REKLAMA
REKLAMA

Figo cz.2: Gdybym mógł jeszcze raz rozegrać jeden mecz, to byłby to finał Ligi Mistrzów

Iker Casillas od kilku miesięcy na swoim kanale YouTube prowadzi cykl programów pod nazwą: Bajo los Palos (Między Słupkami). Jakiś czas temu gościem byłego kapitana Realu Madryt był Luís Figo. Poniżej przedstawiamy drugą część rozmowy z Portugalczykiem.
REKLAMA
REKLAMA
Figo cz.2: Gdybym mógł jeszcze raz rozegrać jeden mecz, to byłby to finał Ligi Mistrzów
Luís Figo i Iker Casillas. (fot. YouTube)

Pierwsza część rozmowy z Figo

REKLAMA
REKLAMA

(…)

W jakim kierunku chcesz teraz iść, gdy już jakiś czas temu zakończyłeś piłkarską karierę? Jaką drogą chcesz podążać?
Cóż, teraz w futbolu… Jak wiesz, jestem w UEFA. Zawsze miałem pewną jasność co do tego, że nie chcę być zależnym od… Że gdy zakończę karierę, nie będę w typowym etapie przejściowym między piłkarzem a trenerem, piłkarzem a dyrektorem sportowym czy coś w tym stylu. Chcę mieć więcej opcji, więcej dróg, aby móc wybierać. Więc jako że nigdy nie lubiłem lub byłem tym po prostu zmęczony, wypalony, nazwij to jak chcesz, gdy zakończyłem zawodową karierę, nie chciałem ponownie w to wchodzić w roli trenera. I jako że bardziej lubię tę część administracyjną, część zarządczą w futbolu, to właśnie temu chcę się oddawać. I właśnie w tym momencie się temu oddaję i chcę się oddawać w najbliższej przyszłości.

Zmieniając trochę temat, zawsze pojawia się jedno pytanie. Wracając trochę do twoich początków… Nie, to nie były początki, ale cały ten etap zmiany Barçy na Real Madryt. Mogliśmy to obejrzeć w twoim dokumencie, który naprawdę mi się podobał. Chciałbym cię zapytać, jak się czułeś w tych pierwszych dniach, w tych pierwszych tygodniach, w których…
Kiedy?
Kiedy miałeś się przenieść do Madrytu.
A, do Madrytu.
Gdy dochodziło do tych wszystkich zmian, jak się czułeś ty jako człowiek? Ponieważ wyprowadzka z Barcelony wiązała się ze zmianą domu, zmianą sytuacji, zmianą przyjaciół, zmianą ludzi, trzeba przeprowadzić całą rodzinę… Jak ty się w tym czułeś i jak sobie radziłeś w tych pierwszych tygodniach?
Cóż, w pierwszych tygodniach mocno się opierałem na ludziach, których znałem już wcześniej. Najbardziej na Fernando, na Raúlu, na tobie…
Nie, na mnie aż tak bardzo nie. Ja byłem jeszcze młody. (śmiech)
Nie, na tobie pod takim względem, że cię znałem. Znaliśmy się z meczów reprezentacji… Nie graliśmy nigdy przeciwko sobie w reprezentacji? Bo jesteś bardzo młody.
Zacząłem bardzo młodo, tak.
Ale tak, to byli ludzie, których najlepiej znałem jak Fernando, Raúl… To było w kwestiach sportowych. Ponieważ przyszedłem również w bardzo trudnym momencie… Może nie trudnym, ale to był etap przejściowy pod każdym względem – doszło do zmiany dyrekcji, doszło do wymiany wielu osób w strukturach klubu. To wszystko było takie niepewne pod takim względem, że przychodziłem z klubu, w którym znałem wszystkich i który miał już stabilną strukturę. I przychodząc tutaj nie miałem nikogo, kto mógłby mnie zawieźć na trening, nie? Pamiętam, że osobą, która szukała mi hotelu, w którym miałem na początku zamieszkać, był Pirri. To Pirri zawoził mnie na treningi i przywoził z powrotem do hotelu. Więc wszystkie te okoliczności, gdy przychodzisz jako nowy i musisz się zaadaptować do nowej rzeczywistości oraz wszystko to, z czym się wiązał sam transfer… Nie było łatwo. Nie miałem domu, na początku nie mogłem znaleźć domu, przez trzy miesiące musiałem mieszkać w hotelu. Ale myślę, że pod względem ogólnej adaptacji starałem się skupić na mojej pracy. Nie było łatwo, ale krok po kroku wszystko zaczynało się układać.

REKLAMA
REKLAMA

Gdy przychodzisz tutaj w swoim pierwszym sezonie w Realu Madryt i gdy pojawia się terminarz, w którym widzisz, że w październiku musisz wrócić na Camp Nou, co sobie wtedy myślisz? Że to jeszcze kilka dobrych miesięcy, (śmiech Figo) zobaczymy, jak mnie przyjmą, zobaczymy, jak to będzie wyglądało czy w ogóle o tym nie myślałeś i wychodziłeś z założenia, że co ma być, to będzie?
Jestem osobą, której, dzięki Bogu, presja pomagała być na chodzie i utrzymywać skupienie na tym, co powinienem robić. Chłopie, oczywiście wiedziałem, że będę musiał tam wrócić i dobrze wiedziałem, jak będę przyjęty, ponieważ przy całej tej otoczce medialnej wiedziałem, co się tam wydarzy. Jest łatwiej, gdy wiesz, że możesz się spodziewać wrogiego przyjęcia niż gdy grasz u siebie w domu i na ciebie gwiżdżą. To jest dużo gorsze. Ponieważ gdy tam jedziesz, to wiesz, że będą chcieli cię zabić i będą wyzywać od najgorszych. Myślę, że nie byłem tym jakoś zaniepokojony, ale to musiało się wydarzyć.

Wykorzystując to, że jesteśmy przy tym temacie, chciałbym ci przedstawić pytanie, jakie nagrał mój gość z poprzedniego programu. Zobaczmy, czy będziesz miał ochotę i przyjemność odpowiedzieć. (bierze tablet i odwraca w kierunku Figo)
Kto to jest? Ach, Gerard.
Gerard Piqué: Czy w jakimkolwiek momencie swojego życia byłeś culé?
Tak, oczywiście. Myślę, że… Był strasznie poważny, nie?
Tak, on zawsze jest poważny. Zawsze jest poważny.
Zawsze jest poważny, ale gdy zadawał to pytanie, to wyglądał jakby szedł na mszę. (śmiech Casillasa) Tak, oczywiście. Myślę, że kiedy przeszedłem do Barcelony, to bardzo się identyfikowałem z klubem, z filozofią gry, z ludźmi. Więc myślę, że gdy byłem w Barcelonie, to dałem z siebie wszystko, co mogłem, aby pomóc klubowi stać się większym i oczywiście aby wygrywać. Więc to logiczne, że czułem się jednym z nich. I może właśnie dlatego, może właśnie dlatego, gdy dajesz z siebie wszystko i czujesz, że nie jesteś za to doceniany, dużo bardziej się wkurzasz. Ale moja odpowiedź brzmi „tak”. Na maksa identyfikowałem się z klubem i to logiczne, że podczas czasu tam spędzonego doświadczyłem fantastycznych lat. I zawsze to mówiłem. Nigdy nie będę się wyrzekał mojej przeszłości, ponieważ ona właśnie taka była. Dużo się nauczyłem, rozwinąłem się, dojrzałem, wygrywałem tytuły, zdobyłem prestiż i inne rzeczy, które nie są związane z futbolem, a które do dzisiaj są jednymi z najważniejszych w moim życiu.
Mam nadzieję, że Piqué będzie miał teraz co do tego jasność, że gdy obejrzy ten podcast, to się czegoś z tego nauczy.
Inną rzeczą jest to, czy w to uwierzy, nie?
Tak, to już inny temat, to jasne.
To już ode mnie nie zależy.

REKLAMA
REKLAMA

Zacząłeś mówić o trofeach i wpadło mi coś na myśl. Jak wszyscy wiedzą, a jeśli ktoś nie wie, to zaraz powiem – mamy tutaj zdobywcę Złotej Piłki. Chciałbym ciebie zapytać jako zdobywcę tej nagrody i jako że jesteś w tym zamkniętym klubie zdobywców tej nagrody… Zadam ci dwa pytania. Pierwsze to, co sądzisz o Złotej Piłce z 2024 roku? Była duża polemika między Viníciusem a Rodrim…
Cóż, myślę, że jest tak, że ten, kto wygrywa, zawsze jest szczęśliwy, a ten, kto przegrywa, zawsze jest rozczarowany. Zawsze, gdy jesteś nominowany, to myślisz o tym, że możesz wygrać i ostatecznie jest to dla ciebie rozczarowanie. Mnie też to spotykało w innych latach, gdy nie było mi dane wygrać. Myślałem wtedy, że mógłbym wygrać, ale ostatecznie było inaczej. Myślę, że ten, kto wygrywa, zasłużył sobie na to, aby wygrać. Później, jeśli jeden zrobił więcej od drugiego – to już zależy od tych, którzy głosują i co o tym myślą. Jeśli pytasz mnie, to moim zdaniem fakt wygrania EURO jest wystarczający i to, co robił przez te wszystkie ostatnie lata, jest godne wyróżnienia. Ale teraz Vinícius – on też na to zasługiwał…
To było moje drugie pytanie, które miałem ci zadać.
Vinícius wygrał Ligę Mistrzów, rozegrał wyjątkowy sezon i tak to jest. Ale wiele razy pojawia się inny aspekt w stylu: „Ok, damy tę nagrodę nie tylko za jeden konkretny rok, ale za to wszystko, co robił w ostatnich latach”. Dlatego to trudne. Nie wiem. Jako że nie głosuję, to nie wiem, jakie są wytyczne.
To miało być moje drugie pytanie. Gdybyś był obecnie kapitanem reprezentacji Portugalii, to na kogo byś wtedy zagłosował?
Na Rodrigo zagłosowałbym rok wcześniej, ponieważ wtedy wygrał Ligę Mistrzów z Manchesterem City.
Rodrigo, czyli Rodri, tak?
Rodri, Rodri. I możliwe, że w następnym roku właśnie na Viníciusa. Ale nie wiem… 

REKLAMA
REKLAMA

Chciałbym cię zapytać, odchodząc już od tematu klubów, bo wasza reprezentacja Portugalii zawsze zwracała moją uwagę. Uważam, że mieliście wielką drużynę – Rui Costa, Figo, Conceição, Nuno Gomes…
João Pinto.
João Pinto, Vítor Baía… Nie masz takiego poczucia żalu, że nie udało się wam osiągnąć więcej? Zwłaszcza na EURO 2000, gdy został odgwizdany ten rzut karny, z którego złotą bramkę zdobył Zidane czy też przegrany finał EURO 2004 w Portugalii.
Tak, ale teraz na chłodno patrzę na pozytywną stronę tego wszystkiego. To logiczne, że chciałbym móc dać jakiś tytuł Portugalii z tą generacją, ale uważam, że futbol ci zabiera, ale ostatecznie też oddaje. Ale analizując całą moją karierę w reprezentacji narodowej, a to od czasów kategorii młodzieżowych było całe moje życie, to pamiętam, że wchodząc do pierwszej reprezentacji Portugalia nie miała w celach tego, aby wygrać EURO czy mundial. Portugalia w tamtym czasie nie była regularnie obecna na tych największych turniejach. Dlatego w tamtym czasie cierpieliśmy i wyjeżdżaliśmy za granicę, aby sprawdzić, czy bylibyśmy w stanie ugrać coś wielkiego. I myślę, że doszło do pewnej transformacji od momentu, w którym zaczęli się pojawiać zawodnicy, którzy wyjeżdżali za granicę i zdobywali międzynarodowe doświadczenie. To pozwoliło nam zbudować szacunek, zbudować pewien wizerunek, zbudować kierunek dla reprezentacji i to wszystko przetrwało do dzisiaj. Więc to logiczne, że chciałbym zdobyć jakiś tytuł, do cholery, i myślę, że zasługiwaliśmy na to, ale w futbolu niewiele reprezentacji wygrywa. Jeśli spojrzysz na historię EURO, to masz poszczególne reprezentacje, które mają więcej tytułów od innych – Francja, Hiszpania, Niemcy… Nie jest łatwo wygrać. Ale myślę, że my mieliśmy tę szansę, ale się nie udało – ani na EURO 2000, ani 2004. Ale cóż, taki jest futbol. Nie wygraliśmy i kilka lat później mieliśmy to szczęście i tę radość, aby wygrać trofeum. Wszystko, co zostało wcześniej zbudowane, dało swoje owoce. Niestety nie dla naszej generacji, ale ostatecznie było nam dane się cieszyć.

REKLAMA
REKLAMA

Jak widzisz portugalski futbol? Jak widzisz portugalskie rozgrywki, ligę i to wszystko?
Cóż, rozgrywki portugalskie nie mogą konkurować z rozgrywkami hiszpańskimi – ze względu na prawa telewizyjne, ze względu na pieniądze, jakie się pojawiają w Hiszpanii czy w Anglii. Ale widzę jednocześnie rozgrywki, które produkują wiele talentów. To rozgrywki, które pozwalają ci się rozwijać jako piłkarzowi, w których możesz się pokazać, gdy nie jesteś jeszcze zbyt znany w Europie lub gdy przychodzisz z innych krajów. To rozgrywki, które zawsze eksportują zawodników, ponieważ kluby same ich szkolą, gdyż to logiczne, że nie są w stanie finansowo rywalizować z największymi klubami na świecie. Dlatego trzeba stawiać na szkolenie.

Mam takie pytanie – czy miałeś jakąś anegdotkę, którą mógłbyś teraz opowiedzieć? Czy przydarzyło ci się coś, nie wiem… Na ulicy, w samochodzie, przy wyjeździe z miasteczka sportowego. Pamiętam jedną sytuację z Ivánem Zamorano, gdy ktoś mu skoczył przed maskę.
Miałem jedną sytuację w Madrycie. Pojechałem samochodem… Bardzo często… Nie będę podawał marki, bo to nie ma znaczenia.
Jeśli chcesz, to możesz powiedzieć.
Nie, nie, nie. Miałem sytuację, że zaparkowałem samochód pod restauracją i jak już miałem wracać, to wkładam kluczyki i nie mogę odpalić. Całkowicie wyczerpał mi się akumulator.
Zużył się?
Nie wiem, chyba nie. Chodziło o to, że rzadko korzystałem z tego samochodu. Nie chciał odpalić. Nie miałem kabli, ani nic. Więc musiałem poprosić o pomoc kogoś, kto był akurat na kolacji w tej restauracji. Na szczęście miał kable i udało się odpalić samochód.
Ciekawe.

