– Tydzień temu w tym programie debatowaliśmy o porażce Realu Madryt w Albacete i po bardzo trudnym tygodniu udało im się naprostować kurs. Bezpośrednie źródła z szatni Realu Madryt wyjaśniają, że sobotnie gwizdy miały nieoczekiwany efekt, jakim było zjednoczenie grupy. Te same źródła wskazują, że dni między meczem z Albacete a spotkaniem z Levante były chłodne, pełne względnej ciszy, jakby każdy szedł trochę swoją drogą, a natomiast po Levante i przed Monaco pojawiła się już inna atmosfera: bycia bardziej drużyną, bardziej grupą. Przynajmniej przez kilka dni znów patrzyli na siebie jak na zespół, a nie każdy walczył tylko za siebie.
– Arbeloa jest taki, jakiego się go spodziewano z zewnątrz: bezpośredni, bliski piłkarzom, z jasnymi zamysłami i ze sztabem szkoleniowym, który praktycznie nie rozmawia bezpośrednio z zawodnikami. Komunikacja przechodzi przez Arbeloę, który wydaje instrukcje, motywuje i wyjaśnia podstawowe założenia treningu. Oczywiście przygotowuje to razem ze sztabem, ale potem sam sztab w trakcie zajmuje się przygotowywaniem tego, co zaplanowano.
– [kolega wtrąca się: A Pintus?] Oczywiście, że piłkarze rozmawiają z Pintusem. To teraz kluczowa postać w tym klubie [śmiech innych dziennikarzy]. Wracam jednak do tego, że sztab Xabiego Alonso, z którym żegnali się w prywatnych wiadomościach WhatsApp z tą sympatią dla kolegów z pracy, był sztabem bardzo skrupulatnym, bo tego wymagał Xabi. Byli sztabem ingerującym. Powtarzali zawodnikom to, co widzieli na wideo i co przenosili na boisko...
– [kolega dopowiada, że sztab Xabiego był nadgorliwy] Nie chcę używać słowa „nadgorliwy”, bo może brzmieć pejoratywnie, ale z nimi przez długi czas oglądali już słynne filmiki, a gdy wychodzili na boisko, to wszystko było już rozrysowane na boisku treningowym z pachołkami, taśmami i piłkami, a także dokładnie podzielone na sektory zgodnie z tym, co widzieli na wideo. I piłkarze musieli na boisku odtwarzać to, co widzieli na wideo, a w trakcie tej boiskowej rekonstrukcji filmiku, jak nam mówią, sztab złożony z dobrych profesjonalistów był odrobinę zbyt natarczywy jak na to, do czego ta grupa była przyzwyczajona. Tego przy Arbeloi nie ma. Powtarzam, komunikację z piłkarzami prowadzi Arbeloa.
– Pierwszy tydzień po Albacete poszedł mu dobrze... Klęska w Albacete wciąż istnieje, ale życie po Albacete musi toczyć się dalej. Następnie w kolejnym meczu z Levante przyszły bardzo ostre gwizdy, a teraz, jak mawia [dziennikarz] Romero, musi przemówić boisko i trzeba zagrać dwa trudne spotkania z Villarrealem i w Lizbonie. Jednak źródła mówią, że przy tym, co sami przeżyli od zeszłej środy do sobotniego poranka, a przy tym, co czuć w Valdebebas od niedzieli do dzisiaj, wydaje się, że minęło więcej czasu niż tylko kilka dni.
Komentarze (104)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się