Oni znów to zrobili. Real Madryt wygrał kolejny finał Ligi Mistrzów i sprawił, że znów – patrząc wyłącznie na częstotliwość i wyniki decydujących meczów – to wszystko wydaje się proste, łatwe i bezbolesne.
Dziś nie było łatwo i bezboleśnie. Królewscy źle weszli w mecz i rozegrali kiepską pierwszą połowę. Fakt faktem z trzech najgroźniejszych sytuacji Borussii w pierwszej połowie w dwóch był wyraźny spalony, przegapiony przez arbitra liniowego, jednak zdecydowanie groźniej było pod bramką Courtois niż Kobela.
W przerwie trzeba było zmienić prawie wszystko. Real nie wychodził z kontrami, źle bronił, nie potrafił się odnaleźć w ataku pozycyjnym. Wyglądało to tak, jakby dortmundczycy lepiej przeczytali ten mecz pod niemal każdym względem. Wynik 0:0 po pierwszej połowie był najlepszą możliwą wiadomością, choć momentami wydawało się, że tylko utrata gola może obudzić Królewskich.
I Real się obudził. W pierwszej połowie role się odwróciły, Real oddał w drugiej części ponad pięć razy więcej strzałów niż w pierwszej. Wyglądał lepiej fizycznie, taktycznie i piłkarsko. Zwieńczeniem był gol Carvajala po asyście Kroosa, a po kolejnych dziewięciu minutach wszystko było już jasne. Borussia łatwo poddała się pressingowi Realu, piłka trafiła do Bellinghama, ten oddał do Viniego i było 2:0.
To nie był wielki mecz Realu Madryt, ale świętowanie może i powinno być wielkie. ZROBILI TO PO RAZ PIĘTNASTY!!!
Borussia Dortmund – Real Madryt 0:2 (0:0)
0:1 Carvajal 74' (asysta: Kroos)
0:2 Vinícius 83' (asysta: Bellingham)
Borussia Dortmund: Kobel; Ryerson, Schlotterbeck, Hummels, Maatsen; Can (81' Malen), Sabitzer; Sancho (88' Bynoe-Gittens), Brandt (81' Haller), Adeyemi (72' Reus); Füllkrug
Real Madryt: Courtois; Carvajal, Rüdiger, Nacho, Mendy; Camavinga, Kroos (85' Modrić), Valverde, Bellingham (85' Joselu); Vinícius (90'+4' Lucas), Rodrygo (90'+1' Militão)