Fede Valverde znów pokazał, że jego futbol nie ma granic. W ostatnich sezonach urugwajski pomocnik występował na bardzo różnych pozycjach, zawsze łącząc poświęcenie, inteligencję taktyczną i jakby niewyczerpaną energię. To, co dla innych byłoby trudnością, dla zawodnika z „ósemką” na plecach zawsze było sposobnością do rozwoju: bywał awaryjnym bocznym obrońcą, grał na skrzydle, kiedy zespół tego potrzebował, a gdy plan tego wymagał – stawał się pomocnikiem od wszystkiego, opisuje dziennik MARCA.
Każda z tych przemian nie tylko utrzymywała go w wyjściowej jedenastce Realu Madryt, ale też czyniła z niego postać nie do zastąpienia, wymykającą się prostym etykietkom. Bo kiedy już wydaje się, że jego rola została określona, drugi kapitan Królewskich znów znajduje sposób, by się na nowo zdefiniować i ponownie odgrywać kluczową rolę. Ta ewolucja nie jest dziełem przypadku. To efekt charakteru zwycięzcy, gotowości do nauki i pełnego oddania drużynie, podkreśla MARCA.
Przepis na ciągłą przemianę… i sufit, którego wciąż nie widać
„Na dziś uważam, że dobrze robię swoje w środku, na swojej pozycji. Rywalizowałem w środku pola z najlepszymi piłkarzami świata i wywalczyłem sobie swoje miejsce wśród tej trójki (Luka, Toni i Casemiro) i sądzę, że jestem jednym z filarów pomocy Realu Madryt”. Valverde przeszedł wiele wersji samego siebie. Grał jako prawy skrzydłowy, dając drużynie szybkość i wejścia w pole karne; bywał wszechstronnym graczem, łącząc odbiór z napędzaniem ataków; a po odejściu Toniego Kroosa bez wahania wziął na siebie obowiązki przy wyprowadzaniu piłki – to on przejął jego numer i, w pewnym sensie, tron.
Ta wszechstronność wcale nie rozmywa jego tożsamości – przeciwnie, wzmacnia ją. Każda nowa rola w systemie Królewskich dodaje mu kolejne odcienie, a on wydaje się niewyczerpany. W zespole naszpikowanym gwiazdami jedną z najtrudniejszych rzeczy jest nieustanna adaptacja bez utraty znaczenia. Urugwajczyk nie potrzebuje fajerwerków – jego futbol jest prosty, ale dla Xabiego Alonso niezwykle fundamentalny, bo wykracza poza same statystyki, zauważa MARCA.
Trybik, który łączy wszystko
„Prosi mnie, żebym miał dużo połączeń z Ardą Gülerem, Franco albo tym, kto akurat gra. Żebyśmy dobrze współpracowali na prawej stronie i żebym ustawiał się nieco niżej, by dostarczać im piłkę. Mam swobodę wejść z drugiej linii, czuję się komfortowo i czerpię z tego radość” – mówi o zadaniach, które wymagają od niego czytania gry z myślą o drużynie. W jego nowych obowiązkach mieści się też asekuracja prawej obrony (Daniego Carvajala lub Trenta Alexander-Arnolda), by zrównoważyć naturalne schodzenie do środka u Mastantuono. „Potrafi dostosować się do każdego sposobu gry” – chwali go Xabi.
Valverde nie jest więc tylko zawodnikiem „od swojej roli”; to trybik łączący obronę z atakiem, nowoczesny pomocnik wzmacniający tożsamość nowego Realu Madryt Xabiego Alonso, który chce narzucać intensywność, precyzję i kontrolę meczu. Urugwajczyk bierze na siebie także odpowiedzialność przy wyprowadzaniu piłki, daje zespołowi równowagę, nieustanny pressing i dojścia w pole karne, domyka przestrzenie i tworzy przewagi, świetnie komponując się z Aurélienem Tchouaménim. Każda kolejna przemiana jest dowodem, że jego sufit wciąż nie został określony, a Pajarito nie przestaje rosnąć – z każdym sezonem lata wyżej, podsumowuje MARCA.
Komentarze (37)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się