Laporta: Z Realem zawsze jest tak samo, gdy ma kłopoty, to otrzymuje pomoc sędziowską, zawsze coś się wydarza
Joan Laporta rozmawiał z dziennikarzami przed dzisiejszym meczem Barcelony w Bilbao. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi obecnego kandydata na prezesa Dumy Katalonii.
Joan Laporta. (fot. Getty Images)
Wczoraj, kiedy oglądał Pan mecz w domu i przy stanie 1:1 Realu zbliżała się 90. minuta, obawiał się pan, że znowu coś się wydarzy?
Proszę spojrzeć, wczoraj byłem na wydarzeniu w Vilafrance i było ono spektakularne. Tłumaczyliśmy tam socios klubu z Vilafranki oraz kibicom Barçy, jaką pracę wykonaliśmy, co zrobiliśmy przez ostatnich pięć lat, przejmując klub ze stadionem, który się rozpadał, z zespołem, który nie wygrywał i z klubem zrujnowanym finansowo. Wyjaśnialiśmy, że po pięciu latach mamy nowy stadion, świetną drużynę i zdrowy finansowo klub. Chcemy dalej iść tą drogą, żeby dokończyć całe to dzieło. Byliśmy tam z barcelonistami z Vilafranki i to było wspaniałe. Po wydarzeniu wszystko tak się przeciągnęło, że zostaliśmy tam na kolacji i w czasie kolacji ustawili nam telewizor. Dzięki Bogu się zepsuł.
Śledziliśmy więc mecz w telefonie i kiedy doliczono pięć minut, a zegar pokazywał już 94. minutę, najpierw zobaczyliśmy słupek po strzale Iago Aspasa. Nie mogę ocenić tej akcji, bo nie widziałem jej w całości, ale widziałem, że piłka trafiła w słupek. A potem okazało się, że w następnej akcji zawodnik Celty miał piłkę, został sfaulowany, gra toczyła się dalej i Real strzelił gola w ostatniej minucie. Rozumiem, że VAR, tak jak zrobił to przeciwko nam na Anoecie, jeśli dobrze pamiętam, chodziło o gola Lamine'a, ale wcześniej był faul Olmo, tamten faul odgwizdano, a wczoraj już nie. Z Realem zawsze jest tak samo, gdy ma kłopoty, to otrzymuje pomoc sędziowską, zawsze, zawsze coś się wydarza. Szczęście? Szczęście chciałby mieć każdy, ale są ludzie, którzy pomagają im to szczęście mieć.
Panie prezesie, pan Font zaczął od mówienia o Barcelonie Negreiry, a skończył na mówieniu o najlepszej Barcelonie w historii, tej, której prezesem był zresztą pan. Mówi się, że tylko mądry potrafi się poprawić, a jak nazwać sytuację, gdy ktoś tego nie robi?
Jako upór, zacietrzewienie. Każdy robi jednak to, co uważa za stosowne. Ja już powiedziałem to, co moim zdaniem, jako culé i barcelonista, powinienem powiedzieć. Poprosiłem go, żeby się z tego wycofał. Nie zrobił tego, więc to już jego sprawa, jego problem. Uparte trwanie przy takim temacie… można jeszcze zrozumieć, że komuś zdarzy się wpadka, prawda? Uważam jednak, że to było nie na miejscu i że okazał brak szacunku wobec barcelonismo. W tym sensie widzę po prostu, że taka jest natura Fonta. Barçy, którą wspólnie odbudowaliśmy, nie możemy zostawić w rękach technokraty, który, jestem o tym przekonany, znowu doprowadziłby ją do ruiny, bo nie ma doświadczenia z Barçą i zarządza nią sprzed komputera. A Barçę prowadzi się głową, sercem i codzienną ciężką pracą, podejmując decyzje, które sprawiają, że klub funkcjonuje i funkcjonuje dobrze.
To właśnie dzieje się teraz dzięki decyzjom podjętym przez zarząd, któremu miałem zaszczyt przewodniczyć. Przeżywamy dobry moment w historii Barcelony. Jesteśmy liderem La Ligi, dziś, jeśli wygramy na San Mamés, będziemy mieli cztery punkty przewagi, mamy nowy stadion – Spotify Camp Nou – i zdrową sytuację finansową. I nie mówię tego tylko ja. Mówi o tym Deloitte, Morningstar, Transfermarkt, La Liga, Komitet Ekonomiczny La Ligi, UEFA, mówią o tym ekonomiści o uznanej renomie.
Naprawdę, nie można zaprzeczać faktom. Nie możemy oddać klubu w ręce człowieka, który zaprzecza oczywistościom i nie ma w sobie dość pokory, by uznać, że przez ostatnie pięć lat wykonano w klubie wielką pracę. Trzeba mieć więcej pokory i umieć odłożyć na bok własną próżność, żeby przyznać, co zostało zrobione dobrze. Nie możemy też oddać klubu w ręce człowieka, który uprawia demagogię opartą na kłamstwach, który próbował wmówić, że zamienimy klub w spółkę akcyjną. Fakty temu przeczą. Barça nadal należy do swoich socios. I to jest zasługa pracy wykonanej przez zarząd, któremu mam zaszczyt przewodniczyć. Jeśli będziemy działać dalej, to właśnie my gwarantujemy, że Barça zawsze będzie należała do swoich socios.
Próbowano też mówić wiele rzeczy, które nie są prawdą albo które są rzekomymi propozycjami z jego strony. Większość jego propozycji, właściwie wszystkie, ponieważ przychodził na spotkania dotyczące reformy statutu, usłyszał właśnie tam. Przyłącza się do tego, wpisuje to sobie do komputera i uważa, że to jego pomysły. Kiedy mówi, że trzeba statutowo zabezpieczyć własność klubu, to przecież my mówimy o tym od dawna. Chcemy, by ewentualne zmiany musiały zostać zatwierdzone w referendum oraz przez trzy czwarte wszystkich członków klubu. Chcemy wspierać większy udział socios, zgromadzenia hybrydowe oczywiście będą zapisane w statucie, kiedy reforma zostanie zatwierdzona.
A potem mówi oczywistości, o których od dawna mówimy i próbuje przedstawiać je jako swoje. Na przykład, że z listy oczekujących ponad 5000 socios stanie się posiadaczami karnetów. Tak, przecież mówimy o tym od dawna. To żadna nowość. Tak samo jak to, że po zakończeniu budowy stadionu 80 procent miejsc będzie przeznaczonych dla karnetowiczów. To też powtarzamy od dawna. To oczywistość. On zaprzecza faktom, rzuca kłody pod nogi, a jego propozycje to banały, które już wcześniej wyjaśniliśmy. Dlatego nie możemy oddać Barçy w ręce Víctora Fonta. To byłaby lekkomyślność.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze