Bellingham odpowiada na nagonkę i plotki
Anglik widzi, jak bezpodstawna plotka próbuje zabrudzić jego wizerunek – podobnie jak Pedri, który po kontuzjach mierzył się z nękaniem i krytyką dotyczącą jego życia prywatnego.
Jude Bellingham. (fot. Getty Images)
„Chociaż teraz spadają na niego same ciosy i krytyka, to ja najlepiej znam mojego brata. Dzięki pracy i poświęceniu życie postawi go w miejscu, na które zasługuje. To tylko kwestia czasu”, mówił Fernando González, brat Pedriego, próbując chronić pomocnika przed lawiną destrukcyjnych komentarzy, które się na nim skupiły. Po pierwszym sezonie w Barcelonie, który doprowadził go na skraj wytrzymałości, zaczęły prześladować go kontuzje, a wraz z nimi narodziła się miejska legenda o rzekomo nieuporządkowanym trybie życia: nocnych wypadach, imprezach i nierównej formie, co nie miało nic wspólnego z rzeczywistością, opisuje dziennik MARCA.
Historia Pedriego jest brutalnym przypomnieniem, jak media społecznościowe potrafią zamieniać plotki w personalne ataki. Każdy złośliwy komentarz, każda bezpodstawna krytyka były wymierzone w to, by zaboleć, by uderzyć w ego zawodnika, który po prostu chciał błyszczeć na boisku. Pedri jednak szedł dalej. Dziś jest jednym z najlepszych pomocników na świecie, a jego talent pokazuje, że prawda i wysiłek ostatecznie biorą górę. „Powiedz mi, co robimy? Trzeba być klaunem. Może ci się bardziej lub mniej podobać kariera mojego brata, ale podważać jego pracę i zaangażowanie to ignorancja i dowód, że w ogóle nas nie znacie”, wybuchł brat zawodnika Barcelony.
Ten sam modus operandi
Atak był bezwzględny. Dla wielu logika była prosta: skoro łapiesz kontuzje, to na pewno imprezujesz. Rzeczywistość – jak zwykle – była znacznie bardziej złożona. Media społecznościowe zamieniły się w pole bitwy, na którym każdy trening, każde zdjęcie czy gest mogły stać się pretekstem do krytyki. Fotografie wyrwane z kontekstu i nieskończona liczba memów, tworzonych wyłącznie po to, by zaboleć. Teraz ten sam schemat powtarza się w przypadku Jude’a Bellinghama. Angielski pomocnik zobaczył, jak bezpodstawna plotka brudzi jego wizerunek, podważając jego zaangażowanie i codzienną pracę w Realu Madryt. A cel jest łatwy do rozpoznania: skrzywdzić, zauważa MARCA.
„Jude to jedna z tych osób, które są w Valdebebas od 9:30 do 18:30. To coś brzydkiego, że tak mówią, bo on naprawdę ostro haruje. Jestem jego przyjacielem, czuję do niego dużą sympatię. Ma ogromne serce i żyje dla Realu Madryt oraz swojej pracy, którą kocha. Wiele rzeczy jest niesprawiedliwych i wiele rzeczy boli człowieka, ale on ma też osobowość, która go wyróżnia. Dzięki niej jest takim piłkarzem. Nie widziałem dobrze cieszynki, ale to niesamowita osoba z silną osobowością”, wyznał Franco Mastantuono. Obaj stali się nierozłączni i mało kto jak Argentyńczyk rozumie to, co dzieje się w głowie Anglika, kiedy przez ostatnie tygodnie tak okrutnie ciągnie się za nim ta plotka.
Teraz kolej Bellinghama
Tak jak Pedri, Bellingham musi znosić presję i osądy ludzi, którzy wypowiadają się, nie mając pojęcia, jakiego codziennego poświęcenia wymaga życie piłkarza z absolutnego topu. Plotki i pogłoski nie uderzają tylko w publiczny wizerunek – ranią też człowieka i czasem zostawiają niewidzialne blizny, z którymi bardzo długo trzeba się mierzyć.
Odpowiedź Jude’a przyszła tam, gdzie prawda zawsze w końcu trafia… na boisko. W meczu z Monaco, po strzeleniu gola, świętował z determinacją, świadomy, jaki przekaz wysyła. Potem sam ubrał ten gest w słowa: „Wielu ludzi mówi wiele różnych rzeczy. Wydaje się, że teraz każdy może wyjść przed kamerę, powiedzieć, co tylko chce i wszyscy mu w to uwierzą, nie mając przy tym żadnych dowodów. I wiesz, myślę, że są dwa sposoby na podejście do tego. Możesz płakać, rozpaczać, zatrudnić prawnika, albo możesz wyjść temu naprzeciw, zabawić się tym i to był trochę taki żart zwrotny do fanów, do wszystkich ludzi, którzy mówią, co tylko chcą. Ja znam prawdę, wiem, co się dzieje w moim prywatnym życiu. Wiem, co z siebie daję w trakcie gry, w trakcie meczów, co staram się dawać drużynie. Cały ten zewnętrzny szum tak naprawdę się nie liczy, ale fajnie jest czasami z tego pożartować”, zapewnił Anglik. Pedri już nie dźwiga tych kłamstw. Teraz Bellingham musi zrobić to samo, żeby to boisko opowiedziało jego prawdę, podsumowuje MARCA.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze