Po przenosinach na Sánchez Pizjuán Mariano nie przestały prześladować urazy. Piłkarz starał się jednak robić wszystko, by w jak największym stopniu pomóc zespołowi. Koniec końców jego praca zdała się na niewiele. Przez cały sezon 30-latek tylko dwa razy zagrał od początku. Łącznie zebrał zaś nieco ponad 300 minut i nie strzelił przy tym żadnego gola. Jednym słowem – fiasko.
Sevilla podpisała z atakującym roczny kontrakt w ostatni dzień poprzedniego letniego okienka. Mariano był wolnym zawodnikiem, a dyrekcja sportowa w zamyśle chciała powtórzyć ruch, który już tyle razy przyniósł świetne efekty za Monchiego. Plan zakładał odbudowanie utalentowanego gracza, który w minionych latach z różnych powodów znajdował się na zakręcie. Mariano przez kilka sezonów był ostatnim w kolejce do gry, ale ani myślał zmieniać otoczenia przed wygaśnięciem lukratywnego kontraktu. Díaz otrzymał szansę odkucia się w elicie, ale dziś 30-latek znowu trafia do piłkarskiego czyśćca.
– Mariano prawie ze łzami w oczach przepraszał nas za swoją postawę – mówił Víctor Orta, dyrektor sportowy Sevilli. – Próbował wszystkiego. Kiedy wreszcie czuł się dobrze, skończył się sezon. Szkoda, że nie udało mu się więcej wnieść do drużyny. Tak czy inaczej, starał się tego dokonać na wszelkie sposoby – zdradza. Mimo jednoznacznego niepowodzenia klub docenia zaangażowanie piłkarza, który każdego dnia robił wszystko, co w jego mocy, by podnieść się z kolan. Przez długie miesiące pracował, odczuwając ból. Mimo to napastnik liczy, że uda mu się wystąpić na turnieju olimpijskim w barwach Dominikany.
Komentarze (29)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się