„Jestem głęboko rozczarowany propozycjami rozgrywania meczów krajowych lig poza Europą. Dziś rozmawiałem z Ronanem Evainem z Football Supporters Europe, by okazać solidarność i jasno podkreślić, że stanę po stronie kibiców, zwłaszcza w Hiszpanii (FC Barcelona i Villarreal) i we Włoszech (AC Milan i Como).
Na Forum Sportu UE w Krakowie obiecałem, że kibice będą w pełni włączeni w dyskusje o sporcie i zarządzaniu. Dla mnie to jasne: europejskie rozgrywki muszą być rozgrywane w Europie. Europejski futbol musi pozostać w Europie.
Jako unijny komisarz ds. sprawiedliwości międzypokoleniowej, młodzieży, kultury i sportu oraz jako kibic piłki nożnej od zawsze uważam, że kluby zawdzięczają większość swoich sukcesów wiernym kibicom i lokalnym społecznościom. To pierwszy poważny test ładu zarządczego od czasu Superligi. Silne, oparte na społecznościach kluby są sercem europejskiego modelu sportu. Przenoszenie rozgrywek za granicę to nie «innowacja», lecz «zdrada»”, napisał wczoraj w mediach społecznościowych Glenn Micallef, którego wpis został podany dalej przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Hiszpanii. Po kilku godzinach doczekał się odpowiedzi od Javiera Tebasa.
„Rozumiem obawy, ale warto zachować właściwe proporcje: mówimy o jednym meczu z 380.
W wielu krajach świata żyją tysiące kibiców, także Europejczyków, którzy mają prawo choć raz zobaczyć swoje drużyny na żywo.
Zaskakuje mnie, że nie budzą takiego alarmu projekty w rodzaju europejskiej ligi NBA–FIBA – które naprawdę uderzają w fundamenty europejskiego modelu sportu – ani piractwo, które doprowadza wiele zawodowych rozgrywek do ruiny.
Czy naprawdę jeden mecz z 380 to wielki problem?”, zapytał prezes La Ligi.
Komentarze (44)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się