Nie ma mowy, by ten Real Madryt pełen gwiazd, ale pozbawiony zaangażowania mógł cieszyć się przyjemnym popołudniem. Mecz z Celtą to już 16. spotkanie wygrane minimalną różnicą goli. Od 23 lutego i zwycięstwa 2:0 z Gironą Królewscy nie są w stanie zapewnić sobie ostatnich minut bez drżenia o końcowy wynik, co pokazuje, jak krucha jest drużyna Ancelottiego. Choć oczywiście nie pomaga w tym plaga kontuzji, która zdziesiątkowała podstawową formację obronną.
I to nawet w sytuacji, kiedy w 47. minucie Mbappé pokazał, że przy wolnej przestrzeni nie ma bardziej decydującego zawodnika od niego, zdobył bramkę na 3:0 i wydawało się, że mecz jest już definitywnie zakończony. Do końca pozostawała co prawda cała druga połowa, która jednak wydawała się czystą formalnością. Błąd. Przy swoich wyłączeniach i braku intensywności ta drużyna potrafi wskrzesić zmarłego. O ile atakującym zazwyczaj z trudem przychodzi bronienie, bo mają na to przyzwolenie trenera, to można już o nich definitywnie zapomnieć, kiedy poczują komfortową przewagę. A Celta była bardzo żywa. Iago Aspasowi wystarczyło 20 minut przeciwko środkowi pola Los Blancos, który pozwalał mu na zdecydowanie za dużo z piłką przy nodze, by dać recital i posyłać bardzo niebezpieczne piłki do swoich kolegów, którzy gonili wynik i po raz kolejny przysporzyli kibiców na Bernabéu o zawał serca.
Na koniec wszystko skończyło się na strachu i Real Madryt zagra o ligę w najbliższą niedzielę na Montjuïc w Klasyku, do którego może przygotować się lepiej niż Barça, która będzie zmęczona. Królewscy w dużej mierze zawdzięczają to Ardzie Gülerowi, który po raz kolejny był najbardziej zauważalnym zawodnikiem, którego połączenie z Mbappé może zapewnić zespołowi wiele zwycięskich wieczorów. Patrząc, jak Turek strzela, asystuje, dyryguje i organizuje, nie sposób nie zadać pytania, dlaczego Ancelotti nie stawiał na niego częściej, podczas gdy Rodrygo mógł cieszyć się statusem niepodważalnego zawodnika pierwszego składu, na co nie zasłużył w tym sezonie swoimi występami.
PS. Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować dobremu synowi i jeszcze lepszemu człowiekowi, który zdecydował o rozpoczęciu meczów o godzinie 14:00 i 16:15 w Dzień Matki. Jak zawsze to mądre decyzje z myślą przede wszystkim o kibicu i matce, która go urodziła.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się