Ten sezon należy do Łunina – przynajmniej jeśli chodzi o Puchar Króla. Tym razem Ancelotti od początku powierzył bramkę Ukraińcowi. Czy tak będzie aż do finału? To wciąż sfera domysłów, a włoski szkoleniowiec nie chciał wczoraj udzielić jednoznacznej odpowiedzi. – Gdybyście awansowali do finału, zagrałby Łunin? – zapytano trenera Królewskich. – Zobaczymy. Może zagrać Łunin, Courtois… A jeśli obaj będą kontuzjowani, zagra Fran González. A jeśli nie awansujemy, to żaden z nich – odparł Ancelotti, wymijająco i z nutą tajemniczości. Pewne jest jedno – dziś wieczorem przeciwko Realowi Sociedad to Łunin znów wyjdzie w podstawowym składzie. I to nie tylko z konieczności spowodowanej urazem Courtois. Carletto już po pierwszym meczu tej rundy potwierdził, że Łunin zagra też w rewanżu – został wtedy bohaterem spotkania dzięki swoim interwencjom. Droga do finału turnieju o Puchar Króla wiedzie przez jego ręce, opisuje AS.
Powracające co jakiś czas kontuzje Courtois otwierały przed Łuninem kolejne szanse. Ma już na koncie jedenaście występów w tym sezonie, ale to właśnie w Pucharze Króla bezdyskusyjnie stał się numerem jeden między słupkami. Ugruntował swoją pozycję i z każdym kolejnym meczem rósł w siłę. W każdym spotkaniu – krok naprzód. Jedna parada przeciwko Minerze, dwie w starciu z Celtą, trzy z Leganés, a kulminacją było sześć interwencji w pierwszym meczu z Realem Sociedad. To właśnie dzięki nim gol Endricka pozwolił wywieźć z Donostii zaliczkę przed rewanżem, przypomina AS.
– Zawsze cieszę się, że mogę grać dla Realu Madryt. To mój cel i spełnienie marzeń. Każdego dnia trzeba tu ciężko pracować, żeby odnieść sukces. Chcę pomagać drużynie i cieszyć się codziennością. Najważniejsze są dobre wyniki – mówił Łunin w sobotę po meczu z Leganés.
Ukrainiec ma za sobą także trudne wieczory – porażki z Barceloną czy Milanem. Ale w innych momentach jego interwencje były kluczowe dla utrzymania zespołu przy życiu. Zwłaszcza w Pucharze Króla. W 1/8 finału z Celtą wpuścił dwa gole, ale przy przebudzeniu galicyjskiego zespołu, które doprowadziło do dogrywki, obronił kapitalnym refleksem bombę Hugo Sotelo. W ćwierćfinale z Leganés zaprezentował się niczym Courtois – popisał się dwoma świetnymi interwencjami po strzałach Diego Garcíi i Daniego Raby w newralgicznych momentach, zauważa AS.
A na Anoecie – prawdziwy koncert. Oyarzabal, Kubo i spółka nie potrafili go pokonać. Sześć doskonałych okazji gospodarzy – wszystkie zniweczone przez Łunina. Sześć znakomitych interwencji, które przybliżyły Real do upragnionego biletu do Sewilli, podsumowuje AS.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się