– Wyzwanie? To wyzwanie, ale takie, które przyjmuję z radością. Bernabéu jest miejscem świętym. Czujesz ciężar koszulki, ale to właśnie pcha cię, by dać z siebie wszystko.
– Liverpool uczynił mnie tym, kim jestem. Przede wszystkim chodziło o ambicję i osobiste pragnienie zmiany. O sprawdzenie się w nowym otoczeniu. Oczywiście, dziedzictwo Realu Madryt jest niepodważalne. Ale bardziej niż to pociągały mnie ambicja i chęć sprawdzenia się w nowym kontekście.
– Tak, rozmawiałem z Jude’em kilka razy, znamy się od dawna z reprezentacji Anglii. Miał o klubie i atmosferze same dobre słowa.
– Taka szatnia to wyzwanie, ale takie, które motywuje.
– Różnice między Premier League a La Ligą? Tempo i styl są inne, i właśnie to mnie ekscytuje. Nie mogę się doczekać, by sprawdzić się w tym środowisku. Oczywiście, że to coś innego, ale właśnie to mnie napędza: sprawdzić się w La Lidze, odcisnąć piętno w Madrycie.
– Tak, czuję, że to przemiana osobista, a nie tylko zawodowa. Przeprowadzka do nowego kraju, nauka nowej kultury pcha cię do rozwoju jako człowieka. To coś więcej niż piłka.
– Nauka hiszpańskiego i wystąpienie na prezentacji? Pracowałem nad tym od chwili, gdy wiedziałem, że do transferu dojdzie. Chciałem okazać szacunek kulturze i kibicom. Wiele mam jeszcze do nauczenia, ale sam proces sprawia mi frajdę.
– Od „Alexander-Arnold” do „Trent”? Tak, będzie po prostu „Trent”. W Europie wiele osób myliło moje imię – jedni mówili Alex, inni Arnold… więc uprościłem sprawę. Nazywajcie mnie Trent!.
– Madryt to piękne miasto, bogate w historię i kreatywność – podobnie jak Liverpool. Jestem podekscytowany nauką języka, próbowaniem nowych rzeczy i prawdziwym życiem tym miastem.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się