Advertisement
Menu
/ marca.com

„Realowi brakuje jakości w środku pola oraz rozgrywającego”

Carlos Carpio, zastępca redaktora naczelnego dziennika MARCA, w najnowszym tekście dzieli się swoimi przemyśleniami na temat środka pola Realu Madryt. Przedstawiamy opinię dziennikarza.

Foto: „Realowi brakuje jakości w środku pola oraz rozgrywającego”
Fede Valverde i Eduardo Camavinga. (fot. Getty Images)

Pod koniec maja w trakcie pierwszej rozmowy z dyrekcją sportową, w skład której wchodzili José Ángel Sánchez, Santiago Solari i Juni Calafat, Xabi Alonso zaznaczył, że widzi konieczność wzmocnienia środka pola o bardzo konkretny profil piłkarza. Poprosił o rozgrywającego. Środkowego pomocnika od budowania gry, który wniósłby jakość i porządek z piłką, potrafiącego wprawiać drużynę w ruch. Wprost wskazał Martína Zubimendiego, bo wiedział, że mimo iż zawodnik miał już praktycznie wszystko uzgodnione z Arsenalem, jego transfer wciąż był możliwy. Odpowiedź brzmiała: nie. Usłyszał nazwiska Bellinghama, Camavingi, Tchouaméniego, Gülera, Valverde i Ceballosa. Wytłumaczono mu, że w kadrze jest nawet zbyt wielu pomocników wysokiej jakości, by drużyna mogła grać dobrze, i zachęcono go, by podjął wyzwanie wydobycia z nich pełni potencjału. Działacze pominęli drobny szczegół: żaden z tych sześciu piłkarzy nie odpowiadał profilowi, o jaki prosił nowy, i już wtedy rozczarowany, trener.

Siedem miesięcy po tamtej rozmowie w klubie zaczynają przyznawać, że Xabi Alonso miał rację. W rzeczywistości potwierdzili to sami piłkarze swoim przeciętnym poziomem gry. Z każdym dniem coraz bardziej oczywiste staje się, że Realowi Madryt brakuje jakości w środku pola. Nie dobrych pomocników, bo tych ma, lecz pomocników naprawdę odmieniających grę. Nie chodzi o to, by byli nowymi Kroosem czy Modriciem, lecz by należeli do światowej czołówki. Ani Camavinga, ani Tchouaméni, ani Valverde, ani Güler, ani Ceballos do niej nie należą i nigdy należeć nie będą, choć niektórzy z nich mogą uważać inaczej. Poza tym żaden z nich nie jest klasycznym organizatorem gry. Jedynie Bellingham ma ku temu predyspozycje, ale mijają miesiące, a on wciąż jest tak samo rozproszony i nierówny jak w poprzednim sezonie. Jego problemem nie był bark.

Po tym, jak klub nie chciał zapłacić 70 milionów euro za Zubimendiego – dokładnie wtedy, gdy był potrzebny i w zasięgu ręki – a dwa tygodnie później wydał 63 miliony na Mastantuono, Real zaczął już przeczesywać rynek w poszukiwaniu pomocnika najwyższej klasy. Vitinha nie wchodzi w grę, bo nie zamierza wymuszać odejścia z PSG. Do tego dochodzi specyficzna polityka transferowa Królewskich, która w ostatnich latach przyniosła im tak dobre efekty, że łatwo zrozumieć opór przed zmianą. Klub sprowadza dobrych lub bardzo dobrych piłkarzy głównie wtedy, gdy kończą im się kontrakty i pojawiają się okazje rynkowe, a nie wtedy, gdy odpowiadają one najpilniejszym potrzebom zespołu. Latem odkupią Nico Paza, obserwują Keesa Smita oraz Adama Whartona, ale to projekty na przyszłość. Tymczasem potrzeba rozgrywającego najwyższej klasy, gwarantującego natychmiastowy poziom, jest w Realu Madryt ogromna. Tak samo było już zeszłego lata, choć klub nie chciał tego dostrzec. Słaba forma obecnych pomocników zaczyna jednak otwierać wszystkim oczy.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!