Plan B wraca na szarą kanapę
Zmiennicy Arbeloi nie popisali się w meczu z Osasuną i podają w wątpliwość plan rotacji.
Dani Carvajal podczas meczu z Osasuną nie radził sobie z Víctorem Muñozem. (fot. Getty Images)
„Jeśli ktoś nie jest zadowolony, to przychodzi na szarą kanapę”. Tam rozmawia się o minutach, roli w zespole albo o każdym innym wewnętrznym problemie. Twarzą w twarz, bez świadków. Przekaz od Álvaro Arbeloi w momencie, gdy Real Madryt zaczął wchodzić na właściwe tory, był jasny. To była komunikacja, która w Valdebebas zaczęła przynosić efekty, pozwoliła Królewskim odnieść cztery kolejne zwycięstwa oraz dała poczucie, że wszystkie elementy zaczynają do siebie pasować, zaczyna swój artykuł Joel del Río z Marki.
Dziennikarz stwierdza, że piłkarze, którzy jeszcze kilka tygodni temu sprawiali wrażenie oderwanych od drużyny, zaczęli prezentować zupełnie inną postawę, zarówno na treningach, jak i podczas spotkań. Było więcej intensywności, lepsza komunikacja na boisku i wyraźne poczucie wspólnego zaangażowania. Zawodnicy dotąd drugoplanowi zrobili krok naprzód, gdy dostali szansę gry, a liderzy wzięli na siebie większą odpowiedzialność. Aż do wyjazdu do Pampeluny.
Rotacje kontrolowane
Tam, podczas pierwszej próby obrony pozycji lidera po odebraniu jej zranionej Barcelonie, sztab szkoleniowy zdecydował się trzymać wcześniej ustalonego planu w obliczu morderczego terminarza. Rotacje kontrolowane. Dlatego, mając w perspektywie rewanżowy mecz Benficą, Real dokonał zmian w swoim podstawowym składzie, w którym brakowało oczywiście Jude’a Bellinghama.
Joel del Río zauważa, że wcześniej to przynosiło efekty i przeciwko Realowi Sociedad drużyna odpowiedziała właściwie. Kylian Mbappé odpoczywał z myślą o meczu z Lizbonie, a Asencio, by chronić kość piszczelową. W starciu z Osasuną i po meczu z Benficą zdecydowano się oszczędzić wracających po kontuzjach Antonio Rüdigera i Trenta Alexandra-Arnolda. Przekaz był jasny: wszyscy są ważni, ale trzeba odpowiednio zarządzać siłami. Problem polegał jednak na tym, że Plan B musiał obronić się na boisku i tego nie zrobił.
Szansa, która uciekła
Wynik zmusił do cofnięcia się o kilka kroków, bo nie zadziałało absolutnie nic: ani zmiany w wyjściowej jedenastce, ani sięgnięcie po zawodników spoza standardowych rotacji. Dani Carvajal, zanim został zmieniony w 60. minucie, miał ogromne problemy w grze na Víctora Muñoza i musiał być nieustannie asekurowany przez Fede Valverde. David Alaba również odczuł upływ minut w rozbitej drużynie.
Najbardziej ucierpiał Dani Ceballos. Pomocnik, który ostatnio stracił minuty na rzecz dwóch canteranos, wszedł na boisko, by przejąć kontrolę nad grą, ale ostatecznie stracił piłkę w kluczowym momencie przy golu na 2:1 dla gospodarzy. „Biorę na siebie odpowiedzialność”, przyznał po meczu zawodnik Hiszpan, u którego dodatkowo dziś zdiagnozowano kontuzję. Podobnie było z Brahimem Díazem, który już nie błyszczy tak, jak chociaż podczas Pucharu Narodów Afryki. Jeszcze bardziej niepokojąca jest sytuacja Franco Mastantuono, który zanotował trzeci kolejny mecz bez gry, oraz Frana Garcíi, który całkowicie zniknął z planszy.
Jedno wydaje się pewne: zawodnicy z Planu B nie mają innego wyjścia, jak wrócić na szarą kanapę i porozmawiać z Arbeloą. Bo na ten moment na boisku nie udowodnili, że zasługują na coś więcej, stwierdza dziennika Marki.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze