To, jak ważną postacią w Realu Madryt jest Courtois, pokazała walka, jaką musiał toczyć od sierpnia 2023 roku. Wtedy to Belg zerwał więzadła, a gdy wydawał się już bardzo bliski powrotu na boisku, w marcu 2024 doznał kolejnego poważnego urazu. Bramkarz pozostawał poza grą przez niemal rok, co jednak nie odseparowało go od drużyny. Thibaut był cały czas obok zespołu, by na koniec wskoczyć do składu i wystąpić w finale Ligi Mistrzów, przypomina Sergio Rodríguez z Marki.
33-latek zawsze stawał na wysokości zadania, a radzenie sobie z presją nigdy nie sprawiało mu kłopotu. Dość wspomnieć jego pamiętny występ w finale Champions League 2022 roku, gdzie bez jego pomocy triumf w rozgrywkach byłby praktycznie niemożliwy. W Paryżu Courtois zaliczył dziewięć parad, a jego kapitalna gra wręcz rozbiła psychicznie Liverpool, w którego szeregach znajdowali się choćby Salah, czy Mané.
W trakcie leczenia kontuzji Belg stanowił też nieustanne wsparcie dla Łunina. Ukrainiec notował bardzo dobry sezon, a jego występy z Lipskiem i City okazały się kluczowe w drodze do wspomnianego akapit wyżej finału. Courtois nawet pomimo niedyspozycji nie przestał być liderem. Jest to dowód jego siły, która zarażała nie tylko Andrija, lecz także cały zespół.
Postawa Courtois zarówno na boisku, jak i poza nim, zaowocowała nagrodą w postaci nowego kontraktu. Wszystko wskazuje na to, że Belg może wkrótce przebić dziedzictwo, jakie pozostawił po sobie sam Iker Casillas. Thibaut dał Realowi już tyle, że nazywanie go gigantem to powoli za mało. Nie ulega też wątpliwości, że dziś jest on największą legendą klubu wśród zagranicznych golkiperów. Ma już na koncie więcej sezonów od Illgnera, czy Keylora Navasa. Z drugim z wymienionych znajduje się na równi pod względem drużynowych trofeów, ale zdołał też dołożyć do kolekcji dwa indywidualne wyróżnienia – Nagrodę Jaszyna i Trofeo Zamora z sezonu 2019/20, kończy swój tekst Rodríguez.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się