Drużyna nie do rozszyfrowania
Arbeloa po raz pierwszy przełknął gorycz porażki w lidze. Królewscy tym samym wystawili Barcelonie fotel lidera na tacy.
Dani Carvajal. (fot. Getty Images)
Kiedy wszystko wskazywało na to, że nowy projekt zaczyna się stabilizować, Real wpadł w kryzys, który skończył się zwolnieniem Xabiego. Wojna domowa, jakiej od dawna nie widziano w klubie, zaczęła rozpościerać widmo katastrofy. Real zdołał się mimo to podnieść, odrobił stratę do Barcelony i wskoczył na pierwsze miejsce w tabeli. Z Valencią, Realem Sociedad i Benficą drużyna dała powody, by myśleć, że znajduje się na fali wznoszącej, zaczyna swój tekst Joel del Río z dziennika MARCA.
Wczoraj Los Blancos mogli choć na moment odskoczyć Barcelonie na pięć punktów. Zespół rozegrał jednak spotkanie niegodne lidera i był wyraźnie gorszy od Osasuny. Sinusoida, w jaką wpadł Real, znów o sobie przypomniała. Trudno już jakkolwiek interpretować podopiecznych Arbeloi. Cały czas patrzy się na nich z podejrzliwością, a błąd może przydarzyć się w każdej chwili. Trener po ostatnim gwizdku sobotniego meczu stwierdził, że drużyna nie umie rozegrać trzech lub czterech z rzędu spotkań na wysokim poziomie. Zdanie to jest wyjątkowo prawdziwe, a na głębszym poziomie dowodzi błędów w zarządzaniu.
Z Osasuną po raz kolejny ujrzeliśmy wiele defektów, z jakimi nie radzą sobie Królewscy. Jednym z najbardziej widocznych jest brak klasowego środkowego pomocnika będącego w stanie wziąć ciężar gry na swoje barki, kiedy zespołowi nie idzie. Wejście do środka pola Camavingi w miejsce kontuzjowanego Bellinghama dodawało zespołowi solidności i przekonania. Z Osasuną Realowi przyszło jednak gonić wynik, co wcześniej nie wydarzyło się w starciach z Valencią, Realem Sociedad i Benficą. Na El Sadar znów widzieliśmy, że drużynie brak piłkarzy zdolnych przełamać zwarte szyki rywala. Jedyną alternatywą dla dryblingów Viniciusa i Mbappé wydają się błyski Gülera.
W Pampelunie zawiodła formuła, której tak sztywno trzymali się Królewscy, kiedy gra się nie klei – cudowne parady Courtois i gol za golem Mbappé. Belg zaliczył kapitalną interwencję przy stanie 0:0, ale następnie sprokurował rzut karny i nie miał nic do powiedzenia przy trafieniu na 2:1 dla gospodarzy. Kylian natomiast nie zdobył bramki od dwóch meczów, co jednak nie budzi powodów do niepokoju, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze osiągi. Francuz na listę strzelców wpisywał się 38 razy w 35 potyczkach. Martwić mogą natomiast odczucia, jakie budzi jego postawa uwarunkowana stanem lewego kolana.
Najgorzej wyglądała wczoraj mimo wszystko obrona. Arbeloa postawił od początku na Carvajala i Alabę, dwóch zawodników, którzy do tej pory praktycznie nie grali. Obaj udowodnili, że przed nimi jeszcze długa droga do odzyskania szczytowej formy. Pod nieobecność Huijsena i oszczędzanego Rüdigera partnerem Davida był Asencio. Stoper w niczym nie przypominał szybkiego i zdecydowanego gracza z poprzednich meczów. Zawahał się przy akcji z rzutem karnym i zawalił gola na 1:2.
Bez Antonio defensywa nie nadążała za rywalami, a Budimir i Raúl García obnażali wszelkie deficyty Alaby i Asencio. Austriak i Hiszpan przegrywali w pojedynkach zarówno w wąskiej przestrzeni, jak i biegowych, dawali się zdominować w powietrzu i nie radzili sobie na skrzydłach. Konfrontacja na El Sadar pokazała, że nawet połowa Rüdigera jest w tej chwili niezbędna oraz że Militão jest potrzebny na już.
Przed rewanżem z Benficą Real pozostaje faworytem, ale natura tej drużyny nie pozwala jej ufać ani w dobrych, ani złych chwilach. Nigdy nie wiadomo, którą ścieżką drużyna podąży w danym momencie, wieńczy swoją analizę Joel del Río.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze