Advertisement
Menu

Legalna zemsta

Knucie zemsty na całe szczęście najlepiej wychodzi najczęściej w myślach. W sporcie jednak można dokonać jej bez obaw o prawne i społeczne konsekwencje.

Foto: Legalna zemsta
Jude Bellingham. (fot. Getty Images)

Zemsta miewa najróżniejsze oblicza i motywy. Może być planowana w najdrobniejszym szczególe latami i wyszukana. Równie dobrze może być też impulsywna i krwawa. Wiele zależy od jej podłoża oraz osoby jej dokonującej. Nawet jeśli w ogólnym rozrachunku jest godna potępienia i społecznie nieakceptowalna, to jednak czasami może budzić w jakimś stopniu zrozumienie. Mimo wszystko najlepiej, jeśli żądzy zemsty pozwoli się naturalnie wygasnąć lub chociaż stłumić ją tak, by zapobiec jej realizacji. 

W sporcie motyw zemsty również jest powszechnie obecny, choć na szczęście znaleziono sposób, na to, by przynajmniej w teorii przybierał on bardziej cywilizowaną formę. Najczęściej nazywa się ją po prostu rewanżem. Jedyna znacząca różnica polega na tym, że druga strona musi się na niego zgodzić lub jest on odgórnie narzucony. W zamyśle rewanż niemal zawsze zakłada, że to ten przegrany ma więcej do zyskania. To zwłaszcza dla niego stanowi on formę odkucia się lub udowodnienia, że potknięcie przy pierwszym podejściu nie było w pełni miarodajnym wyznacznikiem faktycznych umiejętności. 

W piłce nożnej, w przeciwieństwie do na przykład boksu, z niewiadomych do końca przyczyn mówienie wprost o chęci rewanżu czasami bywa tematem tabu. Piłkarze i trenerzy niejednokrotnie zasłaniają się frazesami o tym, że czeka nas zupełnie inny, osobny mecz, że nie patrzą za siebie, że minęło dużo czasu, że okoliczności są inne… Trochę tak, jakby przyznanie się do chęci w pełni legalnego ogrania odwiecznego rywala było powodem do wstydu. 

Nikt z naszego obozu bezpośrednio nie odważył się publicznie stwierdzić, że po wrześniowych derbach dziś najchętniej rzucilibyśmy się Atlético do gardła i rozszarpali je na strzępy. Jest to zresztą całkowicie zrozumiałe, ponieważ odgrażanie się w taki sposób może wyjątkowo źle się zestarzeć. Jeśli jednak w rzeczywistości głęboko w sercu nie czujemy właśnie takiej potrzeby, oznacza to, że w aspekcie konkurencyjności w zespole coś poważnie nie gra, zwłaszcza że chodzi o derby. 

To, że wieczorne spotkanie odbędzie się w ramach innych rozgrywek i daleko od domu, niczego nie zmienia. Mecz z ekipą Diego Simeone w półfinale Superpucharu Hiszpanii po prostu musi budzić w nas naturalną żądzę zemsty, jakkolwiek trudno powiedzieć to głośno. Inaczej w konfrontacji z przeciwnikiem, który sam za każdym razem wychodzi na nas z nastawieniem, jakby od wyniku rywalizacji zależało jego życie, zwyczajnie się nie da. 

Przede wszystkim nie można jednak zaprzeczyć, że mamy wyraźny motyw, by się mścić. Przed sromotną klęską z Atlético pod koniec września Królewscy zdążyli pod wodzą Xabiego zagrać jeszcze jeden gorszy mecz, z PSG na Klubowych Mistrzostwach Świata. Wydźwięku po obu tych konfrontacjach nie da się mimo to w żaden sposób porównać. W USA po prostu musieliśmy uznać bezsilność wobec będącego w gazie świeżo upieczonego triumfatora Ligi Mistrzów. Mimo rozmiarów porażki (0:4), o wiele łatwiej było na nią spojrzeć chłodniejszym okiem i z wręcz rzadko spotykaną wśród kibiców Realu wyrozumiałością. 

Przegrana 2:5 w derbach już w ramach ligowych zmagań nie mogła jednak spotkać się z żadną akceptacją. Nie z tym rywalem, nie w takich rozmiarach, nie po takiej grze i nie po tym, jakie nadzieje zdążył w nas rozbudzić nowy projekt po sezonie pełnym rozczarowań. Bólu po takiej porażce nie da się uśmierzyć nawet skruchą i dziesięcioma wygranymi z rzędu. Oczyszczenie przyjść może wyłącznie w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb. 

Pisząc jednak oko za oko, ząb za ząb, nie podżegamy w żaden sposób do stosowania nieczystych sztuczek i wspomnianego skakania do gardeł z pianą na ustach w dosłownym znaczeniu. Piękno sportu polega właśnie na tym, że można dokonać tego w czysty sposób. W duchu zdrowej rywalizacji nawet pomimo wzajemnej niechęci. Nie wstydźmy się przyznać, że pamiętamy o tym, czego doświadczyliśmy we wrześniu, ani nie udawajmy, że to będzie dziś bez znaczenia. Potem zaś na boisku zróbmy wszystko tak, by rzeczywiście móc zapomnieć o tym, co było. 

* * *

Wszystkie mecze Superpucharu Hiszpanii można oglądać na kanale Eleven Sports 1.

* * *

Komiks, Real Madryt i polowanie na królewskie okruszki – przypominamy o trwającym konkursie HP! Po więcej szczegółów zapraszamy tutaj. Pamiętajcie, do uczestnictwa w konkursie wystarczy wykorzystać tylko jedno hasło. Prace możecie już wysyłać pod postem konkursowym w komentarzach.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!