„Jako trener chcesz mieć na boisku takiego zawodnika jak Arbeloa”
Były zawodnik i sekretarz techniczny Realu Madryt oraz były trener Castilli, Miguel Ángel Portugal, udzielił wywiadu dziennikowi AS. Poniżej przedstawiamy zapis tej rozmowy.
Miguel Ángel Portugal (po środku) w trakcie rozmowy z dziennikarzami ASa. (fot. X)
Prowadził pan wielką Castillę.
Filipe Luis, Javi García, De la Red, Arbeloa, Borja Valero, Jurado, Soldado, Negredo… To była wielka drużyna. Byliśmy w czubie tabeli Segunda División i na koniec, gdy wiedzieliśmy, że i tak nie możemy awansować, przegraliśmy cztery ostatenie mecze. A i tak mimo to zajęliśmy dziewiąte miejsce! Myślę, że to było najlepsze pokolenie od Quinty del Buitre. Było również to Jesé, Moraty… Ale tamto było solidniejsze.
Czy ktoś szczególnie sprawiał, że łapał się pan za głowę?
Na pewno wyróżniał się Jurado. Ale również Arbeloa ze względu na swoją osobowość. Też Soldado i De la Red… Ależ on miał pecha! Byłby wielkim piłkarzem. Powaga Javiego Garcíi, Borja Valero też był inny od wszystkich… I Filipe Luis, który na początku był niczym pchła, ponieważ sprowadziliśmy go jako skrzydłowego. Możliwe, że brakowało mu trochę zmiany rytmu, ale miał wielką jakość w lewej nodze i potrafił grać na wolnych przestrzeniach. Cofnęliśmy go i wystawiałem go na pozycji lewego obrońcy. Zawsze, gdy mnie widzi, to jest mi za to wdzięczny. (śmiech)
A Arbeloa był wtedy stoperem.
Tak. To czysta osobowość. Wysoko podniesiona głowa. Z wielką wiarą w siebie, z mocnym charakterem i przekonaniem w momencie wyprowadzania piłki. Często mówiłem mu w żartach: „Rozwinę ci zaraz czerwony dywan, taki jak rozkłada się prezydentom… Ponieważ wychodzisz z takim przekonaniem!”. Był jak Hierro czy jak Varane.
Czy tę osobowość widzi pan u niego teraz?
Tak, to widać teraz. Ponieważ trzeba mocnej osobowości, aby wychodzić na konferencje prasowej i mówić z taką jasnością. Jeśli nie masz takiej osobowości, to niełatwo jest być nowym trenerem i mówić w taki sposób.
Widać u niego było zainteresowanie taktyką? Widać w nim było potencjał na trenera?
Bardzo dobrze czytał grę. Miał interpretacje i rozwiązania poszczególnych sytuacji w stylu kogoś, kto może zostać w przyszłości trenerem. Ale to jasne, że był wtedy jeszcze bardzo młody. Był liderem defensywy. Gdy jesteś trenerem, to chcesz takiego zawodnika na boisku. Później wraz z upływem czasu chłonął wszystko to, czego doświadczał jako piłkarz i zmienił się w trenera, jakim jest obecnie.
W ostatnim czasie przewija się pewien gorący temat. Jak jako trener Castilli zarządzać oczekiwaniami młodych chłopaków, którzy widzą się tak blisko pierwszej drużyny, ale ostatecznie do niej nie przechodzą i mogą mieć poczucie, że to niesprawiedliwe?
Trzeba tym zarządzać z psychologicznego punktu widzenia. Czasami są powoływani, a później wracają z powrotem do drugiej drużyny. Ta sytuacja jest dla nich… Wyciągasz ich z ich naturalnego środowiska, wrzucasz do całkiem innego i później, gdy wracają, to niektórzy mocno to odczuwają. A inni perfekcyjnie się w tym odnajdują. To nie jest łatwe, ale ręka trenera jest ważna, aby uświadomić im, że to, co osiągnęli, jest nagrodą, ale że ta nagroda wymaga regularności. Że jeśli nie będą dobrze wykonywać swojej pracy tam niżej, to nie będą mieć tej regularności. Dlatego muszą dobrze pracować i wtedy ta nagroda przeciągnie się w czasie. A jeśli się nie przeciągnie, to muszą walczyć o to, aby tak się stało. A gdzie mogą to sobie wywalczyć? Będąc w drugiej drużynie.
Zakładam, że wciąż ogląda pan dużo meczów szkółki Realu Madryt i często oglądał też pan Castillę Arbeloi. Zaskakuje pana to, jakim typem trenera jest względem tego, jakim był typem piłkarza?
Jeśli mam być szczery, to jest bardziej restrykcyjny jako trenera niż jako piłkarz. (śmiech) To, co się w nim nie zmieniło, to jego osobowość. Ale to, jak się obecnie w tym wszystkim odnajduje, wskazuje na dużo bardziej poważnego trenera. Jako piłkarz nie był tak poważny, ale wtedy był jeszcze młodym chłopakiem. Też nie można było prosić o tak wiele.
To, jaki futbol praktykował w Castilli, było dosyć jasne – wysoki pressing, długie utrzymywanie się przy piłce… Uważa pan, że to możliwe, aby osiągnął coś takiego również w pierwszym zespole? Czy też będzie musiał się zaadaptować do tego, co ma?
Ancelotti mawiał, że w futbolu albo biegasz, albo robisz różnicę. Tu nie chodzi o nic więcej. Jeśli jesteś gościem, który pod względem fizycznym jest fenomenem, to aby wywalczyć sobie swoją pozycję, to musisz biegać więcej od innych, jeśli nie masz tej jakości. Lub jeśli masz tę jakość, która robi różnicę, również możesz grać. W Realu Madryt jest wielu zawodników o wielkiej jakości i czasami możesz wdrożyć jakąś ideę, którą chciałbyś wdrożyć, ale równie dobrze może to być niemożliwe. Jasność musisz mieć co do tego, jak daleko możesz zajść z tym, co masz. To właśnie musisz rozszyfrować jako trener. Wydaje mi się, że Álvaro jest właśnie w tym momencie, w którym zastanawia się nad tym, co byłoby najlepsze, aby drużyna wygrywała. Ponieważ tu chodzi właśnie o wygrywanie, o nic więcej.
A czy w tym Realu Madryt jest drużyna na miarę… Może nie samego wygrywania, ponieważ na to wpływa wiele zmiennych, ale po prostu aspirowania do walki o wszystko?
Trzeba mieć na uwadze to, że Real Madryt wygrał od 2014 roku sześć Lig Mistrzów. To jest niezwykle trudne. Wcześniej na ten jeden triumf trzeba było czekać 32 lata! Ale trafiłeś na zestaw zawodników, którzy naznaczyli epokę. I ci zawodnicy powoli odchodzili – ostatnio Modrić i Kroos, wcześniej Cristiano, Casemiro, Marcelo… Krok po kroku Real Madryt się wykrwawiał. To jest… Zmiana cyklu, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Muszą przyjść zawodnicy, w których pokładasz nadzieję, ale wciąż są młodzi. Trzeba zachować cierpliwość. Czy kadra Realu Madryt jest bardzo dobra? Tak. Ale w ostatnim czasie prawie zawsze masz kontuzjowanych Rüdigera, Militão, Mendy'ego, Carvajala… Jest wiele rzeczy.
Dużo do analizowania.
W Realu Madryt zawsze obowiązywała jasna pozycja. Zawsze były dwa główne założenia. Gdy przychodziłem jako dyrektor sportowy, to José Ángel Sánchez wdrożył pewien model, taki podręcznik postępowania w poszukiwaniu doskonałości. Po pierwsze, w Realu Madryt muszą być najlepsi piłkarze na świecie. Po drugie, Castilla musi być samowystarczalna. I z tymi dwoma założeniami byli w elicie. Gdy zaczynasz wygrywać, to dzieje się tak dlatego, że idziesz na rynek i stawiasz na najlepszych. I później to wszystko łączysz. Ale to nie trwa wiecznie. Trzeba przeanalizować, czy to ci wystarcza, czy potrzebujesz więcej. Jesteś w impasie, w którym czasami narzucamy zbyt duży pośpiech, a to nie jest potrzebne, aby myśleć lepiej.
