Mikautadze: Myślę, że Real powinien się bardziej nas bać
Victor Franch z dziennika MARCA przeprowadził wywiad z Georgesem Mikautadze, czyli napastnikiem Villarrealu. 25-latek podkreśla, że on i jego koledzy nie boją się sobotniego starcia z Realem Madryt.
Georges Mikautadze. (fot. Getty Images)
Jesteś w Hiszpanii i grasz w La Lidze od sześciu miesięcy. Jak przebiega twoja adaptacja?
Wszystko idzie dobrze. Bardzo się cieszę, że tu jestem. Od sześciu miesięcy staram się jak najlepiej realizować nasze cele. Wszystko w tym klubie opiera się na zjednoczeniu, nawet wspólne posiłki z resztą zespołu.
Dobrze rozpocząłeś rok 2026, strzelając dwa gole w pierwszych kilku meczach, byłeś decydujący dla swojej drużyny. Czy czujesz, że grasz coraz lepiej w Villarrealu?
Tak, cały czas się poprawiam. Zdaję sobie z tego sprawę. Rozumiem, czego trener ode mnie wymaga na boisku, a w 2026 roku rozegraliśmy już trzy mecze ligowe, w których zawsze byłem ważny. Jestem więc bardzo szczęśliwy.
W niektórych z ostatnich meczów, na przykład przeciwko Barcelonie czy w trakcie starcia z Elche, drużyna stosowała wyższy pressing. Zbiegło się to z twoją lepszą grą. Czy czujesz się lepiej, gdy drużyna gra w ten sposób?
Tak. Myślę, że to przynosi korzyści wszystkim atakującym, ponieważ grając wyżej na boisku, wywieramy większy pressing i odbieramy piłkę wyżej. To daje nam większą szansę na szybszy atak i strzelanie goli.
Po przeprowadzce z ligi francuskiej do hiszpańskiej, jaką główną różnicę widzisz między nimi?
Niewielką. Wszędzie w piłkę gra się mniej więcej tak samo. Jednak w lidze hiszpańskiej jest więcej gry piłką niż we Francji. To główna różnica.
Gra w Lyonie była dla ciebie spełnieniem marzeń. Decyzja o odejściu na pewno nie była łatwa?
Tak, nie było łatwo opuścić Lyonu, a początkowo miałem zostać, ale ostatecznie poszedłem szukać szczęścia gdzieś indziej. Staram się jak najmocniej skupić na Villarrealu, bo jestem w nim i bardzo się z tego cieszę. Klub miał problemy finansowe; potrzebował dochodów. Nie było wielu wartościowych zawodników, więc to ja musiałem odejść, żeby pomóc klubowi. Mimo to bardzo się cieszę, że tu jestem.
Pożegnano cię jak idola.
To naprawdę mnie poruszyło. Urodziłem się tam, dorastałem w tym mieście, moja rodzina i przyjaciele są z Lyonu. Odejście było trudne. Poza tym byłem tam tylko rok, ale zostawiłem po sobie ślad swoją osobowością, zarówno na boisku, jak i poza nim, ponieważ jestem bardzo blisko ludzi i kibiców. To była trudna decyzja.
To był trudny tydzień, bo przegraliście z Betisem i Ajaxem. Jaka atmosfera panuje w drużynie po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, a przed meczem z Realem Madryt?
Nikt nie lubi przegrywać. Wiemy, że nie zaprezentowaliśmy się najlepiej w Lidze Mistrzów, ale to już za nami. Teraz czeka nas wyzwanie przeciwko Realowi i wiemy, że musimy wygrać ten mecz.
Real strzelił sześć goli Monaco, czyli drużynie, którą dobrze znasz. Czy martwi cię jego dyspozycja strzelecka?
Nie, nie boimy się. Jesteśmy na trzecim miejscu w La Lidze. Myślę, że to oni powinni się nas bardziej bać. Znamy swoje mocne strony i wiemy, na co nas stać. Podejdziemy do meczu bez strachu i z celem zdobycia trzech punktów.
Dorastałeś w czasach, gdy w pucharach dochodziło do wielu starć między Lyonem a Realem Madryt. Czy gra przeciwko Królewskim jest teraz dla ciebie czymś wyjątkowym, biorąc pod uwagę historię Lyonu?
