Advertisement
Menu
/ as.com

Marcelino: W spotkaniach z rywalami z absolutnego topu mamy problem, gdy wynik jest dla nas niekorzystny

Marcelino udzielił wywiadu dla dziennika AS. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z trenerem Villarrealu.

Foto: Marcelino: W spotkaniach z rywalami z absolutnego topu mamy problem, gdy wynik jest dla nas niekorzystny
Marcelino. (fot. Getty Images)

Jesteście po porażce z Betisem, ale twój Villarreal zakończył pierwszą rundę z 41 punktami i ma jeszcze jeden mecz do rozegrania (z Levante). W sierpniu wyobrażałeś sobie taki dorobek?
Nie mam w zwyczaju stawiać takich prognoz. Doświadczenie pomaga ustawiać priorytety: liczy się to, co najbliższe, skupienie na kolejnym meczu. Jestem za to bardzo zadowolony z tego, jak grupa zareagowała na rywalizację w Lidze Mistrzów, gdzie wielu zawodników debiutowało, tak samo w La Lidze. Jasne, nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu nie myślałbym, że tak szybko dobijemy do 41 punktów, bo to wynik kosmiczny. Równocześnie liczyłem na większą zdobycz w Lidze Mistrzów. I to właśnie sprawia, że piłka nożna jest tak wspaniała: jest nieprzewidywalna.

Czy Villarreal może być czarnym koniem La Ligi?
Nie. To drużyna, której wielkim celem i wyzwaniem jest gra w Lidze Mistrzów przez dwa kolejne sezony. Sezon jest jeszcze długi, do realizacji tego celu daleko, ale idziemy w dobrą stronę.

Mikautadze mówił otwarcie o walce o mistrzostwo. Cieszy cię to, czy przeszkadza, że mogą powstawać takie oczekiwania?
Lubię optymizm i ambicję piłkarzy, bo to znaczy, że wierzą w to, co robią, wierzą w kolegów, w sztab, w klub. Ambicja zawsze będzie mile widziana. Oby wszyscy potrafili myśleć w taki sposób. Trzeba jednak iść kolejka po kolejce, pamiętając, że każdy mecz to inna historia, że każde spotkanie bardzo trudno wygrać i że z biegiem La Ligi robi się coraz trudniej.

Wygraliście 12 z 14 meczów, w których obejmowaliście prowadzenie, ale przegraliście z rywalami z górnej półki: Barceloną, Atlético i Realem Madryt, a ostatnio także na boisku Betisu. Co ci to mówi?
Dodam, że w dwóch meczach z tych czternastu, które zremisowaliśmy, w dziewięćdziesiątej trzeciej minucie prowadziliśmy. Te liczby mówią mi, że jesteśmy zespołem wiarygodnym, natomiast w spotkaniach z rywalami z absolutnego topu mamy problem, gdy wynik jest dla nas niekorzystny. To element do poprawy. Musimy zbliżyć się poziomem rywalizacji do wielkiej trójki, a w tę sobotę mamy u siebie okazję, by pokazać, że potrafimy.

Rywalem jest Barcelona – lider tabeli – czy raczej bezpośredni konkurent w walce o czołówkę?
Uważam, że rywalem powinniśmy być przede wszystkim my sami. Zawsze myślę, że trzeba patrzeć na siebie i podnosić wymagania. Tylko w ten sposób dogonimy tych, którzy są przed nami w tabeli. Jeśli pojawi się samozadowolenie, że wszystko jest świetnie, jeśli uznamy, że ci, którzy gonią i są poza strefą Ligi Mistrzów, zostali daleko z tyłu, stracimy to, co niezbędne, by wygrywać pewnie. I to dzieje się często niepostrzeżenie. Naszym zadaniem jest trzymać fokus na poprawie. Jesteśmy młodym zespołem, który musi zbliżyć się poziomem rywalizacji do wielkiej trójki.

Kryzys Realu Madryt postrzegałeś jako chwilowy, czy uważasz, że to, co dzieje się w tym roku, jest nieodwracalne?
Tak wielki klub, z tak dobrymi piłkarzami, zawsze ma większe szanse na szybkie odwrócenie sytuacji niż kluby z mniejszymi zasobami. Przechodzi teraz trudniejszy okres, bo dla Realu Madryt nienormalne jest niezdobycie żadnego trofeum w sezonie, jak rok temu i odpadnięcie już z dwóch rozgrywek w połowie kolejnego. Trudno jednak oceniać z dystansu. Mam do Realu Madryt ogromny szacunek, a i tak mam co robić, oceniając własne sprawy. Jestem pewien, że mają zasoby – ludzkie i piłkarskie – by szybko odwrócić dowolną sytuację. Wystarczy spojrzeć na Ligę Mistrzów: mają spore szanse na miejsce w pierwszej ósemce.

Zaskoczyło cię zwolnienie Xabiego Alonso?
Zasmuciło mnie. Zaskoczenie? Nie, bo coraz częściej widzimy decyzje, których nikt się nie spodziewa. Mogę to potwierdzić. Trenerzy mają wielką przewagę: robimy to, co naprawdę lubimy. Mamy jednak świadomość, że we współczesnym futbolu istnieją okoliczności, na które nie mamy wpływu. Kluby od kogoś zależą, a większość to spółki akcyjne – z właścicielami, którzy robią to, co ich zdaniem jest najlepsze dla „firmy”. Trenerzy są całkowicie wystawieni na ich ocenę. Na szczęście zwykle zależymy od wyników, choć nie zawsze w stu procentach. Smuci mnie za każdym razem, gdy widzę kolegę, który cierpi – w trakcie meczu albo wtedy, gdy w opinii publicznej narasta szum, że jego przyszłość wisi na włosku. Takie sytuacje mnie przygnębiają. Wczuwam się w jego położenie i przypominają mi się momenty, gdy sam przeżywałem najtrudniejsze chwile, związane właśnie z taką atmosferą.

Zawsze powtarzasz, że w futbolu głównymi bohaterami są piłkarze. Na ile trzeba to kontrolować i na ile w ogóle da się to kontrolować?
Uważam, że kluby, które działają dobrze, mają dyscyplinę w różnych obszarach. Trener powinien być szefem szatni i wszyscy muszą o tym wiedzieć. Jeśli właściciel nie ufa trenerowi, powinien go zwolnić. Przeciąganie braku zaufania zmniejsza szanse na zmianę złej dynamiki i wpycha klub w coraz bardziej negatywną spiralę. Z mojego doświadczenia – a ono jest już spore – wynika, że gdy sztab ma wsparcie dyrekcji sportowej i władz, wtedy rosną szanse na sukces albo na realizację realistycznych celów. Natomiast w momencie, gdy istnieje bliska relacja piłkarzy z kierownictwem, a pomiędzy nimi stoi trener, kiedy obie strony oceniają jego pracę, szatnia widzi, że trener jest słaby. Nie znam wszystkich realnych przypadków, ale nie sądzę, by wiele zespołów osiągało wtedy dobre wyniki. Dla trenera taki układ ma krótki żywot, bardzo krótki.

Mówisz z doświadczenia?
To rzeczy, których człowiek się uczy. Nie muszę mówić gdzie, ale przeżyłem sytuację, w której pozwolono nam „umierać”, aż zostaliśmy zwolnieni jak trup. Na szczęście doświadczyłem też odwrotnego scenariusza: były fazy zwątpienia, a mimo to otrzymaliśmy zdecydowane wsparcie i w końcu przyszły sukcesy. Dlatego mam jasność: wszyscy muszą wiosłować w tę samą stronę. W futbolu nawet gdy robisz wiele rzeczy dobrze, wyniki nie zawsze przychodzą. Gdy robisz je źle, sukces staje się trudny, niemal niemożliwy.