Często mówi się o tym, że brakuje pomocnika, ponieważ odeszli Modrić i Kroos, ale może chodzi o to, że wcześniej odeszli również Ramos, Cristiano, Benzema… Może tutaj brakuje tej hierarchii? A to jest najtrudniejsze do nauczenia, na to potrzeba czasu…
Brakuje hierarchii wśród zawodników uzupełniających to wszystko. Może oni nie byli crackami, ale utrzymywali ducha Realu Madryt. Ramos, Carvajal… Zawodnicy, którzy przeszli przez szkółkę i którzy wiedzą, czym jest Real Madryt. Możliwe, że przy tak długo kontuzjowanym Carvajalu brakuje tego ducha lidera. Ale ktoś to przejmie, na pewno. To się przekazuje. Byli Benzema, Cristiano, Ramos… Za moich czasów Hierro, wcześniej Pirri, wcześniej Juanito… Zawsze byli liderzy. Możliwe, że w tym momencie nie jest to odpowiednio zidentyfikowane. Nikt tego nie czuje. A to może działać na szkodę ducha drużyny. Ale to kwestia czasu.
Rozumiem, mentalność jest czymś najbardziej skomplikowanym. Proszę spojrzeć na Huijsena, który wydaje się, że nie potrafi znaleźć rozwiązania. Pan jako trener na pewno przeżywał podobne sytuacje.
Tak. Gdy jesteś w dobrej dynamice, to dany zawodnik wydaje się dla ludzi lepszy niż naprawdę jest. A gdy jesteś w złej dynamice, to wydaje się gorszy niż jest. A piłkarz jest, jaki jest – dobry, słaby lub średni. To się nie zmieni. Zmienić się mogą okoliczności, które mogą bardziej sprzyjać jego grze. A to może wpływać na zawodników, którzy nie mają mocnej osobowości. Trzeba uważać na młodych. Te okoliczności przy negatywnej dynamice mogą nie sprzyjać ich rozwojowi. I to właśnie spotyka poszczególnych zawodników. Mówisz mi teraz o Huijsenie. Wysoki, dobrze wyprowadza piłkę… Jak Hierro, jak Sergio Ramos… Ale gdy dynamika jest niegatywna, to nie znajduje się w swoich idealnych okolicznościach. Ale to nadejdzie, nadejdzie.
Ten pośpiech, jaki narzucamy, zwłaszcza prasa, na młodych, aby jak najszybciej się wybijali. Czy domagamy się dla nich minut. I możliwe, że przez to tracimy szerszy kontekst.
To jasne. Aby młody chłopak mógł pokazać wszystko, co ma w środku, potrzebuje spokoju i czasu. W przeciwnym wypadku nikt ze szkółki sam z siebie nie zmieni ci całej panoramy – chyba że trafi się jakiś fenomen, który pojawia się raz na 20 lat. Ponieważ gdy nie znajdujesz się w pozytywnej dynamice, to łatwiej o to, aby jabłko zgniło mając obok siebie inne zepsute jabłka. Trudniej o to, aby jedno dobre jabłko sprawiło, że dobre stają się wszystkie pozostałe. Rozumiesz tę zależność? Musisz poszukać pozytywnej dynamiki i wtedy łatwiej będzie o to, aby ten młody chłopak się rozwinął.
Teraz Arbeloa powinien mieć na to wszystko więcej czasu.
Dobrze mu to zrobi, aby móc wdrożyć pewne założenia taktyczne, które z powodu braku czasu były niemożliwe do wdrożenia. Zakładam, że jego sztab techniczny zdiagnozował to, że drużynę dużo kosztuje utrzymanie regularności. Zbyt często dochodzi do zatracania siły taktycznej i to utrzymuje się już od ostatniego etapu Ancelottiego i później Xabiego. To wszystko doprowadza do tego, że za dużo uzależnione jest od indywidualnych akcji.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze