Piszesz w swojej nowej książce: pracowałem dla właścicieli, którzy chcieli wszystkiego w Milanie, w Chelsea i w Paris Saint-Germain, więc myślałem, że widziałeś już wszystko, jeśli chodzi o oczekiwania prezesów, ale potem zadzwonili do mnie z Realu Madryt. [śmiech obu] Więc nie, nie widziałeś jeszcze wszystkiego.
Wymagania Realu Madryt są ogromne. Myślę, że każdy trener powinien trenować Real Madryt, aby móc powiedzieć: to jest maksimum. Real Madryt to maksimum pod względem wymagań, oczywiście. Pytanie brzmi: dlaczego Real Madryt jest najbardziej utytułowany?
Właśnie przez wymagania.
Tylko przez to. Tak, tylko przez to. Bo mają charakter, strukturę, kibiców, prezesa i wszystkich, którzy pracują z prezesem - w tym wszystkim są wymagania. Wygrywasz mecz, gratulują ci, ale nie zapominają powiedzieć, że jest kolejny mecz, jest kolejna Liga Mistrzów, jest kolejny Superpuchar.
To całkiem normalne, że wygrasz Ligę Mistrzów, a oni...
Oni mówią: trzeba wygrać następną.
Albo mówią: jak wy możecie nas tak męczyć swoją grą? [śmiech obu] Jakby w piłkę nożną dało się grać inaczej.
To właśnie to. Oczywiście jest także sposób, w jaki jest zorganizowany. To wciąż klub piłkarski. Sposób zarządzania prezesa i tych, którzy są blisko niego, jak [dyrektor generalny] José Ángel, a także przez lata sukces budowania fantastycznego pokolenia piłkarzy, które niestety w tym okresie dobiega końca. Ale nie chodzi tylko o poziom sportowy.
Mówiąc o wymaganiach, piszesz, że Florentino zaprowadził cię, żebyś zobaczył Puchary Europy. Było ich dziewięć. I powiedział: „Tu jest tylko jeden problem – nie mamy dziesiątego”. [śmiech obu]
Odpowiedziałem: po to tu jestem! To była praktycznie obsesja. Bo Real Madryt był po 3 półfinałach z rzędu, nie dochodził do finału... To była prawie obsesja, ale myślę, że byliśmy w stanie przekształcić ją w motywację. Z tą motywacją poszło nam świetnie w Lidze Mistrzów... Przy odrobinie szczęścia.
I nerwów. [śmiech] Ten finał w Lizbonie...
A czy widziałeś kiedyś, żeby ktoś wygrał przez pecha?
Nie, niemożliwe. Niemożliwe. Zwłaszcza mundial. Gwiazdy muszą się ustawić w jednej linii, żeby wygrać mundial.
Dokładnie.
* * *
Możliwe, że gdyby finał w Lizbonie zostałby przegrany, wykułby twój nagrobek... A może i Florentino.
Tak, to możliwe. Ale tamten finał zmienił wszystko na dobre. Właśnie od tego finału zaczyna się wielka epoka Realu Madryt.
Do tego zaczęło się od tego golazo Ramosa, które na zawsze zostanie w historii.
Tak. Bo to jest to pokolenie: Carvajal, Nacho, Ramos, Pepe, Ronaldo…
Po czasie sama tak akcja stała się symbolem samym w sobie. Rzut rożny wykonuje Modrić, a głową strzela Ramos. Dwóch wielkich liderów pod względem charakteru, każdy na swój sposób.
Dokładnie. Jeśli spojrzysz na to pokolenie piłkarzy, zmieniając niektóre elementy w składzie, bo później odszedł Ronaldo, to nawet przy zmianie kilku elementów to pokolenie doszło do 2024 roku. Był Benzema, Kroos przyszedł potem po Lizbonie, do tego Modrić, Carvajal, Nacho, Casemiro, Marcelo – to jest to.
[tu zaczyna się fragment o Xabim Alonso i reakcji Viníciusa na zmianę w Klaysku]
* * *
W drugim etapie zaczęły się te mecze pucharowe Ligi Mistrzów, te magiczne remontady, te wyznaczające przeznaczenie z kilkoma meczami, które do dziś trudno wytłumaczyć. Opowiadasz o bardzo, bardzo dobrej historii z meczu z City, w którym w pewnym momencie zdejmujesz z boiska Casemiro, Modricia i Kroosa, którzy wydawali się fundamentem całego projektu. Ale kiedy Benzema strzela gola na 3:1, odwracasz się i pytasz Kroosa: „Co robimy? Gramy dalej tak samo czy coś zmieniamy?”. Mówisz o znaczeniu włączania zawodników w podejmowanie decyzji, bo kiedy uczestniczą w decyzjach, czują się bardziej zaangażowani.
Oczywiście. Również dlatego, że na przykład Kroos ma taktyczne wyczucie i doświadczenie. Kroos mógłby być trenerem. Tak samo jak Casemiro czy Modrić, oni wszyscy mają wiedzę niezbędną do tego, by rozumieć grę. Wiele pomysłów przychodziło mi właśnie dzięki rozmowom z zawodnikami. Na przykład Bellingham, kiedy przyszedł, chciałem wiedzieć, gdzie najbardziej lubi grać. To całkiem normalne, trzeba rozmawiać z piłkarzami i ja lubię to robić.
Jeśli nie pytasz, to skąd masz wiedzieć? Trzeba zadawać pytania, żeby dokładnie wiedzieć, gdzie czują się komfortowo.
Trzeba być jak najbardziej szczerym. A żeby być szczerym, relacja osobista musi być dobra, bo jeśli ktoś ci nie ufa, to nie otworzy się, boi się.
A jeśli się boi, będzie grał tak, żeby się nie pomylić, a to problem. Byłeś niedawno w Madrycie. Czy czujesz uznanie ze strony ludzi?
Tak, tak, jestem madridistą. Mam stały kontakt z Florentino, któremu przesyłam pozdrowienia. To samo z José Angelem. Ten okres był fantastyczny. Myślę też jednak, że to był właściwy moment, by...
Teraz na kolejne pytanie pewnie odpowiesz „nie”, ale i tak je zadam: czy klub prosił cię o opinię w sprawie ostatnich wydarzeń?
Nie. Nie, nie, nie. [śmiech] Ale mam tam przecież swoich zawodników i oczywiście, że ich oglądam. Mecz Realu Madryt zawsze wzbudza zainteresowanie.
Czy chciałbyś kiedyś wrócić do klubu w jakiejś roli, na przykład dyrektora sportowego, doradcy czy kogokolwiek, co pozwoliłoby ci pozostać blisko? W końcu twoja historia z Realem Madryt jest imponująca.
To dobre pytanie... Tak, oczywiście, że bym chciał. Pewnie, że tak...
Ale jednocześnie chciałbyś też przedłużyć kontrakt z Brazylią o cztery lata… A życie nie jest nieskończone.
Myślę, że na końcu raczej przedłużę umowę z Brazylią na cztery lata [uśmiech].
Tak?
Tak myślę. Ale przyznam ci się, że to inna i nowa praca, ale bardzo mi się podoba. To bardziej praca analityczna i obserwacyjna, ale bardzo mi się podoba.
Komentarze (21)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się