisko w drugiej połowie - mówimy o jednej z najlepszych kadr w Europie. Nie o jedenastu piłkarzach, oni mają dwudziestu świetnych zawodników, wszyscy na bardzo wysokim poziomie. Do tego byli po serii tylu zwycięstw i grali naprawdę dobrze. Rozumiem więc, że wobec naszych licznych absencji, braku fundamentalnych zawodników, liderów i piłkarzy, którzy robią różnicę w takich meczach, można było w nas wątpić. Ale jesteśmy Realem Madryt, a Real Madryt jest zdolny do wszystkiego i nie jest od nikogo gorszy. Powiedziałem, że spojrzymy im w oczy i myślę, że właśnie to zrobiliśmy. Jestem więc bardzo szczęśliwy, bo każdą rzecz, którą mówię, mówię dlatego, że w nią wierzę. I dziś okazało się, że czasami, nie za często, ale mogę mieć rację.
[SER; Meana] Powiedziałeś w telewizji, że nie wygląda to dobrze z Mendym. Nie wiem, czy „nie wygląda dobrze” znaczy, że będzie mu bardzo trudno zdążyć na wtorek, czy może jeszcze za wcześnie na taką diagnozę?
Jeszcze za wcześnie, ale wygląda to ciężko, tak sądzę. Nie wiem, bo trzeba będzie zrobić badania, ale wydaje się trudne, żeby zdążył. A skoro już pytasz, to chciałbym też podziękować Ferlandowi, bo podejmowaliśmy ryzyko po tak długim czasie, wystawiając go w dwóch meczach z rzędu. Ale to wyjątkowy chłopak i te 90 minut w Vigo, a potem 45 minut dziś pokazały jego klasę jako piłkarza i poziom, jaki prezentuje.
[Onda Cero] Chciałem zapytać, czy spadł ci kamień z serca po tych wszystkich dniach przed meczem? Pisano wszystko, opowiadano wszystko, nie przyznaliśmy Realowi roli faworyta. Ja sam się do tego zaliczam i nie wiem, czy wyjście tutaj po takim 3:0 zdejmuje z ciebie w jakimś sensie ciężar?
Nie. Posłuchaj, jestem bardzo szczęśliwy z powodu kibiców, bo myślę, że zasłużyli na taki wieczór. Uważam, że zasłużyli na nią po sezonie, jaki przeżywamy. Taki wieczór w Lidze Mistrzów przeciwko Manchesterowi City sprawiła im ogromną radość. I jestem bardzo szczęśliwy także z powodu moich piłkarzy, bo to nie jest łatwe [śmiech]. Naprawdę nie jest łatwe to wszystko, z czym muszą sobie radzić. Jesteśmy Realem Madryt, znamy poziom wymagań, jaki na nas spoczywa, ale jasne jest też, że jest wiele okoliczności, które wcale nam nie pomagają. Bardzo się z ich powodu cieszę. Z powodu tego, co już powiedziałem: wysiłku, pracy, którą wykonali, bo uwierzyli w samych siebie, bo napierali bez przerwy i zasłużyli na taki wieczór. Ale przy okazji, bo wydaje się, że już świętujemy [śmiech], ale zostało nam 90 minut wielkiego, wielkiego cierpienia w Manchesterze. To pierwsza rzecz, jaką im powiedziałem: to jeszcze absolutnie nie jest skończone. Dobrze znam i oni też dobrze znają zawodników, którzy są po drugiej stronie, atmosferę, jaka zawsze panuje w Manchesterze, oraz trenera, który znów przeanalizuje ten mecz na siedemset czterdzieści siedem sposobów. Wiedzieliśmy, że coś nam przygotował, a gdy zobaczyliśmy skład, to Pep to nam potwierdził. Tyle, przed nami jeszcze 90 minut wielkiej walki, jeśli chcemy awansować.
