Zachwianie Mastantuono
Franco Mastantuono po dwóch dobrych występach z Levante i Villarrealem zanotował fatalne zawody w Lizbonie. Argentyńczyk w dalszym ciągu nie potrafi odnaleźć regularności i stabilizacji swojej formy.
Franco Mastantuono w deszczowy wieczór w Lizbonie. (fot. Getty Images)
Cóż to był za wieczór w Lizbonie. Również dla Franco Mastantuono. Kubeł zimnej wody, gdy temperatura zaczęła już rosnąć. Dobry mecz z Levante, powtórka z Villarrealem, a na Da Luz… blackout, wskazuje AS. Jednak przy tych niepokojących ogólnych odczuciach trzeba również przeprowadzić krytykę indywidualną. Ponieważ po raz kolejny jedynymi zawodnikami, którzy stanęli na wysokości zadania, byli Thibaut Courtois i Kylian Mbappé. Ta dwójka daje dużo, ale w pojedynkę nic nie zwojuje. Potrzebują wsparcia. I miał nim być Mastantuono, który jednak pokazał, że jego forma jest niczym roller coaster. Cel na teraz – złapanie regularności.
Argentyńczyk musi jak najszybciej rozwiać środowe chmury, gdy zanotował mecz do zapomnienia. Ani jednego strzału (przynajmniej po jednym oddali nawet Dean Huijsen czy Aurélien Tchouaméni), ani jednej stworzonej niebezpiecznej okazji (również krytykowani Vinícius i Jude Bellingham stworzyli chociaż po jednej) i tylko 20% skuteczności dryblingów (jeden udany na pięć prób). Franco zanotował przy tym 15 podań, z czego tylko cztery miały miejsce w ostatniej tercji boiska. Koszmarny wieczór zarówno na poziomie zespołowym, jak i indywidualnym. I ostatecznie ściągnięty z boiska w 55. minucie meczu.
Tamta pubalgia
To jednak temat, który wybiega poza samą skuteczność – chodzi o ogólne odczucia. W Lizbonie Mastantuono przypominał tę swoją niemrawą wersję z października. Z tych swoich ostatnich występów przed pauzą spowodowaną pubalgią. Bóle w pachwinie, które zaczęły się pojawiać jeszcze podczas Klubowego Mundialu w czerwcu i które doprowadziły do tego, że 3 listopada zawodnik powiedział „stop”. Tuż przed wyjazdem na Anfield. W tamtym momencie jasnym było, dlaczego Mastantuono nie może wbić wyższego biegu. Teraz jednak wymówek już nie ma.
I tamta forma
W oczekiwaniu na swój najlepszy futbol argentyński atakujący udowodnił już, że ma osobowość i wiarę w siebie. Wyróżniał się tym w swoich pierwszych tygodniach w Madrycie. Był nieustępliwy i raz za razem szukał bezpośrednich pojedynków. Wydawało się, że nie ciąży mu ani herb Realu Madryt, ani cena, jaką za niego zapłacono (63,2 miliona euro). Jednak z jakiegoś powodu nie potrafi odnaleźć regularności. Ostatnie dni to dwa dobre występy, by za trzecim razem znów zawieść.
Mając powyższe na uwadze, ponownie pojawia się temat tego, czy Mastantuono może być pewny swojego miejsca w pierwszym składzie. Widać było, że Álvaro Arbeloa od samego początku chce na niego stawiać. Jednak za plecami naciskają już Rodrygo i resetujący się po Pucharze Narodów Afryki Brahim Díaz. Real Madryt na nikogo nie czeka, nie może sobie na to pozwolić. Droga do sukcesu jest równie jasna, jak skomplikowana – regularność. Aby to jednak było możliwe, trzeba wyeliminować takie wieczory jak ten w Lizbonie. Mastantuono jest na kolejce górskiej i musi ją w końcu opuścić. Na ten moment jego sytuacja ponownie uległa mocnemu zachwianiu, podsumowuje AS.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze