Koszykarze Realu Madryt pokonali Lleidę i umocnili się na prowadzeniu w Lidze Endesa. Trzeba jednak przyznać, że ten mecz sporo kosztował podopiecznych Scariolo. Katalończycy przez długi czas stawiali czoła Królewskim i do ostatniej kwarty utrzymywali się w grze. Kolejny raz kluczową rolę odgrywa Gabriele Procida, który krok po kroku umacnia swoją pozycję w zespole. Graczem meczu został jednak Mario Hezonja. Chorwat świetnie się odnajdywał wtedy, kiedy drużyna najbardziej tego potrzebowała.
Pierwsza kwarta układała się po myśli Realu Madryt. Do składu wrócił wypoczęty Feliz i to on narzucał tempo w początkowych minutach. Jednak i druga drużyna były skuteczne, ale Królewscy lepiej bronili. Lleida musiała ratować się faulami i to przełożyło się aż na osiem punktów z linii rzutów osobistych. Dla porównania gospodarze ani razu na nią nie powędrowali. Prowadzenie gości sięgnęło dziesięciu punktów i Lleida po prostu nie nadążała za tempem zdobywania punktów Realu Madryt (19:28).
W drugiej części przez kilka minut było podobnie. Jednak z czasem zaczęły pojawiać się problemy. Edy Tavares dwukrotnie sfaulował i Scariolo posłał go na ławkę. Lleida to wykorzystała, poprawiając się w walce o zbiórki. Bardzo dobry moment miał Golomán. Węgier poprowadził gospodarzy do odrabiania strat. Dosyć duża przewaga madrytczyków całkowicie zniknęła, a przez chwilę Katalończycy znaleźli się na prowadzeniu. Scariolo musiał przywołać podopiecznych do porządku i nieznaczna poprawa w końcowych minutach pozwoliła ponownie wyprzedzić rywali (43:46).
Po zmianie stron wróciły kłopoty Realu Madryt. Sanz i Agada po stronie Lleidy regularnie punktowali, co przy braku skuteczności Królewskich przełożyło się na kolejną zmianę prowadzenia. Pojawiało się też zbyt dużo błędów i Sergio Scariolo był coraz bardziej zdenerwowany. W trudnym momencie krok naprzód wykonał Hezonja. Lleida jednak ambitną grą utrzymywała korzystny dla siebie wynik, chociaż jej przewaga na koniec kwarty zmalała do zaledwie jednego oczka (67:66).
Real Madryt potrzebował reakcji i impuls do niej dał Gabriele Procida. Włoch zaczął decydującą kwartę od pięciu zdobytych punktów. Odpowiedział mu John Shurna i jeszcze na moment Lleida wyszła na prowadzenie, które odebrał jej znakomity dzisiaj Procida. Gospodarze zaczęli się mylić i wtedy celne rzuty z dystansu oddali Llull oraz Hezonja. To dało madrytczykom zapas punktowy, który wystarczyło utrzymać do końca. Tak też się stało. Doświadczenie pomogło i Lleida nie potrafiła już wrócić do meczu.
81 – Lleida (19+24+24+14): Ejim (6), Agada (12), Zoriks (8), Golomán (15), Jiménez (4), Walden (10), Paulí (5), Diagne (4), Sanz (10), Shurna (7), Krutwig (0).
88 – Real Madryt (28+18+20+22): Campazzo (11), Hezonja (22), Deck (5), Tavares (4), Feliz (9), Krämer (-), Okeke (0), Procida (14), Maledon (13), Garuba (0), Llull (8), Łeń (2).
Poza kadrą znaleźli się:
- Trey Lyles – decyzja trenera (jeden z trzech zawodników z paszportem spoza Wspólnoty. Do każdej kolejki Ligi Endesa można zgłosić dwóch takich graczy, tym razem byli to Okeke oraz Deck)
- Izan Almansa – decyzja trenera
- Alberto Abalde – decyzja trenera
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się