[ABC] Chciałem zapytać o rzut karny Viniego. Z Xabim Alonso kolejność wykonawców to była Mbappé, Vini i Bellingham. Nie wiem, czy ty też masz taką kolejność? Czy dziś przy nieobecności tamtych dwóch strzelał Vini, bo taka była decyzja? Czy on sam o zdecydował?
Nie, wykonawcą jest Vini i bardzo, bardzo cieszę się z tego, jak zareagowało Bernabéu i jak go oklaskiwało.
A jeśli pozwolisz, jeśli chodzi o technikę, której używa przy wykonywaniu, czy twoim zdaniem ona nie komplikuje…
[Arbeloa patrzy na oficera prasowego, który przerywa i podkreśla, że dopuszcza jedno pytanie na dziennikarza]
[El Desmarque] Ostatnio w Vigo zapytałem cię...
[śmiech Arbeloi]
[śmiech dziennikarza] Zapytałem, co myślałeś o grze swojej drużyny, czy ci się podobała i w co ona gra? Odpowiedziałeś, że grała, by wygrać. Muszę zadać to pytanie jeszcze raz, bo dziś Real Madryt naprawdę się podobał. Myślę, że podobał się madridismo, ale też wszystkim tutaj i mediom. W co dziś grał twój Real Madryt?
Też po to, żeby wygrać, bo właśnie po to gra Real Madryt. Wydaje się, że wygrywanie zawsze jest łatwe, ale sądzę, że jeśli jest jakiś zespół, któremu trudno wygrać każdy mecz, to właśnie Real Madryt. Mówię to dlatego, że dla wszystkich zawodników i wszystkich drużyn mecz przeciwko nam oznacza dodatkową motywację. Uważam, że dziś rozegraliśmy spotkanie, które pokazuje, do czego jesteśmy zdolni. Oby piłkarze uwierzyli w ideę bycia zespołem, który wszyscy razem pracuje, który ma plan, którego należy się trzymać i żebyśmy w sobotę mogli znów wykonać taki sam wysiłek, pokazać takie samo poświęcenie i zagrać z tą samą ideą, z tą samą intencją, wiedząc, że mamy wielkie atuty i że musimy je wykorzystać do maksimum, oddając je do dyspozycji drużyny.
[AS] Trochę skopiuję pytanie kolegi. Dziś widzieliśmy Valverde wszędzie. Na jakiej pozycji dziś zagrał Valverde?
Zagrał na każdej, prawda? [śmiech] Nie, chcieliśmy dzisiaj, żeby Fede był bardziej agresywny i żeby mocno atakował przestrzeń za plecami ostatniej linii City, wiedząc, że przy Ardzie i Brahimie, jeśli ich środkowi obrońcy zdecydują się wyskoczyć wyżej, to zarówno Vinicius, jak i on będą mieli przestrzeń do biegania. Wykonał ogromny wysiłek, bardzo pomagał Trentowi w zadaniach defensywnych, a przy tym strzelił trzy gole i rozegrał mecz godny zapamiętania. To szczęście mieć zawodnika takiego jak on, bo może robić bardzo dobrze wszystko i wszędzie. W zależności od tego, czego chcemy w danym meczu, ma tyle atutów, że może świetnie zagrać zarówno w środku, a także jak dziś szerzej. Ale najważniejsze jest to, co przekazuje i co znaczy dla wszystkich swoich kolegów z drużyny.
[EFE] Chciałem zapytać o Courtois, który zaliczył tę kapitalną interwencję nogą. Nie wiem, czy ciebie to jeszcze zaskakuje, jeśli oglądasz go codziennie na treningach? Możesz nam wyjaśnić, skąd biorą się takie parady Courtois?
Nigdy nie lubię porównywać, ale nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem coś podobnego do Thibaut Courtois w bramce. [uśmiech] Oczywiście, w historii było mnóstwo wielkich bramkarzy, ale… Nie wiem. Nie wiem czy widzieliśmy u kogokolwiek innego to, co Courtois pokazuje w Realu Madryt. To z jego strony jak takie dodatkowe życie, które daje ci w każdym meczu. Mamy ogromne szczęście, że stoi w naszej bramce. Daje nam wielkie poczucie bezpieczeństwa. Wiemy, że rywal, żeby strzelić mu gola, będzie musiał zrobić bardzo wiele rzeczy dobrze, a czasem oddać wręcz niemożliwy strzał.
[El Mundo] Pozostając przy rzeczach, których być może nie widzieliśmy wcześniej: nie wiem, czy widziałeś kiedyś 18-latka, który tak biega, dowodzi, kieruje i przede wszystkim zaraża innych jak Thiago Pitarch? Nie wiem, czy ten jego zapał w pressingu nie podniósł dziś także całego zespołu, przez to jak zarażał kolegów naciskiem, bieganiem bez końca?
Tak, rozegrał taki mecz... Rozumiem też, że wystawienie 18-letniego chłopaka w takim dwumeczu może budzić wątpliwości. Ale od pierwszego dnia, kiedy mnie o niego pytaliście, miałem co do Thiago pełną jasność: co potrafi, jaką ma osobowość, jak pracuje, ile daje wysiłku. Myślę, że ma to jako jeden z tych zawodników nie tylko dlatego, że są wychowankami ale właśnie przez to, co przekazują… Uważam, że kibice podarowali mu dziś ogromną i w pełni zasłużoną owację. I bardzo, bardzo się z jego powodu cieszę, bo on także bardzo dobrze symbolizuje czy reprezentuje szkółkę Realu Madryt, którą musimy nauczyć się cenić o wiele bardziej. Jeśli nie z zewnątrz, to przynajmniej od wewnątrz. To jasne, że tutaj przychodzą najlepsi piłkarze świata i ludzie, za których trzeba zapłacić wielkie pieniądze, jeśli chcesz ich sprowadzić. Ale ci chłopcy także zasługują na szansę. Zasługują, by się ich doceniało. Uważam, że dla szatni bardzo ważne jest mieć ludzi, którzy wiedzą, czym jest Real Madryt. Tych wychowanków, którzy, jak było i jak nadal jest w przypadku Daniego Carvajala, są dziś tak ważni. Więc bardzo się cieszę z wielkiego meczu Thiago, ale też z minut, które dostał Manuel Ángel. A także z tej owacji, która była moim zdaniem wielką nagrodą za jego występ.
[El País] Mówiłeś wcześniej, że macie dobrych piłkarzy, ale musicie być dobrą drużyną i mieć mentalność zespołową. Czy wierzysz, że ten mecz może być punktem zwrotnym? Bardziej dla drużyny i dla szatni niż dla ciebie? Czy jesteś pewien, że oni zrozumieli ten przekaz i że zobaczymy to już w sobotę? Czy może magia Ligi Mistrzów sprawia, że dzieje się to wszystko, a co dalej, to pokaże codzienność?
Cóż, nie jestem jasnowidzem. Ostatnio rozmawiałem z nimi po meczu z Getafe o rzeczach, nad którymi pracujemy, które widzimy mecz po meczu i opowiedziałem im trochę o dniu świstaka, ale… Nikt nie wiedział, co to jest. To faktycznie prawda, że jestem z innego pokolenia, bo zapytałem ich, czy oglądali „Dzień Świstaka” [amerykański film z 1993 roku] i nikt go nie widział [śmiech]. To znaczy, że jestem już bardzo stary [uśmiech]. Asencio odpowiedział, że to normalne, bo przecież ten film miał premierę dziesięć lat przed jego narodzinami, więc faktycznie było to skomplikowane. Ale bardzo na to nalegam i chcę, żeby uwierzyli w to, że są bardzo dobrzy, ale że potrzebujemy też bycia bardzo dobrym zespołem. Że musimy wychodzić na boisko, wiedząc, co chcemy zrobić, jak możemy zranić rywala i jak musimy bronić się przed wszystkimi jego zaletami. To robi się myśląc kolektywnie. W futbolu oczywiście są pojedynki jeden na jednego, bo grasz 11 na 11, ale na przykład lewoskrzydłowy ma pojedynek z prawym obrońcą czy napastnik ze stoperem. Jednak to wszystko polega na byciu drużyną, na walce, na uwierzeniu w tę ideę. I nawet jeśli wielu ludzi uważa inaczej, to myślę, że mecz w Vigo był dla nas dużym krokiem naprzód ze względu na to, jak zagraliśmy i jak wygraliśmy. Oby to mógł być punkt zwrotny, ale [śmiech] w sobotę trzeba to znowu pokazać przeciwko drużynie, która gra o dużą stawkę, która będzie chciała rozegrać tu swój mecz, da z siebie wszystko i miała cały tydzień, żeby się do niego przygotować. My, jak przy wielu innych okazjach, nie będziemy mogli przygotować absolutnie niczego. Więc teraz pozostaje odpocząć i oby, tak jak mówisz, to był punkt zwrotny i żebyśmy wyszli w sobotę przeciwko Elche, wierząc w to, co musimy zrobić, żeby wygrać mecz.
[Radio Marca] Patrząc na to, jak podchodziliście do tego dwumeczu i sięgając pamięcią daleko wstecz, aż do 2016 roku, kiedy też nie byliście faworytami w tamtej Lidze Mistrzów, po nierównym sezonie z Benítezem i z Zidane’em... To też chyba był twój ostatni sezon jako piłkarza…
Tak, tak [śmiech].
Czy można doszukiwać się podobieństw między tamtą Ligą Mistrzów a tym, co może się wydarzyć teraz?
Nie, absolutnie nie. Wygraliśmy tylko jeden mecz i jasne, że to była wielki wieczór dla Bernabéu i dla chłopaków, ale w tym klubie świętuje się tytuły. Nie możemy świętować zwycięstw, a już na pewno nie zwycięstw, które na ten moment nigdzie nas jeszcze nie doprowadziły i które nie dały nam żadnego awansu. Jesteśmy w połowie dwumeczu, w jego przerwie. Prowadzimy trzema golami, ale mamy rywala, który jeśli choć trochę się rozluźnimy, to każe nam za to drogo zapłacić. Widzę to bardzo jasno. Musimy wyciągnąć wnioski z wielu innych sytuacji, kiedy odrabiano straty 0:3, bo widzieliśmy to już nie raz. Więc nic z tych rzeczy, żadnego rozluźnienia. Trzeba dobrze się zregenerować i być gotowym na kolejną bitwę, którą odbędzie się w Manchesterze. Bardzo trudną bitwę.
[La Razón] Ancelotti mawiał, że kiedy jedzie się na rewanż z tak dużą przewagą, to drużyna czasem ma wątpliwości, czy wyjść wyżej, czy może czekać na rywala. Nie wiem, czy ty już masz jasność, jak zaplanować ten wtorkowy mecz?
Zobaczymy. Jeszcze raz obejrzymy i przeanalizujemy mecz. Sprawdzimy, gdzie stwarzali nam zagrożenie i popatrzymy trochę na to, co oni mogą spróbować zrobić. Na pewno coś zmienią [śmiech], ale dla mnie idea musi być ta sama: walczyć o każdą minutę, od 1. do 90., walczyć, dać z siebie wszystko, pomagać sobie nawzajem, robić im krzywdę także z piłką przy nodze. Uważam, że to jedna z najważniejszych rzeczy i jeden z najważniejszych przekazów, jakie padły na końcowej odprawie. Musimy być drużyną, która potrafi im zrobić krzywdę także z piłką, która potrafi rozegrać piłkę, odpocząć z piłką i oczywiście szukać bramki przeciwnika. Szkoda, że nie strzeliliśmy jeszcze jakiegoś gola więcej, ale myślę, że piłkarze zagrali naprawdę bardzo dobrze. A teraz pozostaje odpocząć i myśleć o Elche.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze