Advertisement
Menu
/ marca.com

Pedro Morata: Florentino (lub jego protegowany) będzie mieć rywala w kolejnych wyborach

Pedro Morata to dziennikarz Marki i radia COPE z Walencji, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi w hiszpańskim futbolu. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego felietonu, w którym ponownie bardzo krytycznie ocenia działania Florentino Péreza i ogłasza, że w najbliższych wyborach pojawi się dla niego kontrkandydat.

Foto: Pedro Morata: Florentino (lub jego protegowany) będzie mieć rywala w kolejnych wyborach
Florentino Pérez na Bernabéu na meczu z Levante. (fot. Getty Images)

W poprzednią niedzielę, tego samego dnia, w którym rozgrywany był finał Superpucharu Hiszpanii, mogłem osobiście potwierdzić u samego zainteresowanego w trakcie rozmowy trwającej dwie i pół godziny, że gdy ponownie dojdzie do wyborów na stanowisko prezesa Realu Madryt, to Florentino Pérez lub jego protegowany będą mieli rywala, a madridismo otrzyma realną i poważną alternatywę, pozwalającą wybierać przynajmniej między dwiema opcjami, a nie tylko jedną.

Nie do mnie należy ogłaszanie tej informacji, bo musi to zrobić sam zainteresowany, a poza tym moje 40-letnie doświadczenie dziennikarskie nakazuje mi zachować ostrożność, ponieważ od dziś do ustawowego terminu, który przypadnie na ostatni kwartał 2028 roku, lub wcześniej, jeśli Florentino tak zdecyduje, wiele może się jeszcze wydarzyć.

W ciągu 2 lat i 9 miesięcy zainteresowanego mogą spotkać liczne nieprzewidziane i niemożliwe dziś do przewidzenia okoliczności. Wśród nich może się również zdarzyć, że sam Florentino ostatecznie poprze właśnie tę osobę. Uważam to jednak za mało prawdopodobne, ponieważ w takim scenariuszu Anas Laghrari nie byłby tym, kim Florentino chce, aby był, gdy on sam przestanie pełnić funkcję prezesa, co nastąpi wtedy, gdy będzie miał już 82 lata (jeśli wybory zostaną zwołane na koniec 2028 roku). Florentino chce być „wieczny”, a gdy jego zabraknie, to chce, by zastąpił go jego klon, młodszy sobowtór, jego chrześniak i człowiek, którego kształtował i chronił od ósmego roku życia: Anas Laghrari, tak zwany bankier Florentino. To bankier w takim stopniu, że mam wątpliwości, czy ogłoszona na Walnym Zgromadzeniu i bardzo niejasna „częściowa prywatyzacja” Realu Madryt jest pomysłem Anasa czy Florentino. Obaj są wybitnymi ludźmi, ale z jedną różnicą: Anas ma 41 lat, a Florentino prawie 79 (skończy je 8 marca).

Z zachowaniem wszelkich logicznych i wymaganych z mojej strony środków ostrożności wiem natomiast, że na dzień dzisiejszy, 18 stycznia 2026 roku, osoba ta jest zdecydowana kandydować. Tym razem, gdy dojdzie do wyborów, Florentino nie wystarczy zwołać ich po cichu, jak zrobił to w kwietniu 2021 roku, kiedy ogłosił wybory w samym środku Wielkiego Tygodnia i dał innym skromne oraz niewystarczające 10 dni, jakie statut przewiduje na zgłaszanie kandydatur, z czego większość stanowiły dni świąteczne i dwa weekendy. Teraz kandydat będzie przygotowany i nie dojdzie do sytuacji z lat 2013, 2017, 2021 i 2025, kiedy Florentino startował bez żadnej konkurencji.

Statuty klubu są skonstruowane tak, aby urzędujący prezydent pozostał na stanowisku. To on decyduje, kiedy zwołać wybory. Po ich rozpisaniu w ciągu 48 godzin ogłasza się następnie 10-dniowy termin na zgłaszanie kandydatur, które muszą być poparte gwarancją finansową w wysokości niemal 200 milionów euro. Jest to procedura całkowicie niedemokratyczna i sprzyjająca temu, kto już sprawuje władzę i chce ją utrzymać. Wybory na prezesa Realu Madryt rozstrzygane są w ciągu 14 dni bez realnej możliwości przedstawienia programów, odwiedzania fanklubów, organizowania spotkań czy debat. A jeśli komuś uda się spełnić wymogi i zgłosić kandydaturę w ciągu tych 10 dni, pozostają już tylko dwa tygodnie do samego głosowania i dokonania wyboru.

Nie sądzę również, aby Florentino mógł liczyć na Rafaela Nadala jako prezesa instytucjonalnego (czyli pozbawionego realnej władzy) z Anasem jako faktycznym prezesem pod innym tytułem, na przykład dyrektora generalnego. Nie wierzę też, aby Rafa zgodził się na taki układ. Florentino Pérez doskonale zna powód, dla którego Rafa Nadal nie mógłby być tym, kim prezes w pewnym momencie wyobrażał go sobie w przyszłości. Florentino posiada te dane i informacje.

Mogę stwierdzić, że osoba, która będzie kandydatem na prezesa Realu Madryt w najbliższych wyborach, posiada wymagany statutem staż 20 lat jako socio oraz na dzień dzisiejszy dysponuje również zdolnością finansową pozwalającą na wniesienie gwarancji w wysokości 187,2 miliona euro, co stanowiłoby 15% aktualnego budżetu klubu (1,248 mld euro), co jest niezbędne do ubiegania się o kandydaturę. Mogę także dodać, że pokryje te gwarancje samodzielnie. Nie będzie potrzebował — ani też zgodnie z własnym wyraźnym życzeniem tego nie chce — aby był on wnoszony proporcjonalnie przez jego paternerów lub przyszłych członków zarządu, gdyby hipotetycznie został wybrany.

Nie chce bowiem, by spotkała go sytuacja podobna do tej, jaka miała miejsce w przypadku Joana Laporty, kiedy część jego gwarancji musieli pokryć Jaume Roures (30 milionów) oraz przedsiębiorca José Elías (35 milionów), co spowodowało, że Laporta znalazł się później w naturalnej zależności i zobowiązaniach wobec tych osób. Na przykład, José Elías zażądał, aby wiceprezesem ds. ekonomicznych klubu został Eduard Romeu, czyli osoba przez niego wskazana.

Osoba, o której mówię, będzie respektować terminy wyznaczone przez statuty oraz koniec obecnej kadencji, która wygasa w 2029 roku. Nie będzie prowadzić żadnej publicznej opozycji ani „wchodzić w brudną grę”. Jedynie w przypadku, gdyby Florentino i Anas Laghrari kontynuowali projekt zmiany modelu zarządzania klubem i próbowali realizować nietypowe działania, takie jak niejasne koncepcje prywatyzacji, które Florentino sygnalizował, wówczas wystąpiłby publicznie i wydarzenia nabrałyby przyspieszenia. Wyszedłby on sam, ale też osoby, które mu towarzyszą i ci, którzy chcą mu towarzyszyć, oraz ci, którzy — wyczuwając możliwe wiatry zmian — będą chcieli do niego dołączyć (inaczej mówiąc, oportuniści).

Dlatego madridismo oraz socios powinni wiedzieć, że Real Madryt nie kończy się na Florentino, że nie jest on wieczny (choć jego dzieło takim będzie) i że gdy nadejdzie odpowiedni moment, pojawi się realna alternatywa dla socios. Będą oni mogli usłyszeć inne idee, wysłuchać swojego kandydata na prezesa i klub będzie miał głos, a nie jak dotychczas, będzie działał na podstawie nieprzejrzystości i milczenia. A następnie madridistas będą mogli dokonać wyboru, mając przynajmniej dwie opcje, a nie tylko jedną.

Na tym etapie, jeśli Florentino ma wokół siebie lojalnych i wiernych przyjaciół — a nie przyjaciół urzędu — jest to moment, aby naprawdę mu doradzili: z lojalnością, ze szczerym uczuciem, a nie z oportunistycznym interesem chwili. Nawet za cenę tego, że rada ta może mu się nie spodobać i pociągnąć za sobą konsekwencje. Powinni uświadomić mu, że jego zarządzanie było (i nadal może być) tak wybitne i błyskotliwe, iż jednym z jego priorytetów powinna być dbałość o to, aby w końcowej fazie nie zmazać wszystkiego, co wcześniej było wielkie i dobre. A obecnie istnieje poważne ryzyko, że tak się stanie i mam wyraźne wrażenie, że nikt, kto naprawdę go ceni, nie mówi mu tego wprost. Ze strachu.

Rozumiem to, ponieważ nawet niedawni trenerzy Realu Madryt sami siebie cenzurują, unikając wypowiedzi lub komentarzy na temat swojego okresu pracy, które mogłyby w najmniejszym stopniu urazić Florentino i odbić się na nich w przyszłości w postaci utraty przywilejów czy stanowisk. Nie świadczy to dobrze o żadnej ze stron, ale piszę to, ponieważ niestety jest to prawda. Wiem to i sprawdziłem to.

Jednak rzeczywistość i uczciwość zobowiązują: Real Madryt będzie inny po Florentino i to na jego dużą korzyść. Jeśli prezes tego nie naprawi, to być pozostawi klub skonfliktowany z niemal wszystkimi, ale rozwój Realu Madryt i wzrost liczby trofeów są niezaprzeczalne. Uważam, że przyszły prezes Realu Madryt (niezależny od Florentino) powinien zaproponować Walnemu Zgromadzeniu przyznanie mu Złotych Insygniów z Brylantami, ponieważ byłoby to sprawiedliwe. To byłyby insygnia za jego zarządzanie i dziedzictwo, niezależne od tych, które już posiada z tytułu stażu członkowskiego. Zostałby ikoną z dwoma złotymi insygniami.

Real Madryt pod rządami Florentino zdobył 37 tytułów piłkarskich i 29 koszykarskich w ciągu 22 lat jego prezesury rozłożonej na dwa etapy: pierwszy od 2000 do 2006 roku oraz drugi od 2009 roku do dziś. W piłce nożnej było to: 7 Lig Mistrzów (sześć z nich w ostatnich jedenastu latach), 7 klubowych mistrzostw świata, 6 Superpucharów Europy, 7 mistrzostw Hiszpanii, 3 Puchary Króla oraz 7 Superpucharów Hiszpanii. Przytaczam te statystyki na stojąco. Wiem, że bycie Realem Madryt jest łatwiejsze, ale jak widać, źle zarządzany Real Madryt również może ponosić porażki. Te Złote Insygnia z Brylantami są więcej niż zasłużone, pomimo słabszej wersji Florentino, którą obserwujemy obecnie. Wersji, która tym z nas, którzy cenimy i doceniamy całokształt jego zarządzania, wyraźnie zgrzyta w zestawieniu z jego bezsprzeczną postacią.

Uważam, że zwolnienie Xabiego Alonso było początkiem jego końca. I życzę sobie, aby — jeśli tak ma się stać — nastąpiło to w sposób dla niego jak najbardziej sprawiedliwy oraz aby ludzki umysł, tak skłonny do zapamiętywania tego, co najświeższe i negatywne, oddał mu sprawiedliwość i zapamiętał znacznie więcej dobra, nawet jeśli było ono bardziej odległe w czasie.

Czy ktoś w ogóle rozważał napisanie, powiedzenie albo nawet odważył się powiedzieć mu wprost, że być może winowajcą obecnej sytuacji Realu Madryt jest Florentino, a nie Xabi Alonso i żart o przygotowaniu fizycznego? Czy w drugiej, tak utytułowanej kadencji Realu Madryt z Carlo Ancelottim jako trenerem, to Pintus pełnił funkcję trenera przygotowania fizycznego? Nie. Tymczasem obecny Florentino, po 22 latach prezesury, z ciężarówką tytułów i w wieku 79 lat, które skończy w marcu, doszedł do osobistego przekonania, że on wie, iż:

  • przygotowanie fizyczne zespołu jest złe
  • Güler może grać na pozycji Kroosa
  • bez Kroosa i Modricia, ani w poprzednim sezonie, ani w obecnym, nie było potrzeby sprowadzać środkowego pomocnika, a takiego wzmocnienia odmówił zarówno Ancelottiemu, jak i Xabiemu Alonso
  • Mastantuono powinien grać więcej, a wydanie 63 milionów euro na Mastantuono uznał za ważniejsze niż 60 milionów na Zubimendiego lub innego środkowego pomocnika
  • należało zwolnić Ancelottiego, któremu pozostał jeszcze rok kontraktu (trener rekordzista pod względem liczby trofeów — 15 — zdobytych z Realem Madryt). Dla Florentino jego metody nie są przestarzałe, ale metody Ancelottiego już tak
  • należało sprowadzić nowoczesnego trenera, mistrza Bundesligi, byłego piłkarza Realu Madryt — Xabiego Alonso. Był tego tak pewien, że zapłacił za niego odstępne (8 milionów euro) i dał mu trzyletni kontrakt jako dowód, że to poważny projekt, a nie chwilowa zachcianka. Po sześciu miesiącach go zwolnił. I to w sposób dziecinny: najpierw przeciek, że trener sam zrezygnował (nieprawda), potem że rozstanie nastąpiło za porozumieniem stron (nieprawda), następnie że piłkarze „weszli mu na głowę”, a na końcu placebo w postaci przygotowania fizycznego, co jest archaicznym argumentem działaczy pozbawionych realnych wytłumaczeń
  • temat piłkarzy ma w sobie ironię, bo w 2006 roku, gdy Florentino ustępował w swojej pierwszej kadencji, powiedział, że odchodzi, „ponieważ rozpuścił zawodników”.

