Advertisement
Menu
/ marca.com

Javi García: Widzę Real Madryt, który gra z przyjemnością i to jest zasługa Arbeloi

Javi García, wychowanek Realu Madryt, który grał też dla Benfiki czy Manchesteru City, udzielił wywiadu dziennikowi MARCA. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z Hiszpanem.

Foto: Javi García: Widzę Real Madryt, który gra z przyjemnością i to jest zasługa Arbeloi
Fot. Getty Images

Jak przeżyłeś szybkie przejście z roli piłkarza do roli trenera?
Przejście z piłkarza na trenera było bardzo naturalne. W ostatnich latach kariery już miałem w głowie, kiedy przestanę grać w piłkę. Bardzo chciałem, żeby to się wydarzyło, a potem, gdy Benfica zadzwoniła z propozycją wejścia do sztabu, wszystko potoczyło się zupełnie naturalnie.

Długo się zastanawiałeś, zanim to zaakceptowałeś?
Zawsze byłem osobą, która mocno wymaga od siebie, czasem wręcz do przesady, przez co praktycznie nigdy nie byłem zadowolony z tego, co zrobiłem – czy to na treningu, czy w meczu. Odstawienie tego było ogromnym uwolnieniem. Teraz, w tym ostatnim półtora roku, kiedy jestem bez pracy, jestem dużo spokojniejszy, dużo szczęśliwszy, korzystam z życia i z czasu z rodziną.

Kiedy zaczęła cię kusić myśl o byciu trenerem?
W końcówce kariery, kiedy miałem jeszcze trzy–cztery lata grania. Człowiek zaczyna wtedy kwestionować decyzje trenera, ustawienia taktyczne na niektóre mecze, treningi, ćwiczenia. Kiedy mówię „kwestionować”, mam na myśli raczej wewnętrznie. Zaczynasz myśleć, co sam mógłbyś zrobić, żeby poprawić grę zespołu i trochę bawisz się w trenera. Potem, dzięki doświadczeniu w Benfice, w klubie Ligi Mistrzów walczącym o wszystkie trofea, zrozumiałem, że właśnie tego chcę. To daje adrenalinę, jakiej czasem – mimo że nie jesteś już piłkarzem – prawie nie czułem. To jak narkotyk: chcesz więcej.

Twoja praca w sztabie Benfiki w latach 2022–2024.
Gdy dostałem telefon z klubu z propozycją wejścia do sztabu, była to jedna z najszczęśliwszych decyzji w moim życiu. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że mogę wrócić jako asystent. Wycisnąłem z tego maksa, a do tego mieliśmy szczęście znowu zostać mistrzami. Dla mnie Benfica to klub, który zawsze będę nosił w sercu.

Pracowałeś z Álvaro Carrerasem.
Przez te dwa lata w sztabie Benfiki byłem blisko Álvaro. Ponieważ jest Hiszpanem, pierwsze kontakty klubu w tej sprawie były właśnie ze mną – pytali mnie o informacje i o opinię. Znałem go już z Realu Madryt, zawsze był bardzo wysoko oceniany. Dopytywaliśmy też o jego pobyt w Granadzie i wszystko, co o nim słyszeliśmy, było bardzo dobre. Nie pomyliliśmy się. Najbardziej wyróżniałbym u niego osobowość. Zaczął całkiem dobrze i myślę, że będzie mu szło całkiem dobrze.

Twoje początki w La Fábrice, akademii Realu Madryt.
Etap w Castilli był niesamowity. Kiedy spotykam się z kolegami z tamtych czasów, zawsze to powtarzam: to chyba były ostatnie lata, kiedy cieszyłem się piłką jak dziecko, jak wtedy, gdy grałem na ulicy. Mieliśmy świetną drużynę i wspaniałą grupę ludzi. Awans z Lópezem Caro i ponowne wprowadzenie Castilli do Segundy po tylu latach było czymś wyjątkowym. Ten ostatni mecz z Conquense u siebie, na Bernabéu, przy takiej publiczności, był dla nas wszystkich jak sen i to jedno z najpiękniejszych wspomnień z mojej kariery.

Zadebiutowałeś w pierwszym zespole Realu Madryt w Pucharze Króla przeciwko Leganés.
Po wielu latach w akademii człowiek zaczyna się przebijać, widzi, że biorą go pod uwagę na treningach i czuje, że ten debiut się zbliża. Było przeciwko Leganés w Pucharze Króla, jeśli dobrze pamiętam, wygraliśmy 2:1. Nie wyszedł mi mecz tak, jak bym chciał, bo spotkania pucharowe są specyficzne. W tamtym czasie Real Madryt to był Real Madryt Zidane’a i Pavóna – budzili ogromny respekt, ale jednocześnie mieliśmy możliwość uczyć się każdego dnia od najlepszych. Do końca życia zachowam obrazy, zdjęcia i nagrania z tego momentu. Przyjechałem do Realu Madryt jako 13–14-latek z tym marzeniem i zobaczyć je spełnione to była radość nie tylko dla mnie, ale i dla całej rodziny.

Przeskok do pierwszej drużyny.
Byłem już niesamowicie szczęśliwy, że mogę być w pierwszym zespole. Pamiętam, że Real Madryt musiał wzmocnić pozycję defensywnego pomocnika i przyszedł Diarra, ale mimo to cieszyłem się, że jestem częścią grupy, że mogę codziennie rywalizować z wielkimi piłkarzami i się od nich uczyć. Kosztowało mnie mnóstwo pracy i cierpienia, żeby tam dotrzeć, więc w tamtym momencie nic nie bolało – wręcz przeciwnie: byłem bardzo dumny, że mogę zostać.

Kiedy pojawiła się opcja odejścia do Osasuny, co wtedy miałeś w głowie?
Byłem już trzy lata w Castilli i czułem, że ten etap się skończył. Graliśmy w Segundzie, która jest bardzo trudna i dość podobna do Primery i miałem poczucie, że jestem gotowy zrobić krok wyżej. Pojawiła się Osasuna i wydała mi się dobrym miejscem, żeby grać regularnie. To klub z kibicami, którzy bez względu na wszystko są przy drużynie i przy piłkarzu, zawsze wspierają. Dla młodego zawodnika, który zaczyna pierwszy sezon w La Lidze, bardzo ważne jest, żeby móc skupić się na piłce i spokojnie pracować. To była bardzo dobra szansa i nie pomyliłem się.

Odszedłeś do Osasuny z klauzulą odkupu. Wyjeżdżałeś z nadzieją, że wrócisz do Realu Madryt?
Człowiek wyjeżdża z takim celem, ale wie, że powrót do Realu Madryt jest trudny. Po tylu latach w klubie, od dziecka, to też trochę przeraża. Zawsze masz wątpliwość, czy wrócisz, czy nie. Natomiast już po pierwszym sezonie powiedziano mi, że podjęto decyzję, bym dołączył do pierwszej drużyny w kolejnym roku – to była ogromna radość. Było to potwierdzenie, że mój sezon w Osasunie naprawdę był dobry.

Pojawia się Benfica i skok do Europy.
Opcja Benfiki pojawiła się po sezonie w Realu Madryt, kiedy wiedziałem, co mnie czeka – godzenie się z grą po kilka minut. Uważam, że piłkę trzeba „wycisnąć”, bo to piękny zawód, który pozwala poznać inne światy i kultury. Od pierwszej chwili, gdy stanąłem w Lizbonie i zobaczyłem stadion, wiedziałem, że jestem w historycznym klubie. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, być może trzy najlepsze lata piłkarsko, jakie miałem.

Anegdota z Cristiano Ronaldo przed twoim odejściem do Benfiki.
Wszystko zbiegło się z okresem przygotowawczym, w którym Cristiano przyszedł do Realu Madryt. Byłem wtedy na zgrupowaniu i któregoś poranka przy śniadaniu podszedł i mi o tym powiedział. Zobaczył moje nazwisko w jakiejś portugalskiej gazecie i zapytał: Javi, idziesz do Benfiki? Skorzystałem z tego, że sam do mnie podszedł i zapytałem, jaki to klub. Odpowiedział, żebym się nie zastanawiał, tylko brał to i jechał. I faktycznie, od pierwszej chwili, gdy stanąłem w Lizbonie i zobaczyłem stadion, wiedziałem, że jestem w historycznym klubie. To była świetna decyzja – jedna z najlepszych, jakie podjąłem.

Twoja gra w Portugalii wzbudziła zainteresowanie gigantów z Premier League.
To były trzy bardzo dobre lata, a do tego wiedziałem, że filozofia klubu polega na sprowadzaniu młodych, perspektywicznych piłkarzy i późniejszej sprzedaży. Zainteresowanych było sporo zespołów, ale City właśnie zaczynało ściągać wielkie nazwiska i było widać, w jakim kierunku idzie ich projekt. Wiedziałem, że Premier League to dla mnie najlepsza liga na świecie i bardzo chciałem ją poznać oraz tam grać.

Twoja kariera prowadziła cię przez Hiszpanię, Anglię, Portugalię i Rosję. Jak oceniasz tę drogę?
Pamiętam, jak byłem dzieckiem i ojciec często mi powtarzał, że w piłce piękne jest podróżowanie, poznawanie świata, wyciskanie wszystkich opcji do końca. Chyba trochę to w sobie ułożyłem. W każdym kraju trafiałem do klubów, które walczyły o tytuły, a to ułatwia podejmowanie decyzji. Uwielbiam patrzeć wstecz, oglądać zdjęcia z różnych etapów, myśleć o tym, że moja córka mieszkała w Rosji i miała kontakt z innymi kulturami. To zostaje na całe życie i to coś, co możemy przeżyć dzięki piłce. Zawsze wiedziałem, że kiedy przyjdzie koniec kariery, nie mogę żałować żadnej decyzji, dlatego dziś jestem z tym wszystkim bardzo spokojny.

Jednym z piłkarzy, z którymi rozegrałeś najwięcej meczów, był Arbeloa (55 spotkań razem).
Graliśmy dwa lata: sezon awansu i kolejny w Segundzie, więc prawie 60 meczów. Był naszym kapitanem nie dlatego, że był najstarszy, tylko dlatego, że był liderem. Zawsze znajdował sposób, żeby zmotywować grupę. Nigdy nie zapomnę meczu o awans z Conquense u siebie: dwie–trzy godziny przed spotkaniem wziął tablicę i zostawił nam niesamowity tekst, żebyśmy zobaczyli go przy wejściu. To był gigantyczny zastrzyk energii. Gdybym miał wyróżnić u Álvaro coś jako piłkarza, powiedziałbym: osobowość i inteligencja boiskowa. Jestem pewien, że tego się nie traci i że pokaże to teraz jako trener.

Czy kiedykolwiek myślałeś, że Arbeloa może zostać trenerem?
Wtedy byliśmy dzieciakami i wydawało się to bardzo odległe, nie myśleliśmy o tym. Z czasem jednak zaczynasz sobie przypominać różne rzeczy i to było widać. Miał taki charakter, który udzielał się innym, zawsze próbował podnosić kolegów. Zawsze umiał pchnąć grupę do przodu, sprawić, żeby wszyscy byli zaangażowani. Patrząc na niego dziś, wiele z tego, co robił jako zawodnik, idealnie pasuje do tego, co widać u niego teraz jako trenera.

Jego obecne podejście jako trenera Realu Madryt i jego metoda. Zaskakują cię?
Nie zaskakują. Álvaro jest bardzo inteligentny, doskonale wie, co robi, po co to robi i dlaczego. To bardzo rozsądny człowiek i interesuje go tylko to, żeby wygrywać trofea i odnosić sukcesy w Realu Madryt. Zmiany już widać, zwłaszcza w nastawieniu piłkarzy. W ostatnim meczu z Villarrealem widziałem zespół, który chciał grać, mieć piłkę, bronić, który grał z przyjemnością. Ta zmiana wynika z pracy Álvaro i po tamtym spotkaniu szczerze uważam, że to będzie działać.

Patrząc w przyszłość – jaki jest twój cel jako trenera? Masz jasne wzorce albo określony styl?
Ostatnie półtora roku było dla mnie czasem odpoczynku i naładowania baterii, bo skończyłem praktycznie na zerze. Korzystam z tego, że mogę być z rodziną, ale jednocześnie dużo się szkolę i oglądam mnóstwo piłki. Dziś nie mam trenera, z którym w pełni bym się utożsamiał, choć Jürgen Klopp jest dla mnie punktem odniesienia. Lubię analizować różne zespoły, rozgrywki i ligi, uczyć się języków, odwiedzać kolegów, którzy dziś trenują. Jestem w trybie totalnej nauki, żeby być gotowym na przyszłość. Chcę ruszyć jako trener, ale jestem otwarty na każdą możliwość, bo wiem, że wszystko, co przyjdzie, pomoże mi się rozwinąć.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!