W Villarrealu wiele rzeczy działa dobrze, a mimo to w Lidze Mistrzów nie spełniliście oczekiwań. Dlaczego?
To splot okoliczności. Latem dokonaliśmy bardzo wielu zmian w zespole, część wymusiły kontuzje pojawiające się w biegu (Pau Cabanes, Logan i Kambwala). Mało treningów, a od razu rywalizacja. Mocno podkreślaliśmy, że mamy cieszyć się każdymi rozgrywkami, ale nie wolno nam odpuścić La Ligi. Jeśli przeanalizujesz mecz po meczu, to w La Lidze te kluczowe momenty częściej układały się po naszej myśli, a w Lidze Mistrzów odwrotnie. Wiele razy wracałem do naszych spotkań w Lidze Mistrzów i one są brutalne, bezlitosne. Gol w Londynie w trzeciej minucie – samobój; Juventus wyrównał zaraz po przerwie, mimo że zasłużyliśmy, by schodzić do szatni przy wyniku 2:0; Manchester City był po prostu wyraźnie lepszy; w Dortmundzie wydarzyło się wszystko… Poważny błąd popełniliśmy w Pafos, choć rywal trafił przy swoim jedynym strzale… Jasne, mogliśmy rywalizować lepiej, ale nawet gdy graliśmy dobrze, nic nam się nie uśmiechnęło. Jakbyśmy mieli nad głową wyjątkowego pecha. Uważam jednak, że to dobra lekcja, bo – jak mówiłem – wielu zawodników miało minimalne doświadczenie w Lidze Mistrzów, a te rozgrywki wymagają maksimum w każdej minucie.

Masz wrażenie, że dziś w futbolu bardziej karze się za błąd?
Szczerze mówiąc, nie mam takiego odczucia. Futbol zawsze składał się z trafnych decyzji i pomyłek. Widzę natomiast, że dziś piłka wymaga pracy zespołowej, a tempo gry jest takie, że sam talent nie wystarcza, by stać się ważnym piłkarzem. Potrzebujesz talentu w tempie, bo jeśli tempo cię przerasta, zawodnik ma mniej kontaktów z piłką i przestaje być decydujący.

Bez Ligi Mistrzów i bez Pucharu Króla, a przy takiej kadrze – czy twoje zadanie w tej rundzie to trzymanie w ryzach ego tych, którzy będą grali mniej?
Sposób prowadzenia grupy przez sztab w ogóle nie będzie się różnił. Nigdy nie wystawialiśmy składu pod jedne rozgrywki, a innego pod drugie. Staraliśmy się nie robić rozróżnień między zawodnikami. Będziemy próbować być możliwie sprawiedliwi, z jednej strony wpajać pracę, entuzjazm i ambicję, z drugiej – sprawić, by grupa pamiętała, że futbol zmienił się, odkąd można dokonywać pięciu zmian.

Dlaczego?
Dla mnie to prawdziwy przełom. Zespoły, które konsekwentnie utrzymują wysiłek przez 90 minut i trzymają się swojej idei, zdobywają mnóstwo punktów. Ogromny wkład mają w tym zarówno ci, którzy zaczynają, jak i ci, którzy wchodzą z ławki. Jeśli potrafimy utrzymać to wszystko przy życiu tak jak dotąd, nasza wydajność będzie bardzo wysoka.

Co najbardziej zmieniło się w futbolu w ciągu twoich 30 lat na ławce?
Nie widzę wielkiej zmiany w aspekcie taktycznym. Lata temu były zespoły oparte na posiadaniu, inne grały bardziej bezpośrednio… i dziś jest podobnie. Uważam natomiast, że dwie przepisy naprawdę dużo zmieniły. Pierwszy – wprowadzony już dawno – że bramkarz nie może łapać ręką piłki podanej przez kolegę. Drugi to pięć zmian, o których wspomniałem: moim zdaniem wpłynęły bardzo pozytywnie na futbol.

Trzeci w La Lidze, przedostatni w Lidze Mistrzów – czy to może być sygnał, że La Liga straciła potencjał w Europie?
To możliwe. Wymagałoby głębszej analizy. Różnica w tym, jak ogólnie zespoły z La Ligi rywalizowały w Europie 5 czy 10 lat temu, a jak robią to teraz, jest widoczna.

W jakim sensie?
W jakości indywidualnej. Możliwości finansowe klubów były większe. Teraz wielu hiszpańskich piłkarzy wyjeżdża z naszej ligi. Są kluby z Championship, które finansowo dorównują ponad połowie klubów z La Ligi. Spójrz na nasz przypadek. Jesteśmy zespołem z Ligi Mistrzów, mieliśmy reprezentanta Hiszpanii, a przyszedł Crystal Palace – to nie jest angielski top – i zabrał Yeremy’ego Pino za dużą kwotę, z pensją wyższą niż to, co mógłby mu zapłacić jakikolwiek hiszpański klub.

Ta drzazga związana z Ligą Mistrzów – liczysz, że wyjmiesz ją właśnie w Villarrealu? I twoja odpowiedź przyda mi się, żeby zapytać o przedłużenie kontraktu.
Tak, oczywiście. Chciałbym zagrać w Lidze Mistrzów w przyszłym roku. Żeby do tego doszło, jeśli nadal będziemy w Villarrealu, najpierw musimy się zakwalifikować. Wierzę, że ta sama kadra w kolejnym sezonie będzie rywalizować w Lidze Mistrzów zdecydowanie lepiej. Jestem przekonany, że ten młody, entuzjastyczny zespół, z dużym potencjałem, dopracuje drobne szczegóły, które nas karały. Trener musi jednak myśleć o tym, co najbliższe, a nie o dalekiej perspektywie. Jesteśmy tam, gdzie chcemy być i czujemy się w Villarrealu dobrze. Kiedy przyjdzie moment rozmowy o dalszej współpracy, usiądziemy, porozmawiamy, a jeśli obie strony będą w stu procentach przekonane, że dla Villarrealu najlepsze jest, by nasze drogi dalej biegły razem, to tak właśnie będzie.

Jeszcze nie rozmawialiście?
Nie, nie dogłębnie. Gdy do tego dojdzie, jestem pewien, że wszystkie strony… jeśli będziemy przekonani… Z naszej strony jest pełna, naprawdę pełna gotowość, by kontynuować.

Kilka pytań o konkretnych piłkarzy: co dałeś Moleiro?
Ja nie daję piłkarzowi nic. Staramy się dać mu narzędzia, by wyciągnął maksimum ze swoich jakości i oddał je do dyspozycji zespołu. Cała reszta zależy od niego: od jego pracy, możliwości, nastawienia, regularności, głodu, pasji i entuzjazmu. Ma to ogromną wartość, bo przechodzi z roli ważnego piłkarza w Las Palmas do roli jednego z wielu w Villarrealu… a jednak potrafił żyć z nową sytuacją i notuje stały, konsekwentny progres. Cała zasługa należy do niego.

Widzisz w nim poziom reprezentacji?
Tak, widzę w nim piłkarza o bardzo wysokim poziomie. Tylko że nie lubię też mówić „ma jechać na kadrę” albo „nie ma jechać”. Jest selekcjoner, który decyduje, jacy piłkarze mają się znaleźć w reprezentacji. Natomiast jego liczby, forma, rozwój, młody wiek i chęć pracy… wszystko wskazuje, że to zawodnik do rozważenia. Równocześnie w kadrze na tej pozycji są bardzo dobrzy piłkarze, którzy też grają na świetnym poziomie. Selekcjoner oceni, czy to zawodnik brany pod uwagę, a później dobierze go do reszty kolegów, z którymi pracuje od pewnego czasu.

Na koniec: czy Parejo ma jeszcze paliwo, żeby grać dłużej niż do czerwca?
Trzeba iść dzień po dniu, jak we wszystkim. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość. Oczywiste jest natomiast to, że jesteśmy zadowoleni z jego gry. Znamy jego możliwości. Był i jest piłkarzem znakomitym. Wiemy też, że pod względem fizycznym nie jest już w stanie przez długi czas bez przerwy wytrzymywać temp, których wymagają zespoły walczące o najwyższe cele. Uważam jednak, że zawodnik o takim talencie, jakości i doświadczeniu może być bardzo ważny dla grupy i drużyny. Może wnosić wartość przy bardzo dużej liczbie minut, przy nieco mniejszej albo przy małej. Gdy nadejdzie odpowiedni moment, ocenimy to, czego chce sam piłkarz, czego chce klub i czego będzie chciał ówczesny sztab szkoleniowy.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!