Arbeloa: José Mourinho położył fundamenty pod wszystko, co się później wydarzyło
Álvaro Arbeloa pojawił się wczoraj na konferencji prasowej przed dzisiejszym spotkaniem z Benficą w Lidze Mistrzów. Przedstawiamy zapis tego spotkania trenera Realu Madryt z dziennikarzami na Estádio da Luz w Lizbonie.
Álvaro Arbeloa na tej konferencji prasowej. (fot. Getty Images)
[RMTV] Jutro Real Madryt rozegra bardzo ważny mecz. Stawką jest awans do czołowej ósemki i przejście do 1/8 finału. Jakie są kluczowe elementy jutrzejszego spotkania z Benficą?
Tak jak dobrze mówisz, dla nas to mecz absolutnie kluczowy. Chcemy znaleźć się w tej najlepszej ósemce. Potrzebujemy trzech punktów przeciwko wielkiemu zespołowi, który nawet gdyby przyjechał z drużyną z Youth League, to i tak miałby najlepszego możliwego lidera. Już uprzedziłem zawodników, jak trudny będzie jutrzejszy mecz. Przyjeżdżamy z ogromną pokorą, wiedząc, że jeśli chcemy wygrać, musimy dać z siebie maksimum, być bardzo skoncentrowani i grać na granicy przez pełne 90 minut. Nie spodziewam się po Benfice niczego innego, zwłaszcza że zagrają przed własną publicznością na swoim stadionie. Właśnie dlatego uważam, że trudność jutrzejszego spotkania będzie maksymalna.
[RTVE] Dziś na konferencji prasowej Mourinho wypowiedział się o tobie bardzo ładnie, wspominając wasz wspólny czas w Realu Madryt. Chciałem zapytać, czy słyszałeś te słowa? I co znaczyła wtedy oraz co znaczy dziś dla ciebie postać José Mourinho?
Tak, oczywiście, nie przegapiłem konferencji trenera. Nie opuszczałem ich, gdy byłem piłkarzem, bo oglądaliśmy każdą jego konferencję w szatni. Dziś też jej nie przegapiłem. Dla mnie to ogromna duma słyszeć wszystko to, co o mnie powiedział. Szczerze mówiąc, jestem bardzo rozemocjonowany i szczęśliwy, ponieważ José był dla mnie kimś znacznie więcej niż tylko trenerem, na wszystkich poziomach, a szczególnie na poziomie osobistym. Odegrał bardzo ważną rolę w całej mojej karierze i również dziś uważam go za wielkiego przyjaciela. Tyle... Chcę mu z tego miejsca podziękować za każde słowo i bardzo chcę go jutro zobaczyć oraz mocno uściskać.
[SER] Mourinho powiedział, że Xabi Alonso i ty byliście „jego dziećmi”. Chciałem zapytać, czy w rozmowach z drużyną, w twoim sposobie prowadzenia zespołu i sposobie trenowania, korzystasz z rzeczy, których nauczył cię Mourinho? Czy on jest dla ciebie wzorem? Czy chcesz iść jego śladami?
Posłuchaj, oczywiście, że jest wzorem. Powiedziałem jednak już pierwszego dnia: niemożliwe jest bycie jak on i nie będzie drugiego takiego. Każdy, kto spróbuje go kopiować albo być taki jak on, poniesie porażkę. Ja to rozumiem i zrozumiałem to od pierwszego dnia. Myślę, że moim sukcesem będzie bycie sobą. Oczywiście w tym, kim jestem jako Álvaro Arbeloa, jest bardzo duża część wpływu José, tego wszystkiego, co dla mnie znaczył i wszystkiego, czego się od niego nauczyłem na poziomie piłkarskim, taktycznym, organizacyjnym i komunikacyjnym... Starałem się wiele od niego nauczyć. Teraz jesteśmy w tym miejscu. Jutro się zmierzymy i na końcu najważniejsze to te 90 minut. Wiem, że on będzie chciał wygrać mecz, bo jest bardzo konkurencyjny. Ja jednak też będę chciał wygrać. Dlatego najważniejsze to te 90 minut.
[El Mundo] Mourinho opowiedział ciekawą anegdotę o swoim telefonie, że ma jeden numer dla rodziny, a drugi ciągle zmienia. Chciałem zapytać, jak wyglądała wasza relacja od momentu, gdy odszedł z Realu Madryt aż do teraz? Czy utrzymywaliście kontakt?
