– Mecz w Miami? Tak, jestem zadowolony w tym sensie, że to nie miało sensu w formie, w jakiej chciano to zrobić, bez przejrzystości. Mecze powinny być rozgrywane u siebie i na wyjeździe, tak jak mówiłem wczoraj. To zdrowy rozsądek. Jeśli w przyszłości ktoś będzie chciał do tego wrócić, wszystkie kluby powinny to jednogłośnie przegłosować – moim zdaniem wszyscy muszą być za, a jeśli nie, to nie można tego zmieniać. To przecież hiszpańska liga. Jeśli myślisz, że twoja marka ligi jest dobra i że jesteś najlepszą ligą na świecie, nie musisz jeździć gdzie indziej, żeby rozgrywać swoje mecze. Najpierw trzeba zapełniać własne stadiony – a nie zawsze tak jest – i poprawić inne rzeczy. Na przykład z Finansowym Fair Play jest wszystko w porządku, ale w praktyce wiele zespołów sprzedaje swoich najlepszych piłkarzy, żeby się dopasować. I nie jest normalne, że 30 sierpnia czy 1 września wciąż dziesięć klubów robi cuda, by zarejestrować zawodników. To najpierw należy zmienić i ulepszyć, a nie jeździć grać za granicę, bo to i tak ci nie pomoże. Gramy mnóstwo meczów w okresie przygotowawczym – Real Madryt, Barça, Atlético, Villarreal, widziałem nawet Leganés – w Meksyku i nie tylko. Od tego jest okres przygotowawczy. Uważam, że są inne rzeczy, dzięki którym można poprawiać swój wizerunek.
– Jestem szczęśliwy, że dobrze pracuję, pomagam drużynie i wygrywamy, bo to jest najważniejsze. Trener chciał, żeby skrzydłowi trzymali szerokość, bo w środku trudno nam było stwarzać zagrożenie. Musieliśmy szybciej przenosić piłkę z jednej strony na drugą i robić wejścia za linię obrony. Zrobiliśmy to lepiej i padł gol. Myślę, że mogliśmy strzelić drugą bramkę, żeby być spokojniejsi.
– Cieszę się ze zwycięstwa w moim 300. meczu w Realu Madryt na zero z tyłu. Vlahović i Mili są bardzo szybcy, więc zostaję głębiej. Kiedy ruszają, zamykam przestrzeń i „robię się duży” rękami i nogami. Dobrze obroniłem i to był ważny moment. To jest futbol. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Ich wyprowadzanie piłki sprawiło nam kłopoty. Później poprawiliśmy się i byliśmy skuteczniejsi w finalizacji. Jeśli gramy jeden na jednego, każdy musi biegać i bronić na maksa. Z takim Juve to normalne. To Liga Mistrzów – nie możesz oczekiwać, że wygrasz 3:0 i rywal nie odda ani jednego celnego strzału.
– Staram się bronić wszystko. Trener chce, żebym grał wysoko, wychodził do piłek za plecy i pomagał w rozegraniu. Mniej więcej o to chodzi, różnice względem Ancelottiego nie są aż tak duże. W każdym meczu musisz być solidny. Jeśli nie tracisz goli, łatwiej wygrać. Z Barçą to zawsze ofensywne spotkania z obu stron. Będzie trudno i musimy się do tego przygotować.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się