Żeby wygrać La Ligę, musisz tego chcieć. A jeśli tego chcesz – musisz to udowodnić. Najlepiej pokazać to we wszystkich 38 kolejkach, co przy obecnym kalendarzu nie jest łatwe. Warto więc przynajmniej zrobić to w decydującym meczu. Tym, w którym rozstrzyga się walka o tytuł. Ale nawet wtedy nie zawsze się to udaje. Wczoraj, gdy Barça miała już La Ligę praktycznie w kieszeni po strzeleniu czterech goli w 25 minut, na początku drugiej połowy Bellingham próbował opanować piłkę w środku pola. Natychmiast otoczyło go czterech piłkarzy, którzy rywalizowali między sobą o to, kto pierwszy mu ją odbierze: Iñigo, Cubarsí, De Jong i Pedri. Przypomnę, że ten ostatni, zdecydowanie najlepszy pomocnik rozgrywek, jest również najlepiej odbierającym piłkę. W efekcie Jude stracił futbolówkę bez większych problemów. Na tablicy było 4:2, ale Barça nadal gryzła, jakby przegrywała 0:2.
Ta akcja pokazuje, dlaczego Barcelona wygrała tę ligę. To proste: miała więcej talentu (Lamine), ale przede wszystkim więcej głodu niż reszta. Zdecydowanie więcej niż wygodny, zapatrzony w siebie Real Madryt, w którego szatni zazdrość i dbanie o własny status przesłoniły słuchanie trenera… i to mimo dwóch triumfów w Lidze Mistrzów w ciągu trzech lat. Już pod koniec pierwszego miesiąca sezonu Ancelotti w Valdebebas dawał do zrozumienia, że ma dość egoistycznych zachowań swoich gwiazd. Problem w tym, że podczas meczów był wobec nich zbyt pobłażliwy i sam ponosi za to karę. Jeśli Vinícius cię nie słucha, zdejmij go, bo jeśli jest jakaś szansa, że się zmieni, to właśnie taka. Patrząc na Raphinhę, jak biega i walczy o każdą piłkę, i porównując to z nonszalanckim truchtem Brazylijczyka, widać różnicę między zawodnikiem głodnym chwały a tym, który już się nią nasycił. A tak przy okazji – czy Vinícius naprawdę zasługuje na podwyżkę po takim sezonie?
Poza większym talentem i głodem, Barcelona ciężej pracowała i lepiej przygotowywała się do spotkań. W grze zespołowej różnica między odważnym pressingiem, który zaprojektował Flick, a prymitywną taktyką Carlo, polegającą na cofnięciu całej drużyny i wybijaniu piłki na dwóch z przodu, jest znacznie większa niż tylko te siedem punktów w tabeli. Strach pomyśleć, gdzie byłby ten Real bez 40 goli Mbappé i interwencji Courtois. Xabi Alonso ma przed sobą dużo roboty, ale jeszcze więcej mają jej działacze.
Komentarze (41)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się