Oczywiście, że utrzymywaliśmy kontakt. Nie będę jednak oszukiwał, bo wiem, kim jest José Mourinho oraz jak musi wyglądać jego telefon. Wy też na pewno rozumiecie, dlaczego tak często zmienia numer. Starałem się, w cudzysłowie, przeszkadzać mu jak najmniejszym stopniu. Ale to jeden z tych przyjaciół, z którymi możesz długo nie rozmawiać, ale na pewno odebrałby od ciebie telefon o 3 nad ranem. Byłby dostępny w każdej sprawie, w której bym go potrzebował. Taka jest moja relacja z José. Więc utrzymywaliśmy kontakt, ale starałem się nie być zbyt uciążliwy.
[COPE] Postaram się, żebyś zrozumiał mnie lepiej niż po meczu z Villarrealem.
Zobaczmy [uśmiech].
Wszyscy oceniają, że znalazłeś dobrą drogę. Że drużyna zmieniła nastawienie. Szczególnie w meczu z Villarrealem widać było zespół bardziej solidarny i agresywny. Co się zmieniło, że drużyna jest bardziej zaangażowana?
Mogę mówić tylko o tych 15 dniach, od kiedy tu jestem oraz o tym, co zobaczyłem od momentu przyjścia. Zobaczyłem grupę zawodników bardzo zaangażowanych, bardzo otwartych na słuchanie i bardzo otwartych pracę. To wszystko mimo tego, że nie mieliśmy prawie czasu. Jednak oni starają się przenosić na boisko wszystko, o czym rozmawiamy. Moim zdaniem to właśnie widać. Jeśli zapytasz mnie teraz, to uważam, że mamy ciągle ogromny margines do poprawy. Jeśli chcemy walczyć o wszystko, musimy być drużyną, która robi wiele rzeczy i robi je dobrze. To wymaga czasu, pracy i treningów. Ale na dzisiaj to wszystko, co zawodnicy robią na boisku, przy tak krótkim czasie i z nowym trenerem, ma ogromną wartość.
[Onda Cero] Jude Bellingham jest centralnym projektem klubu i postacią na wiele lat [Arbeloa kiwa twierdząco głową]. Chciałeś być blisko Viníciusa i to przyniosło efekt. Czy miałeś też podobny cel w sprawie Jude'a?
Jude może mnie nie zaskoczył, ale od mojego przyjścia widzę zawodnika z nadzwyczajnymi warunkami i jakością. Oczywiście o tym wie każdy, kto oglądał go w telewizji czy na stadionie. Kiedy jednak widzisz go z bliska, to zaskakuje cię jeszcze bardziej. Ponad tym zobaczyłem też piłkarza, który chce być liderem i wzorem. On biega niezmierzone dystanse. Wykonuje niesamowitą pracę... Ostatni minęło chyba z 48 godzin od meczu i powiedziałem mu w końcu: „Słuchaj, zazwyczaj tego nie mówię, ale przestań biegać!”. [uśmiech] Jego poziom na treningach, zaangażowanie, liderowanie... Jestem dzisiaj dumny z posiadania takiego piłkarza, jak Jude Bellingham. Także z jego poziomu gry. Widzimy, że na boisku może robić wiele rzeczy dobrze. Może nam dać wiele rzeczy: często wbiega w wolną przestrzeń, ma dobre wejście do ataku, ale także dobre uderzenie czy potrafi odczytać to, czego wymaga akurat spotkanie. Jest młody, ale ma też duże doświadczenie. Uważam, że będzie kamieniem węgielnym tego Realu przez wiele lat. Dlatego nie mogę być bardziej zadowolony, szczęśliwy i dumny z posiadania Jude'a Bellinghama w mojej drużynie.
[MARCA] Dziś po raz pierwszy w tej Lidze Mistrzów zobaczymy Real Madryt trenujący na stadionie rywala [nieprawda, Real trenował na stadionie Kajratu we wrześniu - dop. red.]. Xabi powiedział, że nie robi tego, żeby nie złapało go 200 kamer. Czy te kamery w jakiś sposób wpływają na pana decyzje i dlaczego zdecydował się pan przygotować mecz tutaj?
Nigdy nie wiadomo... Xabi nie jest jedynym, który zostaje w swoim ośrodku. Nie wiesz też, czy my kiedyś w przyszłości tego nie zrobimy. Mamy taką opcję, ale uznałem za ważne, by tu przyjechać na stadion z tak dobrymi dla nas wspomnieniami. Chciałem, żebyśmy potrenowali tu dzień przed meczem. Chciałem, żebyśmy poczuli wagę tych 3 punktów i rywala, jaki stanie naprzeciw. Myślę, że ta obecność tutaj była dobra dla piłkarzy i dlatego podjąłem taką decyzję, ale moim zdaniem to nie znaczy, że decyzje innych trenerów są lepsze czy gorsze.
[ABC] Nie wiem, czy byłeś tutaj od maja 2014 roku? Ja nie pamiętam takiego przypadku.
Nie.
To stadion, który na pewno budzi u ciebie wiele emocji. Chciałem zapytać, gdy spojrzysz wstecz, co najlepiej pamiętasz z tamtego finału rozegranego tutaj? Jaki moment najczęściej do ciebie wraca? I czy uważasz, że ten mecz był najważniejszym spotkaniem w nowoczesnej historii Realu Madryt, nawet ważniejszym niż siódmy Puchar Europy [zdobyty w 1998 roku]?
[śmiech] No cóż, La Séptima również była kluczowym momentem w historii Realu Madryt i nie można jej odebrać nawet odrobiny znaczenia, a zwłaszcza, że przyszła po tak długim czasie oczekiwania. Natomiast La Décima to był początek ery, na pewno jednej z dwóch najważniejszych epok w historii Realu Madryt. Ona zaczęła się tutaj na tym stadionie w 2014 roku. Nie mogę powiedzieć nic więcej niż to, że te wspomnienia są tylko dobre u wszystkich i obyśmy jutro też tu wygrali.
[dziennikarka z Portugalii] Wiele mówiono o powrocie José Mourinho do Realu Madryt. Czy gdyby Mourinho zadzwonił do pana, proponując swój powrót do Realu Madryt i pracę jako jego asystent, przyjąłby pan taką ofertę?
Posłuchaj, nie jestem raczej osobą, która rozmawia o przypuszczeniach ani o rzeczach, które się nie wydarzyły albo o których nie wiemy, czy się wydarzą. Jestem bardzo, bardzo skupiony na teraźniejszości, na jutrzejszym meczu, a także na tym, żeby wyciągnąć maksimum z moich piłkarzy. To oczywiście będzie mecz, który moim zdaniem zapamiętam na zawsze... Ale o ile wygramy, bo to jest dla mnie jutro najważniejsze [śmiech].
[El Desmarque] Mourinho powiedział, że chce zobaczyć cię szczęśliwego i że chciałby, abyś jutro, gdy się przywitacie, powiedział mu: „José, podoba mi się to, co robię”. Czy po tych 15 dniach rzeczywiście podoba ci się to, co robisz? Czy czujesz się komfortowo?
Przede wszystkim czuję ogromną odpowiedzialność związaną z sytuacją, w której się znalazłem. Ale bycie na tym fotelu można przeżywać tylko w jeden sposób: ciesząc się tym. Moim zdaniem nie ma innej drogi. Trzeba cieszyć się tym fotelem: od pierwszego dnia do tego ostatniego. To próbuję robić, dając z siebie wszystko, pracując na maksa i starając się wyciągać maksimum z zawodników. Nie ma jednak innej drogi, by to robić niż ta, o której mówisz. Nie tylko w tej pracy, ale w całym życiu. Jeśli robisz to, co lubisz, to musisz w pełni się tym cieszyć, wiedząc, że wiąże się to też z ogromnym wysiłkiem, poświęceniem i pracą. Wierzę, że taki sposób przychodzą efekty.
[AS] W meczu z Villarrealem bardzo łatwo znajdowaliście Viníciusa w sytuacjach przewagi, czego wcześniej brakowało. W tej strefie często pojawiają się też Mbappé i Bellingham. Czy twoim celem jest budowanie relacji między tymi zawodnikami? Czy może raczej szukasz tego, by takie współprace rodziły się naturalnie?
Połączenia na boisku i między piłkarzami są bardzo ważne. Trzeba nad nimi pracować. Są zawodnicy, którzy się szukają i dobrze rozumieją. Oczywiście tu rozmawiamy o spektakularnej trójce, na pewno tej najbardziej przełamującej rywala na świecie. Oni są bardzo ważni dla naszego zespołu, ale nie tylko są to oni. Na drugim boku też mamy świetnych graczy, którzy mogą się łączyć. Oczywiście trzeba umieć pracować nad tymi połączeniami między zawodnikami grającymi blisko siebie, by się poruszali i wymieniali pozycjami. To część naszej pracy i skupiamy się na tym. Na pewno z czasem będzie to wyglądać lepiej i będziemy lepsi w fazie ofensywnej, w której moim zdaniem ciągle możemy dać dużo więcej. A już szczególnie przy jakości tych zawodników. Postaramy się maksymalnie wykorzystać ich warunki.
[El País] Chciałem zapytać o Ardę Gülera. Czy uważasz, że jest już gotowy, by prowadzić grę zespołu i wyprowadzać piłkę przeciwko najsilniejszym rywalom w Europie? Czy raczej on potrzebuje bardzo konkretnego kontekstu do takiej gry i dodatkowej ochrony w strukturze zespołu? Jaki masz obecnie na niego pomysł?
Mogę mówić dzisiaj tylko o tym, co widzę teraz u Ardy. To chłopak z ogromnymi umiejętnościami, wielkim talentem, świetną wizją gry, ostatnim podaniem i bardzo dobrym przerzutem piłki, co było widać z Villarrealem. Uważam, że to broń, którą musimy częściej wykorzystywać. Jest oczywiście bardzo młody i ma wiele do poprawy, ale też bardzo ciężko pracuje i wykonuje duży wysiłek. Kończy mecze bardzo zmęczony z powodu wysiłku defensywnego, który bardzo nam pomaga. Jego zaangażowanie defensywne jest ogromne, ale ponad wszystkim chcemy wykorzystywać jego talent. Może to robić zarówno bliżej obrońców przy wysokim pressingu rywala, jak i bliżej napastników przy ostatnim podaniu. On musi rozwijać się w tych sytuacjach, a gdy nadejdą te najbardziej wymagające mecze, to na pewno nam pomoże i wniesie swoje. Na pewno z upływem czasu, meczów i doświadczenia będzie bardzo ważnym zawodnikiem na poziomie światowym, jeśli już nim nie jest.
[Radio MARCA] Pozostaje jasno, że dla ciebie postać Mourinho wykracza poza futbol. Który trener poza nim najbardziej wpłynął na ciebie piłkarsko? I od kogo przenosisz teraz rzeczy do swojej pracy?
Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim trenerom, których miałem od juniorów aż do dojścia na poziom pierwszoligowy. Przeszedłem przez Joaquína Caparrósa, któremu dziękuję za jego ostatnie słowa. Pracowałem z nim zaledwie 6 miesięcy, ale był bardzo ważny, bo jako pierwszy dał mi zaufanie w Primera División. To zaufanie dało mi przejście do Liverpoolu, gdzie spotkałem Rafę Beníteza, który też był ważny dla mojej kariery, który wiele mnie nauczył i który nawet zmienił mi pozycję. Później wróciłem do Madrytu, gdzie pracowałem z wielkimi trenerami, jak Pellegrini, ponownie Rafa, Carlo czy Zizou. W kadrze pracowałem z Luisem [Aragonésem] i Vicente [Del Bosque]. Miałem ogromne szczęście. Wielkie szczęście, bo miałem świetnych trenerów, bardzo różniących się od siebie, ale wszyscy odnosili ogromne sukcesy. To uczy cię futbolu i pokazuje, że nie ma jednej drogi do zwycięstwa, jednego sposobu prowadzenia grupy czy jednego sposobu bycia, który jest kluczowy lub na pewno da ci sukces. Myślę, że każdy z nich był świetnym liderem i każdy miał swoje wielkie idee piłkarskie oraz pomysły. Często wydaje się, że wyróżniamy coś u jakiegoś trenera i umniejszamy resztę jego cech, ale dla mnie wszyscy moi trenerzy byli bardzo kompletni i bardzo przygotowani. Nie powiem, że bycie trenerem jest trudne, ale też nie jest łatwe [uśmiech], bo musisz robić wiele rzeczy dobrze. Ja miałem wielkie szczęście, że trafiłem na nich wszystkich.
[dziennikarz z Portugalii] Mourinho bardzo pana chwalił. Mówiono dużo o możliwości jego powrotu do Realu Madryt. Czy chciałby pan, aby do tego doszło?
Jak już powiedziałem twojej koleżance, nigdy nie lubię mówić o przypuszczeniach. Rozmawialiśmy o tym, co oznaczała wygrana 12 lat temu na tym stadionie i zdobycie La Décimy. Myślę, że nie można odebrać zasług Carlo ani potem Zizou za to, co osiągnęli, ale jestem przekonany, że fundamenty pod wszystko, co się później wydarzyło, położył José Mourinho. Oczywiście przychodzę tu wygłosić moją opinię, a nie kogokolwiek do niej przekonywać, ale tak to widzę i myślę, że również klub zawsze bardzo wysoko cenił José. Dlatego uważam, że on był, jest i będzie uno di noi.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze