Starcie na Anfield było zaznaczone w kalendarzu na czerwono. Miało ono służyć jako wyznacznik dalszego planu na przepełniony od samego startu przeszkodami sezon oraz usytuować realnie drużynę względem innych czołowych ekip Starego Kontynentu. Wnioski są bardzo negatywne. Po potyczce z Liverpoolem wyciągnięto cztery konkretne punkty, nie licząc martwiącej dyspozycji Mbappé. Mowa o kontuzjach, dobrej postawie Asencio, przepełnionym kalendarzu i możliwości ruszenia na zimowe zakupy.
Uraz Camavingi jasno uzmysłowił, że kontuzje są zdecydowanie najpoważniejszym i najbardziej duszącym z problemów. Metody Antonio Pintusa budzą coraz więcej wątpliwości wśród zawodników. Fakt, że praktycznie co tydzień z gry wypada kolejne ogniwo, może skłonić włodarzy do ruszenia w styczniu na transferowy rynek.
Jedynym pozytywem ostatniego spotkania była postawa Raula Asencio, który nie przestraszył się największego wyzwania w karierze i przez 90 minut trzymał solidny poziom. Stoper pozostanie w pierwszej drużynie, a sztab szkoleniowy liczy na niego w perspektywie kolejnych awaryjnych sytuacji. Przegrana w Anglii ma też wpływ na terminarz, ponieważ wydaje się, że udział w 1/16 finału Champions League będzie nieunikniony. Innymi słowy, Realowi dojdą kolejne dwa mecze, których nie zakładano przed startem kampanii. Więcej spotkań wiąże się rzecz jasna również z większym ryzykiem następnych urazów.
Wszystkie wyżej wymienione kwestie prowadzą też do rozważań nad kolejną sprawą, czyli decyzji o ewentualnych wzmocnień zimą. Na ostateczny werdykt trzeba będzie poczekać do końcówki grudnia, wówczas będzie można już miarodajnie ocenić, jaka jest dalsza perspektywa rozwoju wypadków w bieżącym sezonie. Jakkolwiek patrzeć, klęska z Liverpoolem stanowiła pierwszy poważny alarm. Kadra traci nieustannie kolejnych graczy, a kalendarz jest bezlitosny. Królewscy nie lubią kupować zimą, ale w zaistniałych okolicznościach może okazać się to niezbędnym ruchem, wieńczy Relevo.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się