– Moja ocena Klubowego Mundialu jest taka, że ten turniej został wymuszony bez uzgodnienia z ligami i bardzo szkodzi ekosystemowi światowego futbolu, a szczególnie europejskiego. Widzimy teraz, że drużyny narzekają, iż nie mają czasu na odpoczynek i okres przygotowawczy. To są pieniądze, które przesuwają się z jednego miejsca na drugie, co jeśli ten trend się utrzyma, zaszkodzi 60 tysiącom piłkarzy w Europie.
– Zdecydowanie ryzyko jest większe niż korzyści. Trzeba pamiętać, że kiedy mówimy o piłkarzach, to często myślimy tylko o tych, którzy rozgrywają 60 meczów w sezonie albo o tych, którzy są na świeczniku światowego futbolu. A to tylko jedna grupa. Trzeba spojrzeć szerzej, na cały ekosystem piłki nożnej. I to uderza we wszystkich. Może ci z największymi zarobkami są najbardziej obciążeni meczami, ale to my ryzykujemy całym przemysłem piłkarskim, który budowaliśmy przez dziesięciolecia. Ryzykujemy przemysłem, który umożliwia generowanie pracy dla tych 60 tysięcy piłkarzy, a także wspiera ich rodziny, trenerów czy media. Jeśli ten trend się utrzyma, w średnim okresie może dojść do załamania piłkarskiego przemysłu w innych krajowych ligach.
– Real Madryt zarobił na Klubowym Mundialu 86 milionów dolarów - jak to odbija się na konkurencyjności w La Lidze? Ogromnie. To jedna z głównych skarg, które musimy poruszyć. Trzeba zrozumieć, że te kluby nie skupiają się już krajowych rozgrywkach. Coraz częściej mamy do czynienia z turniejami, w których ogromne pieniądze trafiają tylko do wybranej grupy klubów. A ci, którzy są poza tym gronem, zostają w tyle – różnice stają się znaczące, a konkurencyjność spada. To oczywiste, nie trzeba być geniuszem, żeby to zauważyć. Trzeba przemyśleć całą tę sytuację, bo to szkodzi ekosystemowi piłkarskiemu. Przestaną istnieć krajowe ligi i nie mówimy tu tylko o Hiszpanii. Ta piłkarska branża, która tworzy dziesiątki tysięcy miejsc pracy i która generuje lokalne bogactwo, zostaje osłabiona. A jeśli będziemy dalej podążać tą drogą, wszystko skupi się wokół 20 klubów i wokół 300 zawodników. Musimy przestać zasłaniać się nazwami pojedynczych klubów i zacząć bronić całej piłkarskiej struktury.
– Przełożenie pierwszego meczu Realu Madryt w La Lidze? Trzeba rozmawiać, podejmować decyzje i wiedzieć, kto ostatecznie decyduje. Z naszej strony jasno przedstawiliśmy nasze stanowisko. Po pierwsze, nasza umowa ze związkiem zawodowym piłkarzy przewiduje 21 dni kalendarzowych urlopu. W tym przypadku ten okres kończy się 30 lipca, jeśli się nie mylę. Pierwszy mecz LaLigi zaplanowany jest na 19 sierpnia. Mówi się o potrzebie trzech tygodni przygotowań, ale… gdzie jest napisane, że te trzy tygodnie to konieczność? Wielu piłkarzy gra przecież w finałach Mistrzostw Świata czy innych wielkich turniejach i wraca do gry w nowym sezonie mając mniej niż trzy tygodnie urlopu, a grają i to bardzo dobrze. Nie mówimy tu o obiektywnym i naukowym wymogu. Dlatego takie jest nasze stanowisko, które teraz będzie ocenione przez Komitet Rozgrywek. Zresztą, zobaczmy inne przypadki: PSG, które gra w finale, ma Superpuchar Europy 13 sierpnia i zaczyna ligę francuską 17 sierpnia. Tam nikt nic nie zmienia. Chelsea zagra z Crystal Palace 18 sierpnia, a Premier League też nie zmienia terminów. My możemy więc zagrać 19 sierpnia. Czy w Hiszpanii jesteśmy inni? Czy Real Madryt jest inny od reszty klubów? Nie możemy robić wyjątków, ale ostateczna decyzja należy do Komitetu Rozgrywek w Federacji.
– Mecze La Ligi w Stanach Zjednoczonych w 2025 lub 2026 roku? Miejmy nadzieję, że tak. Pracujemy nad tym i liczymy, że się uda. Naszą wolą jest robić to, co do nas należy w kwestii rozwoju. Do tego w Federacji pojawił się nowy prezes, który działa w sposób bardziej zintegrowany, a wcześniej istniał spór prawny z FIFA w Stanach Zjednoczonych. Teraz sytuacja się poprawia i otrzymujemy potrzebne zezwolenia, by móc rozgrywać takie mecze. Liczymy, że stanie się to wkrótce, a jeśli się uda, to nawet już w tym sezonie.
– Większa szansa, że na taki mecz poleci Barcelona niż Real? Ze względu na relacje i na stanowisko Real Madryt wobec tego tematu, to oczywiście Barcelona zawsze ma większe możliwości. To też Barcelona od lat uczestniczy aktywnie w rozwoju światowego futbolu, bardziej niż Real Madryt.
– Barcelona jest blisko [rejestrowania] transferów, taka jest moja opinia. Kwestia jest taka, że muszą podjąć odpowiednie decyzje, by się do tego zbliżyć, ale są blisko.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się