Dzisiejszy Florentino, zamiast wyciągnąć wnioski z własnych słów, postanowił przykuć się do Viníciusa niczym do betonowej kuli, jak w filmach, gdy złoczyńca wysyła bohatera na dno oceanu. Im bardziej go chroni, tym gorzej Vinícius się zachowuje. Vinícius nie boi się już niczego od momentu, gdy Florentino sprowadził wielkość klubu do poziomu napadu złości piłkarza i prezesa z powodu nieodebrania Złotej Piłki. Konsekwencją jest to, że Vinícius uwierzył, iż ma tyle samo władzy co prezes. Bernabéu wczoraj pokazało już, że ma go dość, wysyłając jasny sygnał. Na dzień dzisiejszy Vinícius nie zdobył się na elementarną kurtuazję, by pożegnać swojego trenera na X, Instagramie czy w jakimkolwiek innym miejscu. Dowodzi to, że od żałosnego spektaklu zmiany w Klasyku aż do ostatniego meczu wszystkie uściski, klepnięcia i gesty Viníciusa wobec Xabiego Alonso były czystym teatrem i hipokryzją. Tylko on i jeszcze dwóch piłkarzy nie opublikowali żadnego pożegnalnego wpisu dla Xabiego.

  • to prezes, który konsekwentnie osłabiał swoich trenerów: Zidane odszedł, mówiąc o tym wprost i skarżąc się w liście otwartym; Ancelottiemu pozwolono przez wiele miesięcy funkcjonować w cieniu Xabiego Alonso; Xabiego Alonso zwolniono po sześciu miesiącach.
  • Florentino przeprowadził przebudowę Bernabéu niemal z dwukrotnie podwyższonym kosztem z myślą o organizacji koncertów, po czym orzeczenie sądowe uniemożliwiło ich organizację
  • klub jest skonfliktowany z UEFA, Federacją, sędziami i La Ligą
  • Real Madrid TV buduje wizerunek Realu Madryt jako klubu roszczeniowego i płaczliwego, nieprzystającego do wielkiego zespołu.
  • co najpoważniejsze — i niemal całkowicie przemilczane medialnie (choć nie przez Markę, gdzie ja pisałem o tym wielokrotnie): Florentino ułatwił swojemu sportowemu wrogowi, Barcelonie, dostęp do ponad 500 milionów euro, zasługując tym samym na kolejne złote insygnia — tym razem Barcelony.

W finale Superpucharu znów zobaczyliśmy znakomitego Raphinhę będącego w rewelacyjnej formie oraz gola Lewandowskiego, którego Florentino ironicznie nazwał „draniem” podczas ceremonii wręczania trofeów i medali. Obaj zostali sprowadzeni przez Joana Laportę za pieniądze — 517 milionów euro — których pozyskanie Florentino ułatwił Barcelonie w sierpniu 2022 roku. Jego chrześniak Anas Laghrari pomógł w tym, przedstawiając Barcelonę funduszowi Sixth Street, który kupił 25% praw telewizyjnych klubu na 20 lat. W zamian Laporta miał pozostać przy projekcie Superligi i nie podpisywać umowy z La Ligą i CVC, aby zaszkodzić prezesowi La Ligi Tebasowi. Czy kibice Atlético Madryt zrozumieliby, gdyby dyrektor generalny Miguel Ángel Gil manewrował tak, aby fundusz Apollo [nowy właściciel klubu] pomógł finansowo Realowi Madryt?

Gdy Florentino ułatwił Barcelonie Laporty dostęp do tych pieniędzy, dyrektorem sportowym był Mateu Alemany, który bardzo dobrze wykorzystał 517 milionów euro, a efekty jego pracy są widoczne do dziś w postaci tytułów zdobywanych kosztem Realu i sportowych upokorzeń. Barcelona wyszła z finansowej zapaści i wzmocniła się dzięki pieniądzom przedłożonym przez Florentino. A mimo to, w opinii Florentino, winni obecnych problemów Realu są Xabi Alonso i przygotowanie fizyczne.

To nie jest poważne. I ja pytam: w świetle powyższego, czy winny temu nie jest obecny Florentino? Moim zdaniem jest.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!