Tak, kiedy byłem mały, chodziłem na wszystkie mecze Lyonu z Realem na Stade Gerland. Czy to coś wyjątkowego? Tak… ale ostatecznie to tylko kolejny mecz. Wiemy, że będzie trudno, że nie jest łatwo pokonać Realu, ale jesteśmy tu po to, żeby wygrywać. Teraz moim celem jest strzelać gole, być decydującym dla Villarrealu i pomóc klubowi się rozwijać.
Niedawno powiedziałeś, że widzisz Villarreal walczący o mistrzostwo. Czy nadal uważasz, że możecie powalczyć o coś wielkiego?
Tak, oczywiście. To, że Real Madryt strzelił ostatnio sześć goli, nie zmienia mojego zdania. Jesteśmy blisko pierwszego miejsca. Wiemy, że czekają nas trudne mecze, takie jak ten sobotni, ale to nie powstrzymuje nas przed chęcią poprawiania swojej pozycji i zdobywania punktów.
Należysz do najlepszego pokolenia gruzińskiej piłki nożnej: są w nim Kwaracchelia, Mamardaszwili, Koczoraszwili… Urodziłeś się we Francji, ale twoja rodzina jest z Gruzji. Bliscy na pewno byli dumni, widząc, jak strzelasz pierwszą bramkę dla Gruzji na Mistrzostwach Europy.
Myślę, że to najlepsze pokolenie, jakie Gruzja kiedykolwiek miała. Jesteśmy jak bracia i dajemy z siebie wszystko, by godnie reprezentować nasz kraj i sprawiać radość ludziom, którzy przychodzą na stadion. Świetnie się bawimy, grając razem, ponieważ wierzymy, że w piłce nożnej chodzi o dobrą zabawę. To było wyjątkowe; to był nasz pierwszy raz na Mistrzostwach Europy. Wychodząc na boisko, widząc kibiców… wiedzieliśmy, że jesteśmy tam dla nich i chcieliśmy rozegrać wspaniały turniej. Emocje narastały u wszystkich i to było pięknie.
Mamardaszwili grał w Valencii, a Koczoraszwili w Castellónie. Prosiłeś ich o radę, gdy wpłynęła oferta z Villarrealu?
Powiedziano mi, że Villarreal to klub bardzo rodzinny, idealny do rozwoju. Również, że Walencja to piękne miasto i że pogoda tu jest zazwyczaj świetna. Śledzę ligę hiszpańską od dziecka i naprawdę nie mogłem się doczekać, żeby do niej trafić i w niej grać.
Grasz dla Gruzji, ale urodziłeś się we Francji. Myślę, że przekonał cię telefon od legendy francuskiego futbolu, Willy'ego Sagnola, który trenował wówczas reprezentację Gruzji.
Grałem w Belgii, kiedy do mnie zadzwonił, ale prawda jest taka, że dołączenie do reprezentacji Gruzji było łatwą decyzją. Myślałem o tym już na wypożyczeniu w Belgii. Porozmawialiśmy i zdecydowałem się pojechać na zgrupowanie.
Bycie napastnikiem w Villarrealu w ostatnich sezonach było synonimem sukcesu, czego przykładami są Gerard, Ayoze, Sørloth, Barry...
Wiedziałem, że w Villarrealu grali wielcy napastnicy. Ja też tu jestem, żeby iść swoją drogą i zostawić po sobie ślad.
Niedawno widzieliśmy na nagraniu, że grałeś z dziećmi w piłkę nożną na ulicy. Czy uważasz się za piłkarza ulicznego, piłkarza ludu?
Jako dziecko spędzałem godziny bawiąc się na ulicy w mojej dzielnicy w Lyonie. Tutaj również widziałem dzieci bawiące się na ulicy i bawiłem się z nimi, aby sprawić im radość. Myślę, że to część mojej osobowości; mam wielkie serce i zawsze staram się dawać z siebie wszystko dla innych.
Czy przenosisz na boisko coś z futbolu ulicznego?
Są rzeczy, które robisz na ulicy, a których nie możesz zrobić na boisku, ale to prawda, że ten duch pozostaje w tobie i przekazujesz go, kiedy grasz.
Jakie są obecnie twoje marzenia?
Chcę zdobywać w Villarrealu tytuły, osiągnąć najwyższy możliwy poziom i zostawić po sobie ślad. Chcę, żeby ludzie pamiętali, że grałem dla Villarrealu i wiedzieli, że przyszedłem tu, żeby pokazać, kim jestem w nowej lidze, w Hiszpanii. To moje marzenie.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze