Advertisement
Menu
/ as.com

Camacho: Tu nie chodzi o tego czy innego trenera – piłkarze po prostu zareagowali

Żywa legenda Realu Madryt, José Antonio Camacho, podczas swojej trenerskiej kariery miał okazję poprowadzić portugalską Benficę. W przeddzień starcia swoich dwóch byłych klubów udzielił wywiadu dziennikowi AS.

Foto: Camacho: Tu nie chodzi o tego czy innego trenera – piłkarze po prostu zareagowali
José Antonio Camacho. (fot. X)

Jakie ma pan wspomnienia z Benfiki?
Rewelacyjne. Nie mam wątpliwości, że czuję się jak benfiquista.

Można powiedzieć, że Benfica to taki Real Madryt Portugalii?
Da się odczuć wielkość tego klubu, zwłaszcza podczas wyjazdów. Rywalizują z Porto i Sportingiem, ale myślę, że Benfica ma dużo większe uznanie zwłaszcza z powodu portugalskich kibiców, którzy są poza krajem, którzy musieli emigrować czy to do Ameryki, czy do takich krajów jak Szwajcaria, Belgia czy Niemcy.

Dobrze tam panu było?
Cóż, przychodziłem w trudnym dla Benfiki momencie. Zmienialiśmy stadion, nie mieliśmy miasteczka sportowego i codziennie trenowaliśmy w innym miejscu… Było ciężko i myślę, że benfiquistas potrafili to docenić. Porto szło wtedy jak burza z Mourinho i wygrało Puchar Europy. A my walczyliśmy z nimi w dosyć delikatnym dla nas momencie.

Czyli był pan dla Benfiki takim Mourinho z Realu Madryt, który walczył z hegemonią Barçy.
Ostatecznie pokonaliśmy tamto Porto w finale Pucharu Portugalii, a oni wygrali ligę i Ligę Mistrzów, więc pozbawiliśmy ich triplete. Tamta Benfica miała dużo trudności… Podnieśliśmy się jednak i myślę, że od tamtego momentu można już było oglądać tę nowoczesną Benfikę, jaką mamy teraz.

Więc ogólnie dobrze panu poszło.
Zawsze, gdy tam jadę, to czuję, że jestem doceniany i że ludzie mnie kochają. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

Dobrze pan ocenia Mourinho z Realu Madryt?
Ja oceniam dobrze wszystko, co jest związane z Realem Madryt i staję w obronie każdego, kto jest w klubie. Mourinho to szczególny człowiek, wielki trener – czas mija, a on wciąż tam jest, na pierwszej linii. Z jakiegoś powodu tak jest. Dla mnie w trenerze najważniejsze jest to, aby niezależnie od tego, czy jest dobry, czy zły, miał osobowość. I Mourinho ją ma.

Camacho również. Pan ma za sobą dwa rozpoczęte i niezakończone projekty w Realu Madryt. Za każdym razem czegoś brakowało.
Pod tym względem jesteśmy do siebie podobni. W Realu Madryt i w Benfice spotykało mnie mniej więcej to samo. Czasami dzieją się pewne rzeczy, które trudno wyjaśnić, ponieważ są trudne do zrozumienia. Bardzo ważne są okoliczności, w jakich znajduje się drużyna, gdy do niej dołączasz.

Jakie ma pan odczucia po zwolnieniu Xabiego?
Nie wiem. To będzie zależeć od tego, co wydarzy się teraz. Nie chcę w to wchodzić. Mogę powiedzieć tylko tyle, że Xabi udowodnił już, że jest wielkim trenerem. A Real Madryt to wielka drużyna. I najprawdopodobniej, nie wiem dlaczego, to się nie zazębiło. Mnie też to spotkało w Realu Madryt. Gdy przychodziłem, to było tam wielu wielkich zawodników w dosyć zaawansowanym wieku i uznałem, że nie będę w stanie wyciągnąć z nich tego, na co zasługuje klub. Nie wiem, co by się wydarzyło, gdyby zostawili Xabiego do samego końca.

Nikt tego nie wie…
Na pewno miał dużo młodszą drużynę od tej, z jaką spotkałem się ja. Miał najlepszych zawodników w swoim najlepszym momencie.

Tamta pańska szatnia była trudna?
Oczywiście, każda szatnia taka jest. Chodzi o to, że ty jako klub oczekujesz ode mnie zwycięstw… I musisz mi dostarczyć to, co jest potrzebne, aby wygrywać.

Chodzi panu tutaj o władzę w klubie?
Nie, o wszystko… Real Madryt nie zadowala się drugim miejscem.

Włączyłby się pan w debatę na temat tego, jaki typ trenera jest najlepszy dla Realu Madryt?
Zawsze będę mówił to samo – ten, który wygrywa. Czy ma charakter, czy go nie ma… Łatwo się mówi, ale później trzeba działać.

Jaka była tamta szatnia Realu Madryt z pańskich czasów jako zawodnika?
Zupełnie inna. Była bardzo narodowa. I tamta nasza drużyna nie była tak silna i nie wygrała tak wiele jak te obecne drużyny. Może w samej Hiszpanii tak, ale w Europie wygraliśmy tylko Puchar UEFA. Nie było żadnych szans na Puchar Europy. Chociaż trzeba też przyznać, że w tamtym czasie, aby w ogóle grać w tych rozgrywkach, trzeba było najpierw wygrać ligę, a to nieco to wszystko komplikowało.

Zwycięska drużyna potrzebuje jasnego lidera w szatni?
Tak, tak, oczywiście, że tak… Ale za moich czasów były tam prawdziwe legendy. Posłuchaj, wchodzisz i widzisz Pirriego. Ja sam całą karierę spędziłem w Realu Madryt, prawie jak Santillana, ponieważ w tamtych czasach obowiązywało prawo retencji.

Jasne.
A teraz dzieje się tak, że w wielu drużynach są zawodnicy, którzy są prawie ważniejsi od samej drużyny. W Realu Madryt, ze względu na jego wielkość, tak się nie dzieje.

Spodziewał się pan takiej reakcji kibiców w meczu z Levante? Zaskoczyły pan tak wyraźne i kierunkowe gwizdy?
Już od kilku dni rozmawiam o tym z prasą… To była kumulacja wszystkiego. Niektórzy protestowali na przykład przeciwko temu, co wydarzyło się w Albacete. To była kropla, która przelała czarę goryczy. Ale to są ci sami kibice, którzy kolejnego dnia z całych sił wspierają zespół. To madridistas.

Był pan kiedyś wygwizdany?
Posłuchaj, coś ci powiem. Pamiętam, że jako kapitan robiłem na stadionie rundę honorową z Pucharem UEFA w rękach… I dostaliśmy potężne gwizdy!

Naprawdę?
Tak, ponieważ przegraliśmy rewanżowy mecz u siebie z Videotonem… Chodzi o to, że po prostu w pierwszym meczu wygraliśmy z nimi 3:0 czy coś w tym stylu. A i tak zostaliśmy wygwizdani! [w tamtych czasach finał Pucharu UEFA był rozgrywany w formie dwumeczu – przyp. red.]

To nieźle…
Ale posłuchaj, gdy kibice Realu Madryt widzą, że drużyna ma problemy, to nie mają żadnych wątpliwości co do tego, że będą ich wspierać, oklaskiwać i że będą z zawodnikami. Ale trzeba też pamiętać, że to bardzo wymagająca publika.

Zawsze tak było.
I właśnie dlatego jesteś piłkarzem, aby odwracać takie sytuacje.

Viníciusowi musiało być naprawdę ciężko…
Musi to wziąć na siebie i wykorzystać to, aby stać się jeszcze lepszym. I musi odwrócić tę sytuację. Jeśli chcesz grać w Realu Madryt, to musisz się mierzyć z wieloma trudnościami.

Uważa pan, że okrzyki przeciwko Florentino były niesprawiedliwe mając na uwadze sukcesy klubu w ostatnich latach?
Ja uważam, że prezes wykonuje fenomenalną pracę, stworzył najlepszy stadion na świecie, najlepsze miasteczko sportowe na świecie, regularnie wygrywał ligę i Ligę Mistrzów… Niech nikt nie ma wątpliwości, że większość ludzi jest za prezesem.

Jak się zapowiada Arbeloa?
Jest z domu, wszystkich rozumie… Teraz musi zdać sobie sprawę z tego, że to, co mówił wcześniej, nie miało większego znaczenia, a teraz to, co powie, idzie na pierwsze strony. Musi się zaadaptować do bycia trenerem najlepszej drużyny na świecie. Jeśli się sprawdzi, to zostanie, jeśli nie, to nie. Cały czas będzie miał nad głową swego rodzaju miernik, ale cóż, właśnie po to jest w Realu Madryt. I on to wie.

Real Madryt ma odpowiednią drużynę do tego, aby grać lepiej niż ostatnio?
To jest właśnie to, o czym mówię – czasami są pewne rzeczy, które bardzo trudno jest wytłumaczyć.

W meczu z Villarrealem widać już było inną twarz drużyny.
Posłuchaj, uważam, że zawsze, gdy dochodzi do zmiany trenera, to zawodnicy zdają sobie sprawę z tego, że doszło do czegoś grubego. I logicznym jest, że wtedy zareagują. Nie było na to czasu w meczu Copa del Rey z Albacete, ale już z Monaco i przede wszystkim z Villarrealem pokazali bardzo dobry obraz. Trzeba będzie poczekać, aby przekonać się, czy zareagowali na dobre. Teraz mają już tylko La Ligę i Ligę Mistrzów i będą mogli się na tym skupić. Ale to nie jest kwestia tego czy innego trenera – logicznym jest to, że piłkarze po prostu zareagowali. To jasne.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!