Advertisement
Menu
/ YouTube.com, realmadrid.com, vozpopuli.com

3,4 miliona euro gotówki i znacznie szerszy kontekst – co naprawdę pokazuje sprawozdanie Realu Madryt?

Ramón Álvarez de Mon, socio Realu Madryt, youtuber, prawnik i współpracownik hiszpańskich mediów, który wielokrotnie podawał wiarygodne informacje dotyczące Królewskich, na swoim kanale zajął się śródrocznym sprawozdaniem finansowym Królewskich. W analizie pomógł mu Tomás Rubio, który jest ekonomistą i analitykiem finansowym.

Foto: 3,4 miliona euro gotówki i znacznie szerszy kontekst – co naprawdę pokazuje sprawozdanie Realu Madryt?
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

Śródroczne sprawozdanie finansowe Realu Madryt na 31 grudnia 2025 roku wywołało sporo komentarzy po tym, jak część mediów skupiła się niemal wyłącznie na jednej liczbie: 3,4 miliona euro gotówki na koniec grudnia. Ramón Álvarez de Mon i Tomás Rubio spojrzeli jednak na ten dokument znacznie szerzej. Z ich analizy wyłania się obraz klubu, który nadal pozostaje rentowny i opiera się na bardzo mocnych fundamentach, ale jednocześnie działa dziś pod wyraźnie większą presją płynności niż w idealnym scenariuszu. To ważna różnica, bo między napięciem finansowym a alarmem jest jeszcze spora przestrzeń.

Najbardziej nośnym elementem całej historii okazała się oczywiście kwota 3,4 miliona euro gotówki. Brzmi mocno i dobrze nadaje się do nagłówków, ale sama w sobie nie wyjaśnia jeszcze sytuacji klubu. Álvarez de Mon i Rubio, którzy jako pierwsi zajęli się analizą sprawozdania Królewskich, od początku podchodzili do tej liczby z większą ostrożnością. Zwracali uwagę, że śródroczne sprawozdanie pokazuje stan na konkretny dzień, a nie pełny, zamknięty obraz całego sezonu. W trakcie roku obrotowego wpływy i wydatki nie rozkładają się przecież równomiernie, a moment ujęcia przychodu w księgach nie zawsze pokrywa się z rzeczywistym wpływem pieniędzy na konto.

3,4 miliona euro brzmi mocno, ale nie mówi wszystkiego
Najbardziej nośny okazał się tekst Joaquína Hernándeza Radera, który pojawił się na hiszpańskim portalu Vozpópuli pod wyraźnie sensacyjnym tytułem: Real Madryt miał do dyspozycji zaledwie 3,4 miliona euro w gotówce przed zimowym oknem transferowym”. Tę narrację szybko podchwyciła potem część polskich portali, a niektóre z nich bezmyślnie przetłumaczyły tekst, nie dodając do niego żadnego kontekstu. A ten jest bardzo ważny, bo mowa o śródrocznym, niepodpisanym przez audytora sprawozdaniu na 31 grudnia 2025 roku, a nie o końcowym rozliczeniu całego sezonu.

Rok temu, na tym samym etapie sezonu, Real Madryt wykazywał 61 milionów euro gotówki. Z analizy tych danych wynika jednak, że zdecydowana większość tej kwoty była związana z projektem przebudowy Bernabéu, a do bieżącej działalności klubu można było realnie odnosić około 4 milionów euro. Podobnie wyglądało to dwa lata wcześniej, gdy przy około 190 milionach euro wykazywanej gotówki istotna część środków również była powiązana ze stadionem. Dlatego sam punktowy stan gotówki trzeba czytać razem z jej strukturą, a nie wyłącznie jako prostą miarę swobody finansowej klubu. To szczególnie ważne, bo sensacyjny ton części publikacji opierał się na sugerowaniu, że klub znalazł się nagle w wyjątkowej sytuacji, choć podobne sytuacje w grudniu widzieliśmy już wcześniej, a później Real zamknął sezon w bardzo dobrej sytuacji finansowej.

Sam Real w audytowanym raporcie za sezon 2024/25 pisał o excellent cash position and a healthy balance sheet, wskazując 166 milionów euro gotówki oraz 425 milionów euro niewykorzystanych linii kredytowych na 30 czerwca 2025 roku. Z kolei w śródrocznym sprawozdaniu na 31 grudnia 2025 roku mowa już o liniach kredytowych o łącznej wartości 475 milionów euro, z których klub uruchomił część na potrzeby bieżącej płynności. Te liczby nie wykluczają się więc, tylko odnoszą się do różnych momentów i pokazują, że sytuację Realu trzeba oceniać w szerszym kontekście niż jeden nośny nagłówek o 3,4 miliona euro.

Drugi problem z tekstem Vozpópuli jest równie widoczny. Najpierw eksponuje on punktowy stan gotówki z końca grudnia, a potem dorzuca do obrazu całe wieloletnie finansowanie Bernabéu, z terminami spłaty sięgającymi 2053 roku, żeby optycznie powiększyć skalę problemu. Formalnie te liczby oczywiście istnieją, tylko mieszanie bieżącej płynności z długoterminowym finansowaniem infrastrukturalnym zaciemnia obraz, zamiast go porządkować. 

Co istotne, nawet sam tekst budujący sensację zawiera dane, które ten sensacyjny ton osłabiają. Real tłumaczy tam spadek gotówki koncentracją większej liczby płatności niż wpływów w pierwszej połowie sezonu, a dodatkowo dysponował liniami kredytowymi o łącznej wartości 475 milionów euro i uruchomił z nich około 100 milionów na potrzeby bieżącej płynności. Innymi słowy, z dokumentu nie wynika, że klub nagle stracił zdolność działania, tylko że funkcjonuje dziś przy ciaśniejszym marginesie bezpieczeństwa i musi bardzo uważnie zarządzać przepływami.

Prawdziwe wyzwanie leży gdzie indziej: w wykonaniu budżetu
Po odsunięciu na bok całego szumu wokół 3,4 miliona euro zostaje kwestia naprawdę najważniejsza, czyli wykonanie budżetu. Jak wyliczał Rubio, na 31 grudnia Real Madryt miał 571 milionów euro zwykłych przychodów, podczas gdy rok wcześniej na tym samym etapie było to 589 milionów. Sam spadek nie jest dramatyczny, ale nabiera znaczenia, gdy zestawi się go z planem na cały sezon. Budżet zakłada bowiem 1 miliard 248 milionów euro przychodów, co oznacza, że w drugiej części roku klub musi wypracować aż 676 milionów.

Álvarez de Mon i Rubio nie stwierdzili, że wykonanie budżetu jest nierealne, bo nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie Real rozłożył w czasie wpływy z poszczególnych źródeł. Zaznaczali jednak wyraźnie, że klub stawia sobie bardzo wymagające zadanie i potrzebuje drugiego półrocza wyraźnie mocniejszego od pierwszego. Innymi słowy, prawdziwy temat nie brzmi dziś „czy Real ma tylko 3,4 miliona euro”, lecz raczej „czy Real zdoła dowieźć bardzo ambitny plan przychodowy do końca sezonu”.

W tym kontekście duże znaczenie ma obszar komercyjny. Álvarez de Mon i Rubio zwracali uwagę, że samo przedłużenie umowy z Emirates jest bez wątpienia dobrą wiadomością i wzmacnia stabilność przychodową klubu. Trzeba jednak doprecyzować, że kwota około 74 milionów euro rocznie odnosiła się do dotychczasowej umowy, natomiast nowe porozumienie ma być warte więcej, choć jego dokładna wartość nie została jeszcze ujawniona. Równocześnie podkreślali, że na dziś wciąż nie widać jeszcze pełnego efektu części projektów, z którymi wiązano spore oczekiwania. Rubio wskazywał między innymi na przychody z licencji na miejsca premium na stadionie, które nie gwarantują jeszcze oczekiwanych przychodów. Podobnie oceniał szerszy obszar marketingu i sponsoringu, właśnie tam widząc jedno z głównych pól do poprawy w drugiej części roku.

Rentowność została, komfort zmalał
Po stronie kosztów obraz jest bardziej złożony, ale również daleki od katastroficznego. Z jednej strony Real Madryt nadal zamknął półrocze z zyskiem w wysokości 5,2 miliona euro. To wynik wyraźnie słabszy niż 29,4 miliona rok wcześniej, ale wciąż dodatni, co samo w sobie ma znaczenie. Z drugiej strony wyraźnie wzrosły wydatki na personel. Jak wskazywał Rubio, na tym etapie sezonu wyniosły one 277 milionów euro wobec 239 milionów rok wcześniej. To właśnie koszty kadry najmocniej ściskają dziś finansowy margines klubu.

Jednocześnie rozmówcy zwracali uwagę, że część innych kosztów operacyjnych spadła. To ważna informacja, bo pokazuje, że Real nie traci kontroli nad codziennym funkcjonowaniem i wciąż potrafi ograniczać część wydatków poza wynagrodzeniami. Obraz, który się z tego wyłania, nie przypomina więc klubu wymykającego się spod finansowej kontroli. Bardziej przypomina organizację prowadzącą jednocześnie bardzo kosztowny projekt infrastrukturalny, utrzymującą drogi aparat sportowy i czekającą na przychody, które mają wejść w dalszej części sezonu.

W takim układzie rośnie znaczenie finansowania przejściowego. Rubio zwracał uwagę, że dodatkowe środki pozyskane przez klub nie muszą oznaczać trwałego pogorszenia sytuacji, bo część tego zadłużenia może zostać spłacona jeszcze w trakcie roku, gdy pojawią się kolejne wpływy. To nie jest sytuacja komfortowa, ale równie daleko jej do obrazu klubu stojącego nad przepaścią.

Rubio zwracał też uwagę, że z jego odczytu dokumentów wynika pozyskanie około 123 milionów euro finansowania bankowego w pierwszym półroczu sezonu, wobec około 100 milionów rok wcześniej. Pokazuje to, że obecne napięcie płynnościowe nie jest wyłącznie wrażeniem wynikającym z niskiego stanu gotówki, lecz ma też odzwierciedlenie w większej skali korzystania z finansowania zewnętrznego. Jednocześnie nie wiadomo dokładnie, na co w praktyce przeznaczono całe te 123 miliony euro ani jaka ich część mogła mieć związek z dalszymi pracami wokół stadionu, w tym z próbami rozwiązania problemów akustycznych Bernabéu. Można przypuszczać, że przez dwa ostatnie sezony całkowity koszt projektu stadionowego wzrósł, ale bez pełnego rozpisania tych pozycji nie da się tego rozstrzygnąć z całkowitą pewnością. Rubio doprecyzowywał też strukturę tego finansowania. Jedną z pozycji było 25 milionów euro uruchomione z linii kredytowych, których łączny limit zwiększono do 475 milionów euro. Te konkretne środki miałyby zostać spłacone w 2028 roku, podczas gdy pozostała część finansowania wyglądała raczej na bardziej krótkoterminową i związaną z bieżącym zarządzaniem płynnością.

Nie oznacza to jednak, że klub byłby całkowicie sparaliżowany na rynku. Gdyby ostatniej zimy pojawiła się wyjątkowa okazja transferowa, choćby na poziomie piłkarza klasy Vitinhi czy Haalanda, Real miał narzędzia, by uruchomić dodatkowe środki z dostępnych linii kredytowych i sfinansować taki ruch bez najmniejszego problemu.

Bernabéu nadal jest kluczem
Duże znaczenie w całej układance nadal ma Bernabéu. Stadion pozostaje najważniejszym aktywem strategicznym Realu i to wokół niego klub buduje znaczną część przyszłego wzrostu przychodów. Jednocześnie właśnie z tym projektem wiążą się ogromne nakłady, wysokie oczekiwania i skomplikowany obraz księgowy. Dlatego sprowadzanie całej dyskusji do prostego hasła o 3,4 miliona euro w kasie jest zwyczajnie zbyt łatwe. Znacznie sensowniejsze pytanie brzmi dziś nie „czy Real ma problem”, tylko „czy Real zdoła w drugiej części sezonu zamienić swoje aktywa, projekty i umowy komercyjne w realny dopływ gotówki oraz domknąć budżet bez większego uszczerbku”.

Najuczciwszy wniosek jest więc taki, że Real Madryt nie znajduje się w sytuacji alarmowej, ale nie porusza się też z dużym zapasem swobody. Klub nadal jest rentowny, nadal ma silne fundamenty komercyjne i nadal może domknąć sezon zgodnie z planem. Jednocześnie na półmetku roku obrotowego wszedł w 2026 rok z niewielką liczbą gotówki, koniecznością wspierania płynności finansowaniem zewnętrznym i wyraźną presją na bardzo mocne drugie półrocze.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!