Real Madryt pokonał Partizan, odnosząc trzecie kolejne zwycięstwo w Eurolidze. Gdyby mecz zakończył się po 35. minutach, można by mówić o perfekcyjnym występie. Niestety, chwila słabości mogła się zakończyć niemiłą niespodzianką. Poza wygraną dobrych wiadomości jest więcej. Po kontuzji wrócił Théo Maledon i od razu zaliczył znakomity występ. Pokazał, jak wiele może dać drużynie w tym sezonie. Znów błyszczeli Lyles czy Okeke. Świetny był Hezonja, Campazzo nieco nierówny, a graczem spotkania został Tavares. Na trybunach Movistar Areny pojawił się dzisiaj Fabien Causeur, który zebrał gorącą owację od kibiców.
Real Madryt rozpoczął ten mecz od prowadzenia i gry podobnej do tej, którą zaprezentował w pierwszej połowie rywalizacji z Baskonią, czyli skutecznej w ofensywie i solidnej w defensywie. Od pierwszych chwil prowadzenie należało do Królewskich. Partizan po pięciu minutach rywalizacji miał na koncie zaledwie pięć oczek. Obraz spotkania wyraźnie był korzystniejszy dla gospodarzy, którzy krok po kroku uciekali Partizanowi i po pierwszej kwarcie mieli na koncie dwukrotnie więcej punktów niż rywale (24:12).
W drugiej części madrytczycy powiększyli przewagę za sprawą Lylesa, który zanotował ośmiopunktową serię. W tym samym czasie na parkiecie pojawił się Théo Maledon. Dla Francuza to był debiut w barwach Realu Madryt w Eurolidze. Wrócił po kontuzji, po której dosyć długo wracał do siebie. Królewscy kontynuowali znakomitą grę w obronie, szybko powiększając swój dorobek. Goście trochę się otrząsnęli po początku spotkania, ale i tak Željko Obradović w przerwie był załamany postawą podopiecznych, a szczególnie ich defensywą (52:33).
Po zmianie stron Partizan próbował odzyskać nadzieje. Jabari Parker w ciągu dwóch minut zdobył osiem punktów, ale po drugiej stronie odpowiadał mu Lyles. Królewscy zanotowali przy tym kilka niecelnych rzutów czy strat, co dodawało wiary gościom. Parker w końcu przerwał swoją passę. Scariolo natomiast dokonał zmian, żeby odmienić sytuację. Na boisko wrócili Maledon i Hezonja. Obaj błysnęli w ofensywie, co pozwoliło przywrócić prowadzenie z pierwszej połowy (75:56).
W ostatniej kwarcie Real Madryt pozwolił sobie na takie rozluźnienie jak z Baskonią, chociaż tym razem zdążył zareagować. Zbyt wczesne zdjęcie nogi z gazu pozwoliło Partizanowi uwierzyć w remontadę. Początek jeszcze na to nie wskazywał, ale seria 19:4 sprawiła, że goście mieli ledwie cztery oczka mniej (84:80). Wynikało to ze znakomitej skuteczności na obwodzie. W ostatnich dwóch minutach Królewscy jednak przypieczętowali zwycięstwo. Znów na pochwałę zasłużyli Maledon czy Lyles. Teraz drużyna wyleci do Belgradu na mecz z Crveną zvezdą.
93 – Real Madryt (24+28+23+18): Krämer (0), Okeke (14), Deck (6), Tavares (19), Feliz (2), Lyles (17), Campazzo (2), Hezonja (12), Maledon (16), Garuba (0), Fernando (2), Llull (3).
86 – Partizan (12+21+23+30): C. Jones (10), Brown (8), Bonga (5), Parker (23), T. Jones (5), Muurinen (0), Washington (11), Osetkowski (11), Bošnjaković (-), Marinković (13), Pokuševski (0), Lakić (0).
Poza kadrą znaleźli się:
- Alberto Abalde – uraz
- Izan Almansa – decyzja trenera
- Gabriele Procida – decyzja trenera
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się