„Komunikację z piłkarzami prowadzi sam Arbeloa, asystenci Xabiego byli trochę zbyt natarczywi”
Antón Meana wypowiedział się o atmosferze w pierwszej drużynie Realu Madryt po zmianie trenera. Przedstawiamy wypowiedzi dziennikarza radia SER, który zajmuje się głównie Realem Madryt i hiszpańską reprezentacją.
Álvaro Arbeloa na treningu w Valdbebeas. (fot. Getty Images)
– Tydzień temu w tym programie debatowaliśmy o porażce Realu Madryt w Albacete i po bardzo trudnym tygodniu udało im się naprostować kurs. Bezpośrednie źródła z szatni Realu Madryt wyjaśniają, że sobotnie gwizdy miały nieoczekiwany efekt, jakim było zjednoczenie grupy. Te same źródła wskazują, że dni między meczem z Albacete a spotkaniem z Levante były chłodne, pełne względnej ciszy, jakby każdy szedł trochę swoją drogą, a natomiast po Levante i przed Monaco pojawiła się już inna atmosfera: bycia bardziej drużyną, bardziej grupą. Przynajmniej przez kilka dni znów patrzyli na siebie jak na zespół, a nie każdy walczył tylko za siebie.
– Arbeloa jest taki, jakiego się go spodziewano z zewnątrz: bezpośredni, bliski piłkarzom, z jasnymi zamysłami i ze sztabem szkoleniowym, który praktycznie nie rozmawia bezpośrednio z zawodnikami. Komunikacja przechodzi przez Arbeloę, który wydaje instrukcje, motywuje i wyjaśnia podstawowe założenia treningu. Oczywiście przygotowuje to razem ze sztabem, ale potem sam sztab w trakcie zajmuje się przygotowywaniem tego, co zaplanowano.
– [kolega wtrąca się: A Pintus?] Oczywiście, że piłkarze rozmawiają z Pintusem. To teraz kluczowa postać w tym klubie [śmiech innych dziennikarzy]. Wracam jednak do tego, że sztab Xabiego Alonso, z którym żegnali się w prywatnych wiadomościach WhatsApp z tą sympatią dla kolegów z pracy, był sztabem bardzo skrupulatnym, bo tego wymagał Xabi. Byli sztabem ingerującym. Powtarzali zawodnikom to, co widzieli na wideo i co przenosili na boisko...
– [kolega dopowiada, że sztab Xabiego był nadgorliwy] Nie chcę używać słowa „nadgorliwy”, bo może brzmieć pejoratywnie, ale z nimi przez długi czas oglądali już słynne filmiki, a gdy wychodzili na boisko, to wszystko było już rozrysowane na boisku treningowym z pachołkami, taśmami i piłkami, a także dokładnie podzielone na sektory zgodnie z tym, co widzieli na wideo. I piłkarze musieli na boisku odtwarzać to, co widzieli na wideo, a w trakcie tej boiskowej rekonstrukcji filmiku, jak nam mówią, sztab złożony z dobrych profesjonalistów był odrobinę zbyt natarczywy jak na to, do czego ta grupa była przyzwyczajona. Tego przy Arbeloi nie ma. Powtarzam, komunikację z piłkarzami prowadzi Arbeloa.
– Pierwszy tydzień po Albacete poszedł mu dobrze... Klęska w Albacete wciąż istnieje, ale życie po Albacete musi toczyć się dalej. Następnie w kolejnym meczu z Levante przyszły bardzo ostre gwizdy, a teraz, jak mawia [dziennikarz] Romero, musi przemówić boisko i trzeba zagrać dwa trudne spotkania z Villarrealem i w Lizbonie. Jednak źródła mówią, że przy tym, co sami przeżyli od zeszłej środy do sobotniego poranka, a przy tym, co czuć w Valdebebas od niedzieli do dzisiaj, wydaje się, że minęło więcej czasu niż tylko kilka dni.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze