Advertisement
Menu
/ marca.com

De León: Wygranie Ligi Mistrzów świętowaliśmy tak, jakby to było czymś normalnym

Jeremy de León w latach 2024-2025 był zawodnikiem Castilli, ale zasłynął głównie z tego, że w sezonie 2023/24 otrzymywał powołania na mecze Ligi Mistrzów pierwszego zespołu Realu Madryt i w pewnym momencie stał się swego rodzaju talizmanem dla ekipy Carlo Ancelottiego. Poniżej przedstawiamy zapis wywiadu, jakiego Portorykańczyk udzielił dziennikowi MARCA.

Foto: De León: Wygranie Ligi Mistrzów świętowaliśmy tak, jakby to było czymś normalnym
Jeremy de León. (fot. X)

Dużo cię kosztowała decyzja o opuszczeniu Realu Madryt?
Tak, oczywiście opuszczenie Realu Madryt nie jest łatwe, ponieważ to było moje marzenie od dziecka i od zawsze to był dla mnie najlepszy klub na świecie. I tak, było bardzo trudno. Ale cóż, to są decyzje, które piłkarz musi podejmować, aby móc kontynuować swoją karierę.

Przed odejściem rozmawiałeś z Arbeloą, który miał zostać nowym trenerem Castilli?
Nie, z Arbeloą nie było żadnej rozmowy. Bardziej rozmawiałem z moją rodziną, z moimi agentami i… Podjęliśmy decyzję o odejściu i o tym, żeby poszukać czegoś innego.

Patrzysz na to jak na rozczarowanie, że nie zostałeś w Realu Madryt?
Oczywiście, że tak, ponieważ moim marzeniem było zostać. Im dłużej byłbym w Realu Madryt, tym lepiej dla mnie. Ale cóż, ostatecznie podjęliśmy decyzję o odejściu.

Jakie masz wspomnienia ze swojego półtora roku w Castilli?
Bardzo dobre. Ostatecznie przeszedłem z gry w Portoryko do transferu do Realu Madryt, najlepszej drużyny na świecie. To było dla mnie wszystkim i dobrze było móc przeżyć to doświadczenie.

Do Realu Madryt przychodziłeś z dużymi nadziejami i wzbudzałeś wielkie oczekiwania. Ostatecznie jednak wydaje się, że nie było tej chemii z Raúlem. Co się stało?
Z Raúlem był trochę skomplikowany temat. Przyszedłem w połowie sezonu, on miał już zbudowaną drużynę i trudno było w nią wejść. Również z powodu kontuzji nie mogłem złapać odpowiedniej regularności.

Tłumaczył ci to jakoś? Ponieważ przychodziłeś jako ważne wzmocnienie.
Nie, na poziomie osobistym wszystko było bardzo dobrze. Cały czas się ze mną komunikował. Ostatecznie przychodzisz do Realu Madryt i musisz się liczyć z dużą konkurencją. Tam są najlepsi piłkarze i jest trochę trudno, ale cóż – ja zawsze byłem do dyspozycji jego i do dyspozycji klubu.

Masz pewne wyrzuty, że jednak zasłużyłeś na trochę więcej szans?
Tak, myślę, że były takie momenty, w których czułem, że zasługuję na więcej, że mógłby mi dać więcej. Ale cóż, ostatecznie do on decyduje i to on rządzi.

Z drugiej strony miałeś okazję doświadczyć powołań na Ligę Mistrzów od Ancelottiego. Jak przeżywałeś te wyjazdy?
Ancelottiego darzę wielkim ciepłem. To on razem z Solarim uwierzyli we mnie i zabierali mnie ze sobą. I szczerze mówiąc, przeżywałem to wszystko, ale w tamtym momencie nie byłem do końca tego świadomy, ponieważ byłem w środku tego wszystkiego. Zdajesz sobie z tego sprawę bardziej wtedy, gdy patrzysz na to z zewnątrz. Przeżywanie tego wszystkiego z tymi ludźmi było dla mnie czymś pięknym.

Kto poinformował cię o twoim pierwszym powołaniu w Lidze Mistrzów na wyjazd do Manchesteru na ćwierćfinałowy rewanż z City?
Jednego wieczoru zadzwonił do mnie Chendo i powiedział mi o tym, jakby to było coś zupełnie normalnego. Zadzwonił i powiedział mi, że jutro mam być gotowy na wyjazd. I od tamtego momentu już tak zostało. Później pojechałem też do Monachium i na finał w Londynie.

Jakie wspomnienia z tych wyjazdów? Jakaś anegdotka?
Cóż, pamiętam to, że byłem talizmanem drużyny i było na ten temat dużo żartów. Jedną z zabawnych historii było to, gdy podczas jednego z wyjazdów z Realem Madryt chyba Ceballos wstawił moje zdjęcie jak śpię. Nie wiem, czy to widzieliście, ale napisał wtedy coś o amulecie czy coś w tym stylu. To było bardzo, bardzo zabawne.

Denerwowało cię to, że nazywano cię talizmanem?
Traktowaliśmy to jak żart. Nie, nie, absolutnie mnie to nie denerwowało. To było zdrowe. Było dobrze.

Jak sobie radziłeś w szatni Realu Madryt? Dobrze cię przyjęli? Dołączyłeś do ich grupy na WhatsAppie?
Tak, tak. Było mi z nimi bardzo dobrze. Ostatecznie z zewnątrz patrzysz na nich jak na jakichś superbohaterów czy zupełnie innych ludzi, ale gdy jesteś już w środku, możesz dostrzec jak dobrymi i normalnymi są osobami.

Co mówił ci Ancelotti podczas tych zgrupowań przed Ligą Mistrzów?
Z Ancelottim zawsze miałem dobre relacje. Prawda też jest taka, że za dużo z nim nie rozmawiałem, ale czasami sobie ze mną żartował i zawsze dawał mi dobre wskazówki. Mówił mi, żebym uwierzył w siebie.

Jak wspominasz finał na Wembley? To był bez wątpienia szczególny dzień.
Dopiero teraz bardziej zdaję sobie z tego sprawę, patrząc na to wszystko z zewnątrz. Dostrzegasz jak to było ważne i jakie to miało znaczenie. Wspomnienia ze świętowania, pobytu na Wembley, bycia razem z nimi… Prawda jest taka, że to było szaleństwo.

Jak wyglądało świętowanie?
Byłem zaskoczony, ponieważ było zupełnie normalnie. Myślałem, że będą bardziej świętować, ale to wyglądało tak jakby wygranie Ligi Mistrzów było czymś normalnym.

Kolejne starcie Realu Madryt z Manchesterem City w Lidze Mistrzów. Dwumecz, przy okazji którego dołączyłeś do pierwszej drużyny w 2024 roku. Wracają wspomnienia?
Tak, przypominają się wszystkie te piękne momenty, które przeżyłem. Nie mogę się doczekać, aby teraz móc to przeżyć nieco inaczej. Sam dwumecz? Ja zawsze wierzę w Real Madryt. Nie ma znaczenia, w jakiej są formie – zawsze wierzę w moją drużynę. Nie mogę się już doczekać.

Utrzymujesz kontakt z Bellinghamem, Viníciusem i resztą?
Tak, z większością utrzymuję dobry kontakt. Czasami komentujemy sobie publikacje na Instagramie. Tak, mam z nimi dobre relacje.

Czy ktoś żartował sobie z tobą w ostatnich dniach na temat twojej roli talizmanu?
Nie, z nikim na ten temat nie rozmawiałem.

A teraz w szatni Hérculesa twoi koledzy interesowali się tymi twoimi europejskimi wyjazdami, które zakończyły się La Decimoquintą?
Tak, często mnie o to pytają – pytają, jak to wszystko wyglądało, jak to przeżywałem. Myślę, że ostatecznie to marzenie każdego piłkarza, aby móc coś takiego przeżyć od środka, a teraz sam mogę to opowiadać z pierwszej ręki.

Kto zaskoczył cię najbardziej podczas treningów pierwszej drużyny?
Dla mnie wszyscy byli bardzo dobrzy, ale szczególnie podobał mi się Rodrygo. Ze względu na jego jakość w grze na małych przestrzeniach. Również Vinícius, Jude… Prawda jest taka, że są niesamowici.

Strzeliłeś jakiegoś gola Courtois?
To było prawie niemożliwe. Ale tak, coś tam strzeliłem.

Po transferze do Realu Madryt stałeś się fenomenem również poza boiskiem, zwłaszcza w twoim rodzinnym Portoryko. Jak do tego podchodzisz?
To było niczym sen. Spowodowało to wielkie boom w Portoryko i myślę, że to było coś, co otworzyło wiele nowych dróg na dzieci stamtąd, które zobaczyły, że skoro ja to osiągnąłem, to one również mogą to zrobić. I myślę, że wcześniej patrzyliśmy na to jak na coś niemożliwego, ale cóż – teraz krok po kroku poziom w Portoryko zaczyna rosnąć.

Widzisz w Portoryko potencjał na to, aby któregoś dnia awansować na mundial?
Teraz przy tym całym boom naprawdę mocno się poprawiliśmy. Myślę, że wykonywana tam jest bardzo dobra praca. To jasne, że teraz jesteśmy jeszcze od tego dosyć daleko, ponieważ Portoryko nigdy nie było piłkarskim krajem, ale myślę, że teraz wszystko idzie bardzo dobrze i to jeden z powodów, dla którym tam z nimi jestem. Aby zaprowadzić ich jak najdalej się da.

W tym sezonie grasz na wypożyczeniu w Hérculesie. Jak ci idzie?
Cóż, postanowiłem tutaj przyjść, ponieważ ci ludzie we mnie uwierzyli i chciałem też odzyskać swój rytm, wrócić do gry i móc być szczęśliwym.

Atmosfera w szatni Hérculesa różni się od tej w Castilli?
Jest jedną z najlepszych, w jakich byłem. Dobrze się z nimi rozumiem, to bardzo zdrowa i również zabawna szatnia. Do tego też przypominają mi trochę to wszystko związane z talizmanem.

Jak widzisz swoją przyszłość? Etap w Realu Madryt jest już dla ciebie zakończony czy chciałbyś któregoś dnia wrócić do Valdebebas?
Real Madryt od dziecka zawsze był moim marzeniem i nigdy nie powiem, że jest to dla mnie zakończone. Czy będę częścią Realu Madryt, czy też nie – to marzenie we mnie pozostanie.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!