Laporta odchodzi tylko na chwilę, ale przed tym zostawił wszystko dopięte na ostatni guzik, ze szczególnym uwzględnieniem ostatniej bomby, jaką zrzucił w sam środek okrętu Florentino Péreza. Nie ma w tym przypadku, że jego ostatnią świetną decyzją było odcięcie się od Realu Madryt razem z jego Superligą. Skutki tego są ogromne, również pod względem wyborczym, ponieważ uwydatniają smutną samotność Florentino, całkowicie już odsuniętego od centrum władzy w futbolu. I ten decydujący cios zadał mu nie kto inny, jak Joan Laporta i Estruch, obecnie kandydat na prezesa Barcelony.
W rzeczywistości cała kadencja Laporty była naznaczona strategią wykorzystywania prezesa Los Blancos do realizacji interesów Barçy. Hasło „Nie mogę się doczekać, by znów was zobaczyć”, które , było zapowiedzią tego, co później osiągnął, mistrzowsko podsycając ego prezesa Realu poprzez oddanie mu pałeczki ws. Superligi.
Można by napisać cały traktat o tym, jak Laporta wykiwał Florentino, ale w skrócie wyglądało to tak: z wyrachowanym entuzjazmem dołączył do projektu Superligi, bo jeśli by wypalił, przyniósłby Barcelonie ogromne pieniądze, a jeśli by się zawalił, to on wyskoczyłby z tonącego statku bez zapłacenia ani jednego euro, mając wcześniej zabezpieczoną klauzulę odejścia. Od tego momentu Florentino traktował go jak bliskiego przyjaciela, ułatwił mu uruchomienie kilku „dźwigni” i nie wdawał się w kontrowersje, które mogłyby zaszkodzić Barçy. Gdy zobaczył uścisk Laporty z Al-Khelaïfim, to zrozumiał wszystko, ale wtedy było już za późno, przegrał. A późniejsze wybuchy szału w sprawie Negreiry i sędziów jedynie jeszcze brutalniej obnażyły jego porażkę i osamotnienie.
Komentarze (81)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.