REKLAMA
REKLAMA

Na nieszczęście dla wszystkich przechodzimy do ostatnich pytań, to końcówka naszego wywiadu. Mówiliśmy trochę o tej nostalgii, więc mam związane z tym pytanie – gdybyś mógł rozegrać jeszcze raz jakiś mecz, to jaki byś wybrał? Nie wiem, na przykład…
Finał Ligi Mistrzów.
Ten z Glasgow.
Tak, ponieważ byłem wtedy rozbity, grałem pół kontuzjowany.
Co się wtedy działo?
Miałem problemy z kostką. Urazu doznałem jeszcze przed finałem Copa del Rey, który przegraliśmy tutaj na Bernabéu, pamiętasz? Przez pół sezonu byłem rozbity, ponieważ musiałem grać z bólem, na środkach przeciwbólowych. Później przyszedł finał Ligi Mistrzów, a w tym samym roku był mundial w Korei i Japonii. Więc możliwe, że wybór był taki, że albo Liga Mistrzów, albo gotowość na 100% na mundial w Korei i Japonii.
Czekaj, właśnie teraz nakierowałeś mnie na kolejne pytanie, bo też tam wtedy byliśmy i oglądaliśmy ten mecz. Nazwijmy to kradzieżą na Portugalii na tym mundialu. (uśmiech) Co w tamtej chwili chciałeś zrobić, co czułeś?
Co czujesz… Poczucie niesprawiedliwości.
Bezradność.
Bezradność. Nie wiem, cholera, czujesz się okradziony. (obaj się śmieją)
Tak, tak. Pamiętam, że najpierw byliście wy. Później były Włochy, a później my.
Wiesz, bardzo często mówię, że oglądasz pewne sytuacje na boisku, na które reagujesz na gorąco, a później patrzysz na chłodno i mówisz sobie: „Kurde, co ja wyprawiam? Jaki ja daję wizerunek?”. Niedawno przygotowywałem coś dla UEFA, dla arbitrów… To nie był podcast, ale taki trochę wywiad z Rosettim i Cambiasso. I pokazali mi moje nagranie, jak protestuję do sędziego. I pomyślałem sobie wtedy: „Cholera, ale wstyd”. Teraz jest trochę inaczej, ponieważ doszło do wielu zmian, jeśli chodzi o ochronę arbitrów. Stworzyliśmy tę zasadę, że z arbitrem może rozmawiać tylko kapitan. To trochę pomaga nie tylko samym arbitrom, ale całemu wizerunkowi, jaki pokazujesz przed kibicami. Dlatego bardzo często, gdy masz poczucie niesprawiedliwości lub uważasz, że sędzia gwiżdże przeciwko tobie, to zachowujesz się w pewien sposób… A później na to patrzysz i mówisz sobie: „Kurde, chłopie, nie powinieneś tego robić”.

REKLAMA
REKLAMA

No i jak było?
To już koniec?
Nie no, jeszcze możemy pogadać. Nie chciałbym, abyś się nudził. Ale chciałbym wiedzieć, jak było, podobało ci się?
Było dobrze, tak. Jestem spokojny.
Tak?
Z tobą jestem spokojny.
Wiesz, może po prostu nie było pytań o jakieś dziwne rzeczy…
Ale jak chcę, to potrafię być poprawny politycznie.
Jak myślisz, jakie wypowiedzi zostaną wyciągnięte z tego wywiadu? Jaki będzie tytuł?
Co ludzie wyciągną, tak? Ach, ludzie. Ludzie ogólnie lubią widzieć cię wkurzonego. (śmiech Casillasa) Żyją z nieszczęścia innych. Ale tak być nie powinno, nie?
Tak, zasłaniają trochę swoje problemy, patrzą w bok i jeśli u kogoś jest gorzej, to tym lepiej.
Nie, chodzi też o to, że ludzie tworzą sobie jakąś opinię na twój temat na podstawie tego, co widzą przez pięć czy dziesięć minut.

Luís, chciałbym ci podziękować, że pojawiłeś się w tym podcaście, że uczestniczyłeś w tym wywiadzie.
To była dla mnie przyjemność. Wiesz, że jeśli będziesz czegokolwiek potrzebował, to zawsze jestem do dyspozycji.
Dobrze się bawiliśmy i bardzo mi się podobało to, co mówiłeś. Dziękuję, mam nadzieję, że ci się podobało i oby ludzie też mieli takie odczucia po tym małym wywiadzie, po tym naszym wspólnym spotkaniu.
Dziękuję, przyjacielu.
Dziękuję i mam dla ciebie mały prezent. Mam nadzieję, że będzie ci się podobać i je zatrzymasz. (przekazuje pudełko z rękawicami)
Ładne. Podpiszesz mi się, nie?
Oczywiście, podpiszę się. Chyba nigdy nie miałeś moich rękawic.
Te są oficjalne?
Tak, oczywiście. Na pamiątkę.
Pójdą do mojego muzeum.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (8)

